Nie rozumiem czemu tak wielu ludzi zabolała suma 80 milionów funtów wydana na Cristiano Ronaldo przez Real Madryt. Zupełnie jakby ci wszyscy krytycy płacili z własnej kieszeni, albo został na nich specjalnie nałożony nowy podatek.
W mediach oczywiście szum, jak bowiem można wydawać tyle pieniędzy na jednego piłkarza. Jeszcze do tego w dobie kryzysu? Każdy fan piłki również na prawo i lewo okazuje swoje zniesmaczenie z powodu wysokości transferu Portugalczyka i jego rocznej gaży sięgającej 13 milionów euro. Ja zadam tylko jedno pytanie. Co was to wszystkich obchodzi?
Ach ci grzesznicy!
Pomożecie? (fot. topnews.in)
Po pierwsze nie płacicie ze swoich pieniędzy, na większość z was te miliony euro w ogóle nie będą mieć najmniejszego wpływu. Narzekacie pewnie, że na świecie są miliony biednych ludzi, a w szczególności tych głodujących dzieci w Afryce. Sami jednak nic z tym nie robicie, wolicie tylko krytykować to, że ktoś inny obraca ogromnymi kwotami, których do końca i tak nie pojmujecie.
Gdyby Fiorentino Perez był głupim człowiekiem, to na pewno tego kredytu na sfinalizowanie transferu nie tylko przecież Ronaldo, ale także Kaki, by nie dostał. Banki już raz się poślizgnęły, słuchając swego boga Alana Greenspana i teraz naprawdę intensywnie myślą komu, co, ile i dlaczego dać (bądź nie). Myślę także, że nowego prezydenta „Królewskich” otaczają ludzie „troszeczkę” bardziej zorientowani w ekonomii i zarządzaniu od was. Od nas. I uważam, że skoro Ci wszyscy ludzie kierujący jednym z największych klubów na świecie zdecydowali się na tak sensacyjny krok, szczególnie w tych mrocznych dla finansjery czasach, to muszą mieć co najmniej dobre dowody, że ta inwestycja się zwróci.
Jestem przeświadczony, a nawet odważę się napisać „przekonany”, że dokładnie tak będzie. Cristiano Ronaldo ma teraz jeden z najlepszych wizerunków spośród piłkarzy w mediach, a biała koszulka Realu pasuje do niego niczym czerwony kolor do Ferrari. Z samych trykotów, kubków, szalików, biletów, zdjęć, spotkań towarzyskich, praw do transmisji, umów reklamowych Real Madryt, a więc także Perez i ostatecznie banki zarobią krocie. A nie liczę do tego sukcesów, które może odnieść drużyna posiadając w swoim składzie właśnie Kakę, Portugalczyka, obok Leo Messiego – najlepszych piłkarzy globu. Nie patrzę także na inne kluby, które też wydają ogromne sumy, a którym nikt nie robi wyrzutów. Taka Barcelona chełpi się, że gra w niej 80% wychowanków, a Joan Laporta, „wielki orędownik kryzysu” powtarza niczym mantrę zdanie, że nie wydaje, bo to nieetyczne. Owszem, wychowankowie grają kosztem takiego Alexa Hleba, który najtańszy nie był, a siedzi ciągle na ławce i zagrał w sezonie niewiele ponad 1700 minut. Na prawej obronie hasa Daniel Alves kupiony rok temu za 35 milionów euro. Niewiele tańszy był Seydou Keita, również przyzwyczajony do ławki rezerwowych. Tak naprawdę wydają wszyscy i wydają dużo, ale opinia publiczna ma pretensję tylko do Realu Madryt za to… że jest Realem.
Zawsze powtarzałem zależność, że im większe pieniądze, tym bardziej nakręcają one koniunkturę. Mój kolega z działu, Kamil Garbała, jest zgoła innego zdania, co też uzmysłowił tydzień wcześniej w swoim felietonie zatytułowanym „Obraza ludzi ubogich”. Ma do tego święte prawo, a mój artykuł wcale nie jest polemiką z jego opinią. Bowiem ja celuję w was wszystkich, nie tylko w mojego redakcyjnego kolegę. Kamil stwierdził także, że wcale nie jest do kończą przekonany, czy cały marketing zwróci pieniądze za Ronaldo, swoje zdanie poparł opiniami niektórych hiszpańskich ekonomistów. Ja jednak, jeżeli miałby wybierać między „uda się”, a „nie uda” to zdecydowanie wybieram pierwszą opcję, mając na uwadze to, że takie sytuacje zdarzały się już wcześniej i zakup Ronaldo nie jest pierwszy raz najdroższym transferem świata. Ludzie pukali się w głowę już wtedy, gdy kupowano Vieriego, Figo czy Zidane’a. Jak widać zarówno Inter, jak i Real mają się dobrze, nadal funkcjonują i pewnie funkcjonować będą. Podobnie jak wszyscy wydający spore pieniądze.
