W ostatnich tygodniach w Polsce jednym z najbardziej medialnych klubów jest Lechia Gdańsk. Dla żurnalistów i opinii publicznej temat drużyny z Pomorza jest okazją do zażartych dyskusji, a niekiedy do wypuszczania w eter słów, które – według klubu z Gdańska – naruszają jego dobre imię.
Tak uczynił chociażby znany dziennikarz sportowy Roman Kołtoń. – Zamiast stabilnego klubu – dzięki nowym inwestorom – zorganizowany został „parking dla piłkarzy”. Podanie ręki Tomaszowi Hajcie przez właścicieli nie oznaczało, że został trenerem „Biało-zielonych”, choć takim się czuje… – tymi słowami rozpoczyna się tekst dziennikarza, który przyjrzał się kulisom działania klubu. Szczegółowiej przyjrzymy się zatem otwierającemu tekst dialogowi pomiędzy Kołtoniem a Tomaszem Hajto. Ten drugi miał być następcą Quima Machado na stanowisku trenera Lechii Gdańsk. Dlaczego tak się nie stało? W Niemczech Hajto spotkał się z właścicielami klubu. Były piłkarz m.in. Schalke 04 Gelsenkirchen uważa, że kwestią czasu jest, kiedy zasiądzie na ławce trenerskiej. Ciekawy jest zwłaszcza powód, dla którego Hajto tak uważa. Podanie ręki to według niego gest wiążący, który jest jednoznaczny z podpisaniem umowy i związaniem się zawodowymi więziami . Dziś wiadomo, że były trener Jagiellonii Białystok bardzo się mylił.
– Nie ma naszej zgody na kandydaturę Tomasza Hajty. Jego dalsze forowanie może spowodować poważny kryzys w klubie. Aby Hajto został trenerem, najpierw musiałby zostać odwołany zarząd – mówił przed miesiącem w rozmowie z serwisem Trojmiasto.sport.pl prezes klubu Dariusz Krawczyk. Jest on przedstawicielem akcjonariuszy mniejszościowych. Tymczasem zwolennikami zatrudnienia Hajty byli Adam Mandziara oraz menedżer Roger Wittmann. Warto odnotować, że Dariusz Krawczyk jest jedną z osób, która odbudowywała Lechię Gdańsk po degradacji do A klasy. Jest on niezwykle szanowany przez kibiców i można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest ich głosem w klubie. Gdyby odwołano go z zarządu, mogłoby to oznaczać początek wojny z fanami.

Pomiędzy Mandziarą a Juskowiakiem doszło do różnicy zdań, która szybko przerodziła się w otwarty konflikt. Ostatecznie obaj panowie mieli przestać się ze sobą kontaktować, a w imieniu prokurenta z dyrektorem sportowym zaczął rozmawiać tylko menedżer Roger Wittmann. Sytuacja z chorej przerodziła się w patologiczną. Dyrektor sportowy Lechii, Andrzej Juskowiak, stracił pracę. Pozostaje jednak prezesem młodzieżowej akademii, którą finansuje firma Lotos – o czym wspomina w swoim tekście Roman Kołtoń. Spółka skarbu państwa ma w klubie z Gdańska bardzo mocną pozycję. W mediach podtrzymuje się, że zarówno grupa Lotos, jak i nowi inwestorzy mają podobną filozofię futbolu. Tak nie jest. Właściciele zapowiadali, że stworzą wielki klub w oparciu o wychowanków, ale ich słowa okazały się tylko buńczuczną zapowiedzią. Oczywiście, ku niezadowoleniu grupy Lotos i jej prezesa Pawła Olechnowicza, a nawet prezydenta miasta Gdańska Pawła Adamowicza.











