Na pewno nie tak wyobrażali sobie piłkarze i kibice Widzewa piątkowy pojedynek z Górnikiem. Rozpędzony RTS, który notował świetną serię bez porażki, przyjeżdżał na Górny Śląsk w roli faworyta. Widzewiacy zostali jednak zweryfikowani przez Górnika. Co nie funkcjonowało u piłkarzy Niedźwiedzia?
Już przed meczem wiadomo było, że pomimo dobrej formy Widzewa i słabszej dyspozycji Górnika ten mecz dla łodzian nie będzie łatwą przeprawą. Miejsce zabrzan w tabeli nie oddaje realnego potencjału tej drużyny, co dobrze pokazał wczorajszy mecz. W pierwszej połowie na boisku grali tylko „Górnicy”. W drugiej odsłonie meczu „Czerwono-biało-czerwoni” bezskutecznie próbowali zagrozić bramce Daniela Bielicy – żadne gole już nie padły.
Bezradny Widzew
Pierwszą połowę tego meczu w wykonaniu widzewiaków trzeba bez wątpienia uznać za najgorszą w tym sezonie. Podopieczni Janusza Niedźwiedzia nie zdołali wyjść z szatni. Nie stworzyli sobie żadnej konkretniej sytuacji pod bramką Bielicy. Górnik także nie potrzebował wielu okazji, aby wbić gościom trzy bramki. Trzy kontry i wykorzystanie błędów w obronie Widzewa sprawiły, że Górnik ustawił sobie ten mecz już po pierwszych 45 minutach.
Trzeba powiedzieć, że żaden z zawodników Widzewa nie zagrał w tym spotkaniu na poziomie, do którego przyzwyczaił w poprzednich spotkaniach. Jordi Sanchez, który brylował w ostatnich starciach, z pewnością nie rozegrał najlepszego meczu w swojej karierze. Notował dużo nieudanych zagrań i przegranych pojedynków. Regres w stosunku do poprzednich występów zaliczył także Serafin Szota. Były piłkarz Wisły Kraków nie był tak pewnym punktem obrony, jak chociażby w meczu z Miedzią Legnica.
Wszyscy w Łodzi mają jednak nadzieję, że wczorajszy pojedynek w Zabrzu to tylko jednorazowy wypadek przy pracy. RTS dał swoim kibicom w tym sezonie bardzo dużo radości i pewnie jeszcze niejednokrotnie tak będzie. Może się okazać, że w dłuższej perspektywie zimny prysznic będzie dla Widzewa przydatny. W końcu nie da się wygrywać wszystkiego.
– Gratuluję Górnikowi zwycięstwa, bo bardzo na nie pracował. Było widać dużą determinację z jego strony. Kluczowa była pierwsza połowa, gdy popełniliśmy dwa, trzy błędy w prostych sytuacjach, po których padły bramki. My też kilka okazji stworzyliśmy, ale nic nie chciało wpaść. Żałowałem zwłaszcza szansy tuż przed gwizdkiem, gdy mogliśmy się podnieść na 1:3. To mogło natchnąć zespół. W przerwie zdecydowaliśmy się na trzy zmiany. To był dobry ruch, bo zmiennicy pokazali się z dobrej strony. Druga połowa wyglądała lepiej niż pierwsza, przynajmniej jedna sytuacja powinna zakończyć się naszą bramką. Gdybyśmy coś strzelili w ciągu dziesięciu, piętnastu minut, to by nas natchnęło, wlało w nas dodatkowe pokłady wiary. Niestety, mimo że walczyliśmy, nic nie chciało wpaść – powiedział na pomeczowej konferencji Janusz Niedźwiedź (: widzew.com).