Zostań filantropem!
No ale wy przecież wiecie lepiej i przytaczacie ulubiony przykład wszystkich, czyli że „biedne dzieci w Afryce głodują, a Real wydaje miliony euro na jakiegoś przeciętnego grajka”. Dobrze więc, w takim bądź razie, czemu nie pomóc tym dzieciom? Oddawajcie część swojego wynagrodzenia/kieszonkowego/renty na fundacje, zrezygnujcie z internetu, a pieniądze z abonamentu przeznaczcie na pomoc najuboższym. Nie wiecie jak? To wam z pewnością pomoże:
UNICEF Polska Numer konta bankowego: PKO BP I O/Warszawa 15 1020 1013 0000 0102 0005 8362
Nie muszę chyba przypominać, aby raz dziennie, zamiast po prostu narzekać nad tym, jak inni wydają pieniądze, wejść na stronę Pajacyka, by wspomóc ww. organizacje, oczywiście zanim pozbędziecie się internetu…
A może tak napisać o piłce nożnej?
Tymczasem pozwólcie, że przejdę do tego, czym w założeniu powinien zajmować się ten wortal, czyli stricte piłką nożną. Kolejną sprawą po kwocie odstępnego za boskiego Cristiano jest pytanie, czy poradzi on sobie w lidze hiszpańskiej, zbudowanej z innej gliny niż ta angielska. Myślę, że tutaj odpowiedź jest oczywista, ale warto ją rozwinąć.
Wszyscy pamiętają lato 2003, kiedy to David Beckham ma dość Old Trafford, Alexa Fergusona, a jego żona (Victoria oczywiście, nie Cathy Ferguson) pogody panującej w Manchesterze. „Becks” przenosi się właśnie do Realu i nikt nie ma wątpliwości, że będzie to wielka bomba marketingowa. Wszyscy zastanawiali się tylko, czy Anglik sobie poradzi, a każdy powoływał się na jeszcze wcześniejszy przykład Steve’a McManamana. „Królewscy” w tym okresie grali fatalnie, ale to właśnie Bekcham należał do najlepszych zawodników drużyny, to on był waleczny, to on bez mrugnięcia okiem przeszedł ze swojej ukochanej prawej flanki na środek pomocy. Obecny zawodnik LA Galaxy poradził sobie w Hiszpanii, mimo tego, że kompletnie tam nie pasował. Przecież nigdy nie był sprinterem, a słynął głównie ze świetnych długich piłek, z których w Hiszpanii się przecież praktycznie nie korzysta! To był przecież jeden z głównych powodów, przez które nie powiodło się w Realu między innymi Nicolasowi Anelce, obecnemu królowi strzelców Premier League, który wielokrotnie narzekał jeszcze wtedy, że nie dostaje piłek „za plecy” obrońców i nie może się rozpędzić, co jest jednym z jego głównych atutów.
Da radę.
Piszę to wszystko, bowiem z Cristiano Ronaldo będzie lepiej. On jest po prostu stworzony do gry w Madrycie. Nie przez swoją medialność czy pochodzenie, ale przez swój wrodzony styl gry połączony ze wszystkim tym, czego nauczył się i doskonalił przez te kilka sezonów w Angli. Hiszpanie kochają dryblerów i grę z pierwszej piłki, z tego przecież słynie Ronaldo. W Hiszpanii będzie miał miejsce i czas na boisku na wszystkie swoje zabawy z piłką. A gdy dołączy do tego walkę na każdym centymetrze murawy, szybkość, dynamikę i realizację założeń managera, co wszystko przecież wbił mu do głowy sędziwy mentor Ferguson, to Ronaldo śmiało będzie mógł jeszcze kilka razy odebrać Złotą Piłkę „France Football”.
