Wyjątkowo jednostronny był dzisiejszy pojedynek derbowy pomiędzy Genoą a Sampdorią. W hicie kolejki podopieczni Luigi Del Neri przewyższali gospodarzy tylko ilością zdobytych czerwonych kartek. Atmosfera derbowa tak bardzo udzieliła się piłkarzom obydwu drużyn, że arbiter Roberto Rossetti zmuszony był pokazać aż trzy czerwone kartki.
Od pierwszej minuty piłkarze chcieli udowodnić, że „Derby della lanterno”, jak określa się spotkania pomiędzy drużynami Genoi i Sampdorii, będą derbami w pełni znaczenia tego słowa. Nie brakowało ostrych starć, gra może nie była płynna, ale zaangażowania zawodnikom obu zespołów nie można było odmówić. Jednakże zawodnicy „Sampy” zdali się chyba zapomnieć, że faulowanie w polu karnym ma olbrzymie konsekwencje. W 10. minucie po wejściu Reto Zieglera w nogi Rodrigo Palacio sędzia Roberto Rossetti podyktował dyskusyjny rzut karny. Jedenastkę na gola zamienił Omar Milanetto. Głównymi bohaterami kolejnej akcji Genoi byli ponownie Ziegler i Palacio. Ten drugi próbował zagrywać w pole karne, ale na szczęście dla Sampdorii w miarę szybko interweniował Szwajcar, choć wybita przez niego piłka odbiła się od słupka. W 32. minucie gospodarze mogli podwyższyć na 2:0, ale w poprzeczkę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego trafił Biava. Ten sam zawodnik zachował się nieodpowiedzialnie tuż przed końcem pierwszej części gry, gdy zarobił drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Na reakcję trenera Gian Piero Gassperiniego nie trzeba było długo czekać – za napastnika Palacio na boisku pojawił się defensor z Grecji, Sokratis.
Sampdoria nie potrafiła wykorzystać liczebnej przewagi. Po przerwie gra gości prezentowała równie niemrawo, co w pierwszej połowie. A Genoa konsekwentnie dążyła do podwyższenia skromnego rezultatu. Najpierw w pole karne zagrywał wprowadzony Sokratis. Kego dośrodkowanie przeciął Gastaldello, ale nieomal nie pokonał własnego bramkarza – świetnie zachował się w tej sytuacji Castellazzi. Dwie minuty później golkiper Sampdorii był już jednak bez szans. Kapitalną piłkę do Marco Rossiego zaadresował Milanetto, a kapitan Genoi nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Piłkarz o tym samym imieniu i nazwisku, co strzelec drugiej bramki dla Rossoblu, z tym że grający w barwach Sampdorii, nie popisał się w 60. minucie meczu. Wiedząc, że ma na swoim koncie żółty kartonik sfaulował bezmyślnie jednego z zawodników rywali w środku boiska i ponownie stan graczy biegających po zielonej murawie się wyrównał. Nadal sytuacja na placu boju się nie zmieniała – Genoa atakowała, a Sampdoria nie miała pomysłu na pokonanie Amelii. Antonio Cassano starał się, ale każda jego próba wejścia w pole karne była powstrzymywana. Ta bezradność gości przerodziła się w bezmyślność, a bezmyślność – w gniew. Konsekwencją był kolejny rzut karny dla Genoi, wykorzystany przez Rafaele Palladino. Koniec końców, kolejną czerwoną kartkę na konto Sampdorii zanotował Cacciatore.
Genoa wypunktowała dziś Sampdorię, która nie miała pomysłu na grę. Dość powiedzieć, że żaden z kluczowych dla piłkarzy Del Neri zawodników nie stworzył sobie dogodnej sytuacji do strzelenia bramki. Pazzini i Cassano byli dziś cieniami piłkarzy, którzy błyszczą w Serie A. Szybko celem gości stała się nie piłka, ale nogi zawodników Genoi. Rossoblu zachowali dziś większy spokój, grali z wyrachowaniem, nie dali się ponieść emocjom, choć nóg również nie odstawiali. Wygrali zasłużenie.










