W Polsce nie dba się o piłkarzy występujących w niższych ligach. Często zawodnicy biegający po boiskach w B-klasie nie mogą walczyć o awans wyżej, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Tymczasem gminy rozkładają ręce, a PZPN dokłada spore dopłaty dla sędziów.

Sytuację w dolnych rejonach piłkarskiej mapy przedstawimy na przykładzie powiatu żagańskiego w województwie lubuskim. Akurat lubuskie jest piłkarsko niezwykle ubogie, a najlepsza drużyna z tego regionu gra w zaledwie drugiej lidze. Wróćmy jednak do tematu. W małej miejscowości Tomaszowo (powiat żagański, gmina Żagań) najpierw świętowano awans do klasy okręgowej, a teraz piłkarze znów szykują się do walki w A-klasie. Jak to jest, że drużyna, która zajęła pierwsze miejsce w lidze, nie może występować tam, gdzie być powinna?
Na walnym zebraniu KS Tomaszowo członkowie zarządu wraz z władzami wsi podjęli decyzję, z której jasno wynika, że w nadchodzącym sezonie drużyna seniorów ponownie przystąpi do rozgrywek A-klasy. Decyzja ta spowodowana jest brakiem środków finansowych oraz niespełnieniem wymogów licencyjnych, które umożliwiałyby godne reprezentowanie klubu w klasie okręgowej. Co to pokrótce oznacza? Tomaszowo jest za biedne na grę wśród lepszych drużyn i nawet jako zwycięzca ligowych rozgrywek jest skazane na wieczną grę na tym samym poziomie. Nikt nie kwapi się przecież do pomocy.
Odszedł trener

Z drużyną pożegnał się już trener Piotr Kula, który w Tomaszowie spędził osiem lat i zbudował ciekawy zespół. Jego gracze mimo wielu kryzysów pokazali plecy ligowym rywalom i rzeczywiście grali ciekawą piłkę. – Nie będę już prowadził drużyny, ponieważ nie chciałem kolejnego sezonu spędzić w A-klasie – mówi szkoleniowiec. – Pożegnaliśmy się w normalnej atmosferze i będę kibicował chłopakom w dalszych zmaganiach – dodaje. Tomaszowo na A-klasową rywalizację w ostatnich rozgrywkach wydało 26 tysięcy złotych. Połowę środków zapewniła gmina, a druga część należała do piłkarzy, którzy na mecze dojeżdżali własnym transportem. Klasa okręgowa to dalsze podróże, a co za tym idzie, jeszcze większe koszty. Na spokojną grę w tych rozgrywkach potrzebne jest przynajmniej 50 tysięcy. Tymczasem gmina zaoferowała klubowi ochłapy w postaci pięciu tysięcy, więc z prostych wyliczeń wynika, że na głowie zarządu i piłkarzy pozostaje okrągła sumka rzędu 30 tysięcy złotych. Nie jest to odosobniony przykład, gdyż z takim problemem zmaga się niestety coraz więcej drużyn grających w niższych klasach rozgrywkowych.