Dla Realu szykują się lepsze czasy, wydaje się, że tak samo dla piłkarza. Decyzja, by w ogóle odejść z Manchesteru jest dobra, zarówno dla niego, jak i dla „Czerwonych Diabłów”. Sir Alex Ferguson wie, co robi, często sprzedawał swoje gwiazdy, a Manchester United nigdy się nie zawalał. Zawsze znajdował się ktoś inny, kto podołał podołał wyzwaniu i ciągnął ten wózek ze Szkotem siedzącym w środku. Być może będzie to Douglas Costa, Brazylijczyk z Gremio, za którego ten klub chce bagatela 20 milionów funtów. Ale handel dzieciakami jest już materiałem na inną historię.
Jeszcze wracając do tej całej pieniężnej afery. Czy według mnie 93 miliony euro to za dużo? Tak, podobnie jak 50 milionów i podobnie jak i 20 milionów. Dla mnie nikt, żaden człowiek na ziemi nie jest po prostu wart tak horrendalnych pieniędzy. Ale czy to, że ktoś już zdecydował się tyle na kogoś wydać, daje mi prawo, żeby tego człowieka potępiać, pastwić się nad nim i odwoływać się do tych „wyższych wartości” czyli głodującego świata i kryzysu? Radziłbym się poważnie nad tym zastanowić. To w końcu tylko piłka (mam nadzieję, że nie robię kryptoreklamy), świat jest od niej dużo większy, choć równie okrągły i warto przejść ze słów do czynów i faktycznie pomóc tym wszystkim potrzebującym, a nie narzekać, że ktoś inny po prostu tego nie robi.
Nie rozumiem czemu tak wielu ludzi zabolała suma 80 milionów funtów wydana na Cristiano Ronaldo przez Real Madryt. Zupełnie jakby ci wszyscy krytycy płacili z własnej kieszeni, albo został na nich specjalnie nałożony nowy podatek.
W mediach oczywiście szum, jak bowiem można wydawać tyle pieniędzy na jednego piłkarza. Jeszcze do tego w dobie kryzysu? Każdy fan piłki również na prawo i lewo okazuje swoje zniesmaczenie z powodu wysokości transferu Portugalczyka i jego rocznej gaży sięgającej 13 milionów euro. Ja zadam tylko jedno pytanie. Co was to wszystkich obchodzi?
Ach ci grzesznicy!
Pomożecie? (fot. topnews.in)
Po pierwsze nie płacicie ze swoich pieniędzy, na większość z was te miliony euro w ogóle nie będą mieć najmniejszego wpływu. Narzekacie pewnie, że na świecie są miliony biednych ludzi, a w szczególności tych głodujących dzieci w Afryce. Sami jednak nic z tym nie robicie, wolicie tylko krytykować to, że ktoś inny obraca ogromnymi kwotami, których do końca i tak nie pojmujecie.
Gdyby Fiorentino Perez był głupim człowiekiem, to na pewno tego kredytu na sfinalizowanie transferu nie tylko przecież Ronaldo, ale także Kaki, by nie dostał. Banki już raz się poślizgnęły, słuchając swego boga Alana Greenspana i teraz naprawdę intensywnie myślą komu, co, ile i dlaczego dać (bądź nie). Myślę także, że nowego prezydenta „Królewskich” otaczają ludzie „troszeczkę” bardziej zorientowani w ekonomii i zarządzaniu od was. Od nas. I uważam, że skoro Ci wszyscy ludzie kierujący jednym z największych klubów na świecie zdecydowali się na tak sensacyjny krok, szczególnie w tych mrocznych dla finansjery czasach, to muszą mieć co najmniej dobre dowody, że ta inwestycja się zwróci.
Jestem przeświadczony, a nawet odważę się napisać „przekonany”, że dokładnie tak będzie. Cristiano Ronaldo ma teraz jeden z najlepszych wizerunków spośród piłkarzy w mediach, a biała koszulka Realu pasuje do niego niczym czerwony kolor do Ferrari. Z samych trykotów, kubków, szalików, biletów, zdjęć, spotkań towarzyskich, praw do transmisji, umów reklamowych Real Madryt, a więc także Perez i ostatecznie banki zarobią krocie. A nie liczę do tego sukcesów, które może odnieść drużyna posiadając w swoim składzie właśnie Kakę, Portugalczyka, obok Leo Messiego – najlepszych piłkarzy globu. Nie patrzę także na inne kluby, które też wydają ogromne sumy, a którym nikt nie robi wyrzutów. Taka Barcelona chełpi się, że gra w niej 80% wychowanków, a Joan Laporta, „wielki orędownik kryzysu” powtarza niczym mantrę zdanie, że nie wydaje, bo to nieetyczne. Owszem, wychowankowie grają kosztem takiego Alexa Hleba, który najtańszy nie był, a siedzi ciągle na ławce i zagrał w sezonie niewiele ponad 1700 minut. Na prawej obronie hasa Daniel Alves kupiony rok temu za 35 milionów euro. Niewiele tańszy był Seydou Keita, również przyzwyczajony do ławki rezerwowych. Tak naprawdę wydają wszyscy i wydają dużo, ale opinia publiczna ma pretensję tylko do Realu Madryt za to… że jest Realem.
