Do sytuacji, w której w trakcie podsumowania kolejki Serie A wśród zdobywców bramek wymieniany jest Kamil Glik, przywykliśmy. Polak z siedmioma trafieniami w obecnym sezonie prezentuje fenomenalną dyspozycję. A to rodzi pytania o przyszłość obrońcy.

Drużyna, w której występuję na co dzień nasz reprezentant, w obecnym sezonie prezentuje równą formę z tendencją zwyżkową. W Serie A w chwili obecnej znajduje się na siódmej lokacie, wyprzedzając takie uznane marki jak AC Milan czy Inter Mediolan. Zespół wciąż liczy się w walce o zajęcie miejsca premiowanego grą w europejskich rozgrywkach. Lecz żeby to osiągnąć, musi udowodnić swoją wartość podczas konfrontacji z takimi krezusami jak Juventus Turyn czy AS Roma. Skład przetarł sobie szlaki w Lidze Europy podczas obecnych rozgrywek. Podopieczni Giampiero Ventury odpadli dopiero w 1/8 finału po dwumeczu z Zenitem Petersburg. W drugiej z tych konfrontacji Włosi wyszli obronną ręką, wygrywając jedną bramką. Niestety, wynik pierwszego meczu, wskazujący dwie bramki na korzyść Rosjan, pretendował naszych wschodnich sąsiadów do dalszej gry na europejskich stadionach. Co ciekawe, bramkę w pierwszej odsłonie tych zmagań zdobył nie kto inny jak Polak z opaską kapitańską na ramieniu. Zatem całkowity bilans bramek sportowca w tym sezonie to osiem. Do tego jedna asysta. Jeśli spojrzymy na to przez pryzmat boiskowej roli gracza, jest to imponujący wynik. Glik, wyrównawszy rekord Bońka pod względem strzelonych goli, z miejsca zaczął być porównywany do Marco Materazziego. Ten charakterystyczny obrońca ma w posiadaniu rekord ligi pod kątem strzelonych przez obrońcę bramek w jednym sezonie. Legitymuje się on dwunastoma trafieniami. Biorąc pod uwagę, że do końca rozgrywek pozostało jeszcze dziewięć kolejek, sztuka ta, choć nieprawdopodobnie trudna, może się udać. Zwłaszcza jeśli 67 letni szkoleniowiec „Byków” podczas ewentualnych rzutów karnych na rzecz swojej drużyny jako wykonawcę wytypuje Polaka.

Rola, którą odgrywa Kamil Glik w zespole, i jego wkład w obecny kształt kolektywu, są bezsprzeczne. Zasłużone dowody uznania spływają na obrońcę nie tylko ze strony europejskich mediów czy przedstawicieli klubu. Kibice także dają wyraz uznania. To oni jako pierwsi zabrali głos w sprawie przyznania zawodnikowi opaski kapitana. Tifosi Torino byli także odpowiedzialni za „zamieszanie” w jednym z turyńskich sklepów, gdzie napotkawszy Glika, zgotowali mu tłumnie owacyjne przywitanie, tworząc niemalże meczową atmosferę. Na cześć sportowca jeden z fanów nagrał i opublikował hip-hopowy kawałek. Ostatecznie to oni obecnie prowadzą akcję pod tytułem „Glik – nie dotykać”, mającą na celu zatrzymanie wartościowego gracza w klubie. A temat ten coraz częściej przewija się w sportowych mediach. Temat ewentualnego transferu Glika przybiera na sile po każdym kolejnym golu środkowego obrońcy. Cena za piłkarza w tej chwili to najwyższa wartość rynkowa w jego karierze. Piast Gliwice na byłym podopiecznym zarobił jeden milion euro. Dziś potencjalny nabywca talentu musiałby wyłożyć na stół osiem razy tyle. Mając jednak na uwadze wciąż trwające rozgrywki, spodziewamy się, że do ich końca wartość zawodnika może jeszcze wzrosnąć. To nie odstrasza jednak drużyn, które już w tej chwili przyglądają się bacznie piłkarzowi. Borussia Dortmund, Tottenham Hotspur czy Arsenal Londyn to kluby, które z zainteresowaniem patrzą na murawę, kiedy wybiega na nią nasz rodak. Sam bezpośrednio zainteresowany podkreśla poszanowanie względem obowiązującego go kontraktu z turyńskim monolitem. A ten wygasa mu w czerwcu 2017 roku. Piłkarz nie ukrywa jednak, iż dobrym dla niego kierunkiem w dalszym rozwoju byłaby liga angielska.












