Po niesamowitym początku spotkania 1.FSV Mainz 05 pokonało 3:1 SC Freiburg. Goście w ciągu pierwszych 17 minut stracili trzy bramki, a od 4. minuty zmuszeni był grać w dziesiątkę. Gola i asystę zaliczył reprezentant Polski Eugen Polanski.
To było najlepsze i najbardziej intensywne pierwsze 20 minut meczu w tym sezonie Bundesligi. Spotkanie się jeszcze na dobre nie rozpoczęło, a gospodarze już prowadzili 1:0. W 3. minucie na listę strzelców wpisał się Eric Maxim Choupo-Moting. Kameruńczyk dostał prostopadłe podanie od Eugena Polanskiego i mocnym strzałem pokonał bezradnego Olivera Baumanna. Po tej sytuacji mocno w głowie zagotowało się defensorowi gości Fallou Diagne, który nie zważając na konsekwencje, ostro sfaulował w polu karnym Adama Szalaiego. Senegalski obrońca zobaczył za to zagranie czerwoną kartkę i resztę spotkania zmuszony był spędzić w szatni. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł reprezentant Polski Eugen Polanski i pewnym strzałem w prawy róg bramki pokonał golkipera gości.
Po tej bramce dokonana została najszybsza zmiana w tym sezonie – dokładnie w 7. minucie boisko opuścił jedyny napastnik gości, Erik Jendrisek, a w jego miejsce Christian Streich posłał Bega Feratiego. Szwajcarski defensor nie zdołał jednak uporządkować gry obronnej swojego zespołu. Dziesięć minut po tym, jak pojawił się na boisku, goście stracili trzecią bramkę. Do podania Marco Caligiuriego doszedł Choupo-Moting i po raz drugi pokonał bramkarza przyjezdnych. Zespół Freiburga prezentował się doprawdy żałośnie.
Od tego momentu spotkanie nieco się uspokoiło. Na boisku wciąż oczywiście przeważali zawodnicy Mainz, ale nie byli w stanie stworzyć sobie klarownej sytuacji do podwyższenia wyniku. W 29. minucie potężny strzał z dystansu oddał Adam Szalai, ale Baumann zdołał obronić uderzenie węgierskiego snajpera. Freiburg ustabilizował grę obronną, ale pozwolił gospodarzom zdominować środek pola, przez co sam nie był w stanie stworzyć choćby jednej bramkowej sytuacji. W doliczonym czasie pierwszej połowy mogło być już 4:0, ale Baumann obronił strzał Elkina Soto sprzed pola karnego.
Druga część spotkania nie rozpoczęła się tak dobrze jak pierwsza, co dało się jednak przewidzieć. W 52. minucie obrońca gospodarzy Zdenek Pospech zdecydował się na strzał z dystansu, jednak był on niecelny i piłka zamiast w bramce wylądowała na trybunach, między kibicami. Na nieco ponad 20 minut przed końcem spotkania Pavel Krmas wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzałem głową umieścił piłkę w rogu bramki strzeżonej przez Christiana Wetklo. Kibice na trybunach nieco się zaniepokoili – Freiburg co prawda nie grał lepiej niż w pierwszej połowie, ale strzelony gol mógł przywrócić gościom wiarę w zdobycie choćby jednego punktu.
Jednak troski fanów nie miały odzwierciedlenia w tym, co się działo na boisku. Wciąż lepiej prezentowali się gracze gospodarzy, którzy próbowali udowodnić, że gol dla przyjezdnych był jednie wypadkiem przy pracy. W 71. minucie Nicolai Mueller próbował zaskoczyć strzałem sprzed pola karnego Olivera Baumanna, jednak bramkarz gości nie pozwolił niemieckiemu pomocnikowi wpisać się na listę strzelców i sparował piłkę na rzut rożny. Do końca spotkania nie działo się za wiele – następna warta odnotowania sytuacja miała miejsce dopiero w 89. minucie, gdy po raz kolejny swoją drużynę przed startą następnej bramki uratował Baumann. Potężnym strzałem z dystansu popisał się Elkin Soto, ale to nie był jego dzień – za każdym razem Kolumbijczyk okazywał się gorszy od bramkarza gości. Chwilę później sędzia zakończył to spotkanie.








