Górnik Zabrze zwyciężył w wyjazdowym meczu z Cracovią Kraków 3:1. Ten wynik jeszcze bardziej pogarsza tragiczną sytuację zespołu z Krakowa, który zamyka ligową tabelę.
Cracovia Kraków potrzebuje punktów jak ryba wody. Własne boisko miało być największym atutem podopiecznych trenera Tomasza Kafarskiego. To zadanie zamierzali jednak utrudnić defensorzy Górnika, z rozgrywającym setne spotkanie w ekstraklasie Adamem Danchem na czele. Na początku zabrzańscy obrońcy mieli wiele pracy, ponieważ to gospodarze przejęli inicjatywę, jednak nie udało im się stworzyć żadnej okazji bramkowej. Górnik miał szansę na gola już przy pierwszej akcji ofensywnej. W 13. minucie Nakoulma przedarł się przez zasieki obronne Cracovii i oddał minimalnie niecelny strzał. Było gorąco.

Podobnie jak pierwszy kwadrans, drugie 15 minut stało pod znakiem przewagi optycznej Cracovii. Pozytywne wrażenie pozostawiał bliżej nieznany Sebastian Steblecki, który rozgrywał dopiero czwarte spotkanie w ekstraklasie. Przewaga jednak na nic się nie zdała, ponieważ w 31. minucie to piłkarze Górnika odnaleźli drogę do bramki rywali. Dośrodkowanie z prawego skrzydła trafiło do Aleksandra Kwieka, ten zupełnie nie atakowany miał wystarczająco dużo czasu, by przyjąć piłkę na klatkę piersiową i następnie skierować ją do siatki. Defensywa krakowian wyraźnie w tej akcji zaspała.
Ten błąd był jednak niczym wobec tego, co wydarzyło się dziesięć minut później. Jeden z obrońców zdecydował się podać piłkę do Cierzniaka. Golkiper gospodarzy w pozornie niegroźnej sytuacji wykazał się dużą nonszalancją, nie reagując na atak Michała Zielińskiego i czekając na wybicie do ostatniej chwili. Kiedy już usiłował wykopać piłkę jak najdalej, ta trafiła zabrzańskiego golkipera w nogi i wpadła do siatki. Bramkarz Cracovii będzie miał o czym myśleć.
Drugą połowę znów lepiej zaczęli gospodarze. Już po dwóch minutach van der Biezen miał szansę na strzelenie gola, lecz lepszy okazał się powracający po krótkiej przerwie Skorupski. Parę chwil później okazję miał Bartłomiej Grzelak, tym razem skończyło się na strzale ponad poprzeczką. Górnik na ataki rywala odpowiadał rzadko, ale jak już to robił, to kibice „Pasów” załamywali ręce. W 56. minucie Zieliński znalazł się w wyśmienitej sytuacji podbramkowej, w pojedynku oko w oko z Cierzniakiem delikatnie przerzucił nad nim piłkę w stylu Tomasza Frankowskiego, podwyższając wynik meczu na 3:0.
Ten wynik nie pozostawiał wątpliwości, kto zgarnie dziś trzy punkty. Czyżby? W piłkarzach Cracovii chyba coś pękło i w końcu zaczęli oni grać w piłkę zamiast ją kopać. Szczególnie motywująco podziałał na nich gol strzelony w 74. minucie. Po podaniu Andraza Struny Koen van der Biezen był szybszy od zabrzańskich defensorów i mocnym strzałem pokonał Skorupskiego. Nie można jednak przemilczeć faktu, że Holender był szybszy, ponieważ był na pozycji spalonej. Sędzia tego nie zauważył i uznał bramkę, a Cracovia ruszyła do ataku. W ciągu kilku minut „Pasy” stworzyły sobie kolejne dwie sytuacje bramkowe, lecz napastnicy mieli tego dnia totalnie rozregulowane celowniki.