Polemi(cz)ka?
Zawsze powtarzałem zależność, że im większe pieniądze, tym bardziej nakręcają one koniunkturę. Mój kolega z działu, Kamil Garbała, jest zgoła innego zdania, co też uzmysłowił tydzień wcześniej w swoim felietonie zatytułowanym „Obraza ludzi ubogich”. Ma do tego święte prawo, a mój artykuł wcale nie jest polemiką z jego opinią. Bowiem ja celuję w was wszystkich, nie tylko w mojego redakcyjnego kolegę. Kamil stwierdził także, że wcale nie jest do kończą przekonany, czy cały marketing zwróci pieniądze za Ronaldo, swoje zdanie poparł opiniami niektórych hiszpańskich ekonomistów. Ja jednak, jeżeli miałby wybierać między „uda się”, a „nie uda” to zdecydowanie wybieram pierwszą opcję, mając na uwadze to, że takie sytuacje zdarzały się już wcześniej i zakup Ronaldo nie jest pierwszy raz najdroższym transferem świata. Ludzie pukali się w głowę już wtedy, gdy kupowano Vieriego, Figo czy Zidane’a. Jak widać zarówno Inter, jak i Real mają się dobrze, nadal funkcjonują i pewnie funkcjonować będą. Podobnie jak wszyscy wydający spore pieniądze.
Zostań filantropem!
No ale wy przecież wiecie lepiej i przytaczacie ulubiony przykład wszystkich, czyli że „biedne dzieci w Afryce głodują, a Real wydaje miliony euro na jakiegoś przeciętnego grajka”. Dobrze więc, w takim bądź razie, czemu nie pomóc tym dzieciom? Oddawajcie część swojego wynagrodzenia/kieszonkowego/renty na fundacje, zrezygnujcie z internetu, a pieniądze z abonamentu przeznaczcie na pomoc najuboższym. Nie wiecie jak? To wam z pewnością pomoże:
UNICEF Polska Numer konta bankowego: PKO BP I O/Warszawa 15 1020 1013 0000 0102 0005 8362
Nie muszę chyba przypominać, aby raz dziennie, zamiast po prostu narzekać nad tym, jak inni wydają pieniądze, wejść na stronę Pajacyka, by wspomóc ww. organizacje, oczywiście zanim pozbędziecie się internetu…
A może tak napisać o piłce nożnej?
Tymczasem pozwólcie, że przejdę do tego, czym w założeniu powinien zajmować się ten wortal, czyli stricte piłką nożną. Kolejną sprawą po kwocie odstępnego za boskiego Cristiano jest pytanie, czy poradzi on sobie w lidze hiszpańskiej, zbudowanej z innej gliny niż ta angielska. Myślę, że tutaj odpowiedź jest oczywista, ale warto ją rozwinąć.
Wszyscy pamiętają lato 2003, kiedy to David Beckham ma dość Old Trafford, Alexa Fergusona, a jego żona (Victoria oczywiście, nie Cathy Ferguson) pogody panującej w Manchesterze. „Becks” przenosi się właśnie do Realu i nikt nie ma wątpliwości, że będzie to wielka bomba marketingowa. Wszyscy zastanawiali się tylko, czy Anglik sobie poradzi, a każdy powoływał się na jeszcze wcześniejszy przykład Steve’a McManamana. „Królewscy” w tym okresie grali fatalnie, ale to właśnie Bekcham należał do najlepszych zawodników drużyny, to on był waleczny, to on bez mrugnięcia okiem przeszedł ze swojej ukochanej prawej flanki na środek pomocy. Obecny zawodnik LA Galaxy poradził sobie w Hiszpanii, mimo tego, że kompletnie tam nie pasował. Przecież nigdy nie był sprinterem, a słynął głównie ze świetnych długich piłek, z których w Hiszpanii się przecież praktycznie nie korzysta! To był przecież jeden z głównych powodów, przez które nie powiodło się w Realu między innymi Nicolasowi Anelce, obecnemu królowi strzelców Premier League, który wielokrotnie narzekał jeszcze wtedy, że nie dostaje piłek „za plecy” obrońców i nie może się rozpędzić, co jest jednym z jego głównych atutów.
