Nieobecność Leo Beenhakkera na hitowym meczu ligi polskiej, Wisła Kraków – Legia Warszawa, wcześniej na posiedzeniu zarządu PZPN i występ w holenderskiej telewizji TV Nos, w której wypowiadał się na temat letnich transferów Feyenoordu Rotterdam – to wszystko sprawia, że w Polsce coraz więcej osób ma wątpliwości czy Holendrowi aby na pewno zależy jeszcze na pracy z naszą reprezentacją. – Kluczem do nieporozumień i kłótni jest nieprecyzyjna i niejasno skonstruowana umowa Don Leo z PZPN. – mówi w rozmowie z iGolem były selekcjoner reprezentacji Polski Jacek Gmoch.
Jakby pan skomentował zachowanie Leo Beenhakkera? Holender był nieobecny na posiedzeniu zarządu PZPN, meczu Wisła – Legia, z wysokości trybun oglądał za to spotkanie Feyenoord Rotterdam – Roda Kerkrade.

Trzeba byłoby zajrzeć do umowy Beenhakkera z PZPN i zobaczyć co ta umowa pozwala mu robić, a co nie. Łatwo jest bowiem krytykować, ale nie można tego robić jeśli nie zna się treści kontraktu, a ten jest przecież tajemnicą handlową.
Beenhakker swoje zachowanie tłumaczy tym, że w czasie wolnym może robić co chce. Czy jednak w pracy selekcjonera istnieje w ogóle taki termin jak „czas wolny”?
Znów wracamy do punktu wyjścia, czyli kwestii umowy. Jeśli faktycznie pozwala ona robić Holendrowi w czasie wolnym, to co tylko zechce, to wydaje mi się, że nie ma problemu, a umowa jest przecież po to by ją przestrzegać. Jeszcze raz jednak podkreślę, że ciężko jest komentować tą sprawę, gdy nie zna się poszczególnych punktów umowy jaką PZPN zawarł z Holendrem.
Czy jednak Leo w „czasie wolnym” nie powinien raczej np. obserwować reprezentantów Polski bądź kandydatów do gry w kadrze w akcji? Pan np. wyobraża sobie, że byłby w stanie za swojej selekcjonerskiej kadencji pracować i jako selekcjoner i doradca w jakimś klubie?
Wie pan, można być Albertem Einsteinem futbolu, nie oglądać meczów, a i tak dobrze wiedzieć kto w jakiej jest dyspozycji. Dzisiaj są inne czasy, mamy niesamowicie rozwiniętą technologię: skype, internet, co na pewno ułatwia selekcjonerowi pracę i kontrolowanie potencjału piłkarzy. Za moich czasów tego nie było, więc porównywanie sytuacji Beenhakkera z moją jest nieracjonalne i do niczego konkretnego nie prowadzi. Sam natomiast, biorąc pod uwagę moją wiedzę i zdolności, nie wyobrażam sobie, żebym mógł skoncentrować się zarówno na pracy z kadrą jak i z jakimś klubem.
Leo Beenhakkerowi jeszcze zależy na pracy w Polsce?
Nie wiem, mogę tylko przypuszczać, a wydaje mi się, że zależy. Dalej krążymy wokół tematu umowy, jeśli wg PZPN Holender spełnia jej warunki, to dalej może pracować z reprezentacją. Poza tym wciąż ma cel do zrealizowania jakim jest awans do finałów Mistrzostw Świata w RPA, więc wydaje mi się, że jak najbardziej zależy.










