Bill Shankly powiedział kiedyś: – Niektórzy ludzie uważają, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś o wiele ważniejszego. Piłkarze, których tutaj przedstawimy, odeszli z tego świata, robiąc to, co kochali w życiu najbardziej, czyli grali w piłkę nożną. Przyczyną śmierci są zazwyczaj niewykryte lub ukrywane problemy kardiologiczne.
Renato Curi
Renato Curi to włoski piłkarz, który swoje największe triumfy święcił, grając we włoskiej Perugii, pomógł temu klubowi w wywalczeniu pierwszego historycznego awansu do Seria A. Zmarł 30 października 1977 w trakcie spotkania z Juventusem Turyn. Przyczyną jego śmierci w wieku zaledwie 24 lat był atak serca. Po tym, jak zmarł, stadion Perugii został nazwany jego imieniem. Mówi się też, że Curi nigdy już nie zszedł z boiska, stadionu w Perugii.
Marc-Vivien Foe
Piłkarz rodem z Kamerunu, któremu eksperci przepowiadali wielką karierę. Występował między innymi w takich klubach, jak: Rc Lens, West Ham, Manchester City. Mimo że był pomocnikiem, miał instynkt „lisa pola karnego”, wykańczał stworzone przez kolegów sytuacje jak rasowy snajper. Tragiczny dla całej kameruńskiej kadry moment nastąpił w półfinale Pucharu Konfederacji rozgrywanym 26 czerwca 2003. Podczas meczu półfinałowego w 72. minucie Foe bez interwencji rywala nagle upadł na murawę. Mimo 45 minut reanimacji piłkarzowi niestety nie udało się uratować życia, zmarł jeszcze tego samego dnia. Przyczyną śmierci była kardiomiopatia przerostowa. Załamani koledzy piłkarza zapowiedzieli, że nie wyjdą na murawę na mecz finałowy, jednak za namową FIFA i krajowej federacji postanowili zagrać i oddać hołd zmarłemu tragicznie koledze. Wszyscy kameruńscy piłkarze wybiegli na ten mecz w koszulkach z numerem 17, który został zastrzeżony w reprezentacji Kamerunu, Olimpique Lyon i Rc Lens. W Manchesterze City natomiast zastrzeżono numer 23, gdyż to właśnie z nim Foe występował w barwach „The Citizens”.
Miklós Feher
Był jednym z największych talentów w historii węgierskiej piłki nożnej. Swoją karierę zaczynał w Gyori. Jego gra odbiła się szerokim echem, więc zaczęły się nim interesować lepsze kluby, co zaowocowało podpisaniem kontraktu z portugalskim gigantem – FC Porto. Jednak był on wciąż wypożyczany, aż w końcu postanowiła wykupić go Benfica Lizbona, w której Feher systematycznie grywał w pierwszym składzie. Tragiczne wydarzenia miały miejsce wieczorem 25 stycznia 2004 podczas meczu z Victorią Gumaraes. Reprezentant Węgier pojawił się na boisku i asystował przy zdobytym golu. Kilka sekund później na stadionie rozegrał się prawdziwy dramat, kiedy to zawodnik po otrzymaniu żółtej kartki nagle nieprzytomny padł na murawę. Początkowo pomocy zaczęli udzielać mu zawodnicy, chwilę później pojawiły się służby medyczne i odwiozły go karetką do szpitala. Jeszcze tego samego wieczoru piłkarz zmarł. Przyczyną jego zgonu był atak serca wywołany ukrytą, nieleczoną wadą serca. Numer 29, z którym występował, został zastrzeżony. Kilka lat temu grób zawodnika został zbezczeszczony, złodzieje ukradli z niego koszulkę, w której grał swój ostatni mecz, szalik oraz kępkę trawy.











