Walia nie wykorzystała pierwszej okazji do zapewnienia sobie bezpośredniego awansu na czempionat we Francji, remisując we wrześniu z Izraelem w Cardiff. „Czerwone Smoki” potrzebują tylko jednego punktu by pojechać na pierwszy duży turniej od 1958 roku, a w rozkładzie jazdy mają jeszcze Bośnię i Hercegowinę na wyjeździe oraz Andorę w Cardiff.
Świetna organizacja
Spotkanie z Izraelem, zakończone bezbramkowym remisem, nie przyniosło wielu pozytywów w kontekście gry pod bramką przeciwnika (choć Bale grał od pierwszej minuty), ale po raz kolejny zobaczyliśmy dobrą organizację w grze obronnej w wykonaniu zespołu prowadzonego przez Chrisa Colemana.
Walia może się pochwalić świetną skutecznością w tym elemencie i tylko dwoma bramkami straconymi w całych eliminacjach – tylko Rumunia ma równie dobrą defensywę.
Aspekt ten natomiast może okazać się kluczowy w czasie przyszłorocznego dużego turnieju. Wtedy rywale będą bardziej wymagający od Izraela czy Cypru i wygląda na to, że Coleman szykuje swoją ekipę na tę okoliczność.
Rok temu, gdy eliminacje wystartowały, Walia przystąpiła do nich, grając w najpopularniejszym zestawieniu tylnej formacji, czyli z czterema obrońcami. Wówczas do gry w linii pomocy były menedżer Fulham desygnował pięciu piłkarzy. Po pierwszych meczach przyszła zmiana z 4-5-1 (okazjonalnie 4-4-2) na grę trzema stoperami w systemie 5-3-2.
Dlaczego? Selekcjoner Walijczyków zdał sobie sprawę, że nie ma w swojej kadrze dużego potencjału, jeśli idzie o linię pomocy oraz że znacznie więcej jego piłkarzy –regularnie grających w Premier League – to defensorzy(James Chester, Ashley Williams, Ben Davies, Neil Taylor, James Collins, Ashley Richards). Postanowił więc to wykorzystać.
Podobieństwo…do Holandii?
System i sposób gry, jakie obrały od tamtej pory po dziś „Czerwone Smoki”, są dość podobne do strategii Holandii Louisa van Gaala z zeszłorocznego brazylijskiego mundialu. Wtedy, w pierwszych miesiącach 2014 roku, LVG zobaczył jak negatywny wpływ na organizację gry z tyłu jego zespołu miała kontuzja Kevina Strootmana, defensywnego pomocnika AS Romy.
Rona Vlaara i Stefana De Vrija można pochwalić za sporo rzeczy, ale z pewnością nie należą do najbardziej zwinnych i mobilnych stoperów na kontynencie. Bez asekuracji Strootmana ich gra wyglądała gorzej jakościowo, więc van Gaal, w celu przywrócenia równowagi między obroną i atakiem w swojej drużynie, postanowił dołożyć jeszcze jednego stopera do wyjściowej jedenastki, a tym najczęściej był Bruno Martins Indi.