Da radę.
Piszę to wszystko, bowiem z Cristiano Ronaldo będzie lepiej. On jest po prostu stworzony do gry w Madrycie. Nie przez swoją medialność czy pochodzenie, ale przez swój wrodzony styl gry połączony ze wszystkim tym, czego nauczył się i doskonalił przez te kilka sezonów w Angli. Hiszpanie kochają dryblerów i grę z pierwszej piłki, z tego przecież słynie Ronaldo. W Hiszpanii będzie miał miejsce i czas na boisku na wszystkie swoje zabawy z piłką. A gdy dołączy do tego walkę na każdym centymetrze murawy, szybkość, dynamikę i realizację założeń managera, co wszystko przecież wbił mu do głowy sędziwy mentor Ferguson, to Ronaldo śmiało będzie mógł jeszcze kilka razy odebrać Złotą Piłkę „France Football”.
Dla Realu szykują się lepsze czasy, wydaje się, że tak samo dla piłkarza. Decyzja, by w ogóle odejść z Manchesteru jest dobra, zarówno dla niego, jak i dla „Czerwonych Diabłów”. Sir Alex Ferguson wie, co robi, często sprzedawał swoje gwiazdy, a Manchester United nigdy się nie zawalał. Zawsze znajdował się ktoś inny, kto podołał podołał wyzwaniu i ciągnął ten wózek ze Szkotem siedzącym w środku. Być może będzie to Douglas Costa, Brazylijczyk z Gremio, za którego ten klub chce bagatela 20 milionów funtów. Ale handel dzieciakami jest już materiałem na inną historię.
Jeszcze wracając do tej całej pieniężnej afery. Czy według mnie 93 miliony euro to za dużo? Tak, podobnie jak 50 milionów i podobnie jak i 20 milionów. Dla mnie nikt, żaden człowiek na ziemi nie jest po prostu wart tak horrendalnych pieniędzy. Ale czy to, że ktoś już zdecydował się tyle na kogoś wydać, daje mi prawo, żeby tego człowieka potępiać, pastwić się nad nim i odwoływać się do tych „wyższych wartości” czyli głodującego świata i kryzysu? Radziłbym się poważnie nad tym zastanowić. To w końcu tylko piłka (mam nadzieję, że nie robię kryptoreklamy), świat jest od niej dużo większy, choć równie okrągły i warto przejść ze słów do czynów i faktycznie pomóc tym wszystkim potrzebującym, a nie narzekać, że ktoś inny po prostu tego nie robi.
Komentarze5
~
~Patryk
Naprawde jestem pod ogromnym wrażeniem…właśnie
ujrzałem jeden z najlepszych artykułów w igol.pl .
Brawo Panie Mateuszu, oby tak dalej:)
~
~Rbn
Może i stworzony do gry w Madrycie, a z Barceloną
przez 2 najbliższe lata nic wielkiego pewnie nie
zagra- ten człowiek nie umie grać w najważniejszych
meczach, co nie raz pokazał. Jak dla mnie, podobnie
jak dla autora, nie ma piłkarza, który jest tyle
wart, a ten transfer spowodował kosmiczne
podwyższenie can zawodników, co jest największą
bolączką wielu piłkarzy jak Zlatan czy Ribery, którzy
chcą się gdzieś ruszyć, a teraz nie wiadomo,czy
będzie im to dane. I tu jest pies mojej krytyki
pogrzebany :P
~
~MAr
Świetny artykuł-zgadzam sie w 100%
~
~darek
Bardzo dobry artykowl :)…..
BP
Bartłomiej Prymula
Real może i ma już Kakę, ma też Ronaldo, tylko nie ma
Xaviego, Iniesty, Toure. Jest się w stanie Barcie
przeciwstawić jedynie Diarrą w środku pola. Bo Może
ma i gwiazdy, tylko jaki styl one prezentują, Robben,
Kaka i Ronaldo to ogromna siła, tyle że każda z
osobna. Messi, Iniesta i Xavi to trio, w dodatku
piekielnie dobrze zgrane trio. Zapowiada się więc
moim zdaniem podobna sytuacja jak swego czasu w Lazio
Rzym, wydano ogromne pieniądze na gwiazdy i po
sezonach bez sukcesów w Europie klub zbankrutował i
tyel.