Dzisiejszy dzień nie należał do wielkich we włoskim futbolu. Siena po świetnej grze sensacyjnie ograła słabo spisujący się Inter Mediolan, Lazio zaledwie zremisowało w spotkaniu wyjazdowym w Genui. Jedynie Fiorentina wygrała i zapewniła sobie trzy punkty w meczu z Parmą.

W niedzielne popołudnie Siena podejmowała Inter Mediolan. Pierwsze minuty spotkania to zdecydowana przewaga w posiadaniu piłki zespołu Mediolanu. Później gra zaczęła wyglądać na wyrównaną. Obie drużyny dochodziły do okazji, jednak wciąż utrzymywał się wynik bezbramkowy. Emocje przyszły dopiero po dwudziestu minutach gry. Nie były to małe emocje, bo w ciągu niespełna trzech minut gry kibice obejrzeli trzy bramki, z czego dwie z nich zdobyli gospodarze, którzy objęli prowadzenie. Gol numer jeden padł po bardzo dobrym kontrataku Sieny. Rubin podał do Emeghary, który pokonał bezradnego Handanovicia. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo minutę później Antonio Cassano zdobył dla Interu gola wyrównującego po dośrodkowaniu, które w efekcie okazało się strzałem na bramkę. Źle w tej sytuacji zachowali się bramkarz i obrońca, którzy nie przechwycili piłki.

To nie był koniec nieprawdopodobnych emocji. Znów po rozpoczęciu gry ze środka boiska piłkarze Sieny mogli się cieszyć z kolejnego prowadzenia w tym dniu. Tym razem na listę strzelców wpisał się Sestu, popisując się kapitalnym strzałem z rogu pola karnego. Gościom wyraźnie brakowało koncentracji w szeregach obronnych, co bez skrupułów wykorzystywała Siena. Po dwóch straconych bramkach przyjezdni grali bardzo niepewnie i nie mieli pomysłu na grę. W związku z tym gospodarze zaczęli dominować na placu gry i sytuacja dla nich wyglądała bardzo dobrze. Mediolańczycy, chwilami tak bardzo bezradni, popisywali się strzałami rozpaczy, które szybowały wysoko w trybuny, nie zagrażając bramce.

W drugiej połowie piłkarze znów dostarczyli nam wielu emocji. Tym razem z większą dawką tych negatywnych. W 54. minucie Christian Chivu za faul w polu karnym otrzymał czerwoną kartkę, a rzut karny na gol dla Sieny zamienił Alessandro Rosina. Gospodarze byli już coraz bliżej wywołania wielkiej sensacji. Prezentowali naprawdę bardzo dobry futbol i kwestią czasu było, aż strzelą kolejną bramkę. To po prostu nie był dzień Interu, jego zawodnicy nie wykazywali także prawie żadnej ochoty do gry. Dodatkowo przez ostatnie pół godziny musieli grać w osłabieniu przeciwko dobrze spisującemu się rywalowi.











