Był już kiedyś mit Polaka obrońcy chrześcijaństwa („antemurale christianitatis”), który chyba ostatecznie upadł, jeśli spojrzeć na dzisiejsze boje ludności z Radiem Maryja i ojcem Rydzykiem. Ostatnio padł i inny mit: Polaka solidnego bramkarza.
A stało się to głównie dlatego, że padła ostatnia ostoja solidności, czyli Łukasz Fabiański. Widząc jego ostatnie mecze z Villareal czy w Premier League, można było zauważyć ciągle stare błędy, a więc słabą grę na przedpolu i brak komunikacji z obrońcami. Na początku tłumaczyłem to na brakiem ogrania, jednak po meczu z Chelsea w półfinale FA Cup przestałem mieć wątpliwości: Łukasz Fabiański jest co najmniej tak daleko od pierwszej jedenastki Arsenalu, jak daleko mu było do zachowania czystego konta w ubiegłą sobotę. Polak zagrał wręcz katastrofalnie!
Chyba wreszcie przyznam rację angielskim mediom, które przecież nie były tak złośliwe, jak być mogły. Zawodnik kupiony z Legii popełniał błędy od początku do końca spotkania. Najpierw nie przeciął dośrodkowania, po którym do pustej bramki strzelał Drogba, a futbolówkę cudem z linii wybił bodajże Gibbs. Potem Malouda zmieścił piłkę pomiędzy Fabiańskim a krótkim słupkiem. Takie bramki to zawsze większa bądź mniejsza wina bramkarza. Na zliczenie nieporozumień i nerwowości naszego eksportowego golkipera być może zabrakłoby palców u obu rąk. Kulminacja przyszła w 84. minucie, gdy Fabiański znowu źle obliczył wyjście do piłki, a Drogba tym razem trafił do pustej bramki. W tym momencie „Fabian” podarował awans klubowi ze Stamford Bridge, a ja wyłączyłem telewizor, nie mogąc tego znieść. Nie dość, że moja ulubiona drużyna przegrywa w fatalnym stylu, to jeszcze tracąc idiotyczne bramki z przeciwnikiem, który de facto nie prezentował niczego wielkiego, choć de iure statystyki wybitnie ukazywały przewagę „The Blues”. Jednak trzeba nieobiektywnie przyznać, że mecz był słaby, co czyni Łukasza Fabiańskiego jeszcze większym antybohaterem.
Kurs na Petersburg
Pech chciał, że niedługo później oglądałem niedawny występ Tomasza Kuszczaka w meczu rezerw z Liverpoolem. Naprawdę momentami przecierałem oczy ze zdumienia, bo błędy obu naszych golkiperów wyglądały niemal identycznie. Oglądając byłego zawodnika WBA w akcji, doszedłem do wniosku, że pewnie dostanie odwrotność Parady sezonu w Premiership. O ile taka nagroda jest przyznawana za grę w rezerwach
I tak „zachęcony” tymi wyczynami postanowiłem się dalej torturować i poszperać za kolejnymi spotkaniami obu panów właśnie w rezerwach, bo przecież tylko tam mają szansę występować. Skupiałem się tylko na ostatnich miesiącach, by zobaczyć na własne oczy, w jakiej formie są nasi gracze (nie)występujący w najlepszych drużynach Premier League. Rezultaty moich poszukiwań nie poprawiły mi humoru. Fabiański w rezerwach praktycznie nie broni, bo tam swój czas mają Wojciech Szczęsny i Vito Mannone. Co gorsza, Kuszczaka też nie zawsze nawet mogłem dostrzec na murawie, bo broni tam na zmianę z Benem Fosterem. I to, co udało mi się zobaczyć, ani trochę nie stawia Polaka w uprzywilejowanej pozycji w rywalizacji z Anglikiem.










