Gorsza dyspozycja Grzegorza Krychowiaka nie umyka uwadze selekcjonera Adama Nawałki i ten od Euro we Francji zaczyna dopuszczać nową krew do reprezentacji właśnie na pozycji defensywnego pomocnika, głównie z ekstraklasy. Wybory opiekuna drużyny narodowej specjalnie dziwić nie mogą, ponieważ po rodzimych boiskach biega kilku naprawdę ciekawych zawodników na tej pozycji. Damian Dąbrowski czy Jacek Góralski są tego najlepszymi przykładami. No i pamiętajmy jeszcze o stałym bywalcu zgrupowań Tomaszu Jodłowcu, który doświadczeniem bije wspomnianą wcześniej dwójkę na głowę. Warto więc pokusić się o porównanie tej trójki.
W tej chwili niezwykle trudno jest sobie wyobrazić skład polskiej reprezentacji bez Grzegorza Krychowiaka, ale nie ma się co oszukiwać, w ostatnich miesiącach zawodnik PSG jest cieniem piłkarza, którego znamy z francuskiego Euro czy też poprzednich eliminacji. Może i były gracz Sevilli wygląda jak model i pięknie się uśmiecha, ale poza walorami wizualnymi niewiele jest w stanie zaoferować kadrze. Co prawda drużyna narodowa wciąż osiąga korzystne wyniki i te w głównej mierze bronią „Krychę”, ale co będzie w momencie, gdy jego gorsza forma zaważy na wyniku ważnej konfrontacji? Wówczas będzie za późno. Oczywiste, że to scenariusz trochę na wyrost, ale Adam Nawałka wie o nie najlepszej dyspozycji gracza paryskiego potentata i szuka alternatyw, a eksplorację zaczął od krajowych boisk. Góralski, Dąbrowski, Jodłowiec. Który wydaje się najlepiej pasować do koncepcji selekcjonera?
Może i były gracz Sevilli wygląda jak model i pięknie się uśmiecha, ale poza walorami wizualnymi niewiele jest w stanie zaoferować kadrze.
Na potrzeby zestawienia naszym bohaterom będę przyznawać „głosy”. Dlaczego? Od dawna za jednego z najlepszych zawodników na pozycji defensywnego pomocnika w historii uznaje się Claude’a Makelele. Legenda Realu czy Chelsea urodził się w Demokratycznej Republice Konga, a w jego plemiennym języku słowo „makelele” znaczy „głosy”. Tak więc zaczynamy.
„Jodła”, ale schudła
Na początek weźmy na tapet pomocnika mistrza kraju, Tomasza Jodłowca. I od razu mamy zagwozdkę, ponieważ gdybyśmy mieli porównywać gracza Legii w obecnej formie z pozostałą dwójką, wypadłby gorzej niż blado. W ostatnich tygodniach (jak nie miesiącach?) „Jodła” wygląda tragicznie, a najbardziej widoczne było to w konfrontacjach Legii w Lidze Mistrzów na tle niezwykle silnych rywali. To właśnie 31-latek najbardziej odstawał od poziomu Champions League. Brak mu było dynamiki, a nawet siły, która wcześniej była jego największym atutem. Już nawet nie chodzi o mizerny procent celnych podań, ale przede wszystkim o liczbę strat w meczu. Akurat defensywnemu pomocnikowi te w ogóle nie powinny się przytrafiać. Ale jeśli przypomnimy sobie, jak dobrze wyglądał Jodłowiec w poprzednim sezonie, od razu możemy poczuć ulgę, że grać w piłkę urodzony w Żywcu piłkarz jednak potrafi.
Dość wspomnieć, że w minionej kampanii ligowej Tomasz Jodłowiec zanotował cztery gole oraz siedem asyst, co jest jak na defensywnego pomocnika wynikiem bardzo dobrym. I w zasadzie ta statystyka ukazuje największy atut „Jodły”, czyli świetne prostopadłe podania, szczególnie widać to w meczach na krajowych boiskach. W spotkaniach z silniejszymi rywalami piłkarz Legii broni się agresją oraz siłą fizyczną, dzięki której bez problemu jest w stanie wygrać starcie „bark w bark” z przeciwnikiem czy też pojedynki powietrzne. I właśnie dwa ostanie aspekty wyglądają u Jodłowca lepiej niż u Góralskiego czy Dąbrowskiego. Do tego jeszcze dodajmy ogromne doświadczenie i w mojej całkowicie subiektywnej ocenie zawodnik warszawskiej drużyny w sześciostopniowej skali oceniania otrzymuje:











