Olivier Giroud przyszedł tego lata do Arsenalu, jeszcze przed odejściem Robina van Persiego. Francuz podkreśla jednak, że nie jest bezpośrednim zastępcą Holendra, ale będzie się starał ze wszystkich sił jak najlepiej wypełnić lukę po odejściu króla strzelców Premier League z zeszłego sezonu.
Na barkach 25-latka, który podobny tytuł jak RvP zdobył w zeszłym roku we Francji, spoczywa zatem wielka odpowiedzialność. Sam zainteresowany przyznaje jednak, że jest całkiem innym zawodnikiem niż van Persie.

– Nie przyszedłem tutaj, by zastąpić van Persiego albo sprawić, by ludzie o nim zapomnieli. Jestem tutaj, by wnieść coś nowego. Nie roszczę sobie praw do mówienia, że go zastąpię, ponieważ mam do niego wielki szacunek za wielki ostatni sezon. Życzę mu powodzenia w przyszłości, ale sam muszę wnieść to, co mogę, bez roszczenia sobie prawa do mówienia, że go zastąpię. To byłoby bardzo złe.
– Czuję się na to gotowy. Kompletnie gotowy do przyjęcia odpowiedzialności i sprawienia, by ludzie mówili: „Tak, mamy Oliviera”. Tak to wygląda. Gdybym tak nie myślał, nigdy nie dostałbym swojej szansy. Jeśli przechodzisz do wielkiego klubu, to żeby zastąpić innego napastnika, który odchodzi, albo siadasz na ławce i czekasz na szansę gry, albo dopóki ten napastnik jest mniej efektywny, potrzebuje odpoczynku lub jest kontuzjowany.
– Niestety, tak jest w futbolu. Teraz mam szansę, skoro Robin odszedł. Dostanę więc więcej czasu na grę i muszę przyjąć odpowiedzialność, ponieważ to jest moja szansa i muszę ją wykorzystać. Piłeczka jest po mojej stronie, a przedstawienie musi trwać.











