Piłka nożna to w teorii gra zespołowa. W praktyce jednak nie obyłaby się bez indywidualności. Bo czy Real Madryt sięgnąłby po La Decimę bez 17 goli Cristiano Ronaldo? W jakiej sytuacji byłaby Barcelona po 2012 roku, gdyby Messi nie strzelił w jego trakcie 91 bramek? I czy Niemcy dzierżyliby miano „Weltmeister” po mistrzostwach świata w Brazylii, jakby wówczas bramkarskim cudotwórcą nie został Manuel Neuer?
Jak doskonale wiemy, trofea w piłce nożnej można zdobywać dzięki zespołowości i monolicie drużyny. Jednak niejednokrotnie historia już pokazała, jak ważną rolę odgrywa geniusz danej jednostki. I mimo że same w sobie indywidualności bez zjednoczonej drużyny w teorii niemal nic nie znaczą, to właśnie ich rekordy zapadły w pamięć kibiców na lata. Oczywiście nie przyjrzymy się im wszystkim, bo jest ich niezliczona liczba, ale wrócimy wspomnieniami do największych wyczynów ostatnich kilkunastu lat.
Bogowie futbolu i pożeracze rekordów
Messi i Ronaldo. Ronaldo i Messi. Kolejność proszę wybrać sobie według własnego uznania, nie będziemy tu wyliczać, który z nich zrobił więcej dla futbolu i stał się jego bogiem. Obaj są nie z tej planety. I dlatego gloryfikowanie ich osiągnięć i dokonań nie może zostać uznane za przesadne. Bo poziom, do którego obaj doszli, przez długi czas będzie nieosiągalny dla nikogo. Przez bardzo długi czas. A może nawet będą najlepsi już na wieki wieków.
Leo Messi – 6 Złotych Piłek, Cristiano Ronaldo – 5. Obaj od ponad dekady znacznie ponad jakąkolwiek konkurencją. Portugalczyk wyjątkowo jednak upodobał sobie Ligę Mistrzów, w której ma kosmiczne statystyki. Łącznie pięć wygranych – cztery razy z Realem Madryt, raz z Manchesterem United, a do tego strzelał gole w trzech z tych pięciu finałów. Biorąc pod uwagę wszystkie trafienia w tychże rozgrywkach, Ronaldo nie ma sobie równych. 128 goli w Champions League, 14 więcej niż Messi i aż 57 niż trzeci w klasyfikacji Raúl González. Niekwestionowany „Mr. Champions League”.
Swoją historię w Lidze Mistrzów CR7 pisze cały czas, ale legendą rozgrywek stał się już w sezonie 2013/2014. Wtedy ustanowił do dziś niepobity rekord goli strzelonych w jednej edycji rozgrywek. 17 goli! 17! Portugalczyk trafiał w 10 z 13 meczów. Wynik niebywały, który być może nigdy nie doczeka się poprawienia. Paradoksalnie później najbliżej niego był dwukrotnie właśnie Ronaldo – w sezonie 2015/2016, gdy zdobył 16 goli, i 2017/2018, kiedy bramek strzelił 15.
Co prawda w Champions League Lionel Messi ogląda plecy Ronaldo, ale w Primera División większość rekordów dzierży Argentyńczyk. Łącznie 438 goli w lidze, ponad 100 więcej niż Portugalczyk. Wynik, który był śrubowany przez kilkanaście sezonów, z czego w samej kampanii 2011/2012 Messi strzelił 50 bramek. Tak, w jednym sezonie, w 38 meczach 50 goli. Co więcej, sezon później wcale nie zszedł z tonu – ustanowił kolejny niezwykły wynik, zdobywając 46 bramek w La Liga.












