Frankowski: U siebie jesteśmy mocni


10 maja 2010 Frankowski: U siebie jesteśmy mocni

Dzięki zdobyciu kompletu punktów w meczu z Ruchem Chorzów, Jagiellonia Białystok zapewniła sobie utrzymanie w Ekstraklasie. Swój udział w wygranej białostockiej drużyny miał Tomasz Frankowski, który asystował przy zwycięskim trafieniu Andriusa Skerli. Kapitan Jagiellonii podzielił się swoimi przemyśleniami na temat ostatniego pojedynku.


Udostępnij na Udostępnij na

Tomasz Frankowski może być zadowolony z gry swojej drużyny
Tomasz Frankowski może być zadowolony z gry swojej drużyny (fot. m.matłowski/jagiellonia.pl)

Czy według Pana zwycięstwo Jagiellonii z Ruchem, który walczył o tytuł mistrza Polski, można traktować jako niespodziankę?

Patrząc na tabelę, można tak to spotkanie określić, ale trzeba powiedzieć, że piłkarze Jagiellonii wcale nie są słabsi od Ruchu. Szczególnie w meczach u siebie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich rywali.

Po jesiennym meczu w Chorzowie część osób spodziewała się podobnych emocji w piątek, jednak pierwsza połowa spotkania nieco rozczarowała…

Przede wszystkim bardzo dobrze zagrały formacje defensywne obu zespołów. To spowodowało, że napastnicy nie wykorzystali nadarzających się okazji.

Za to druga połowa była lepszym widowiskiem. Na samym początku objęliście prowadzenie, potem nie wykorzystaliście kilku sytuacji na strzelenie bramki, przez co w końcówce zrobiło się trochę nerwowo…

Jak się prowadzi 1:0 i pozwala się rywalowi atakować, to rzeczywiście nerwy są wskazane, szczególnie u kibiców.

Do końca sezonu pozostały dwa spotkania. Główny cel na ten sezon, czyli utrzymanie, został już zapewniony. Będziecie oszczędzali siły na finał Remes Pucharu Polski, czy jednak powalczycie o komplet punktów i szóstą lokatę w tabeli?

Nie wiem, bo nie znamy rozstrzygnięć personalnych trenera. On decyduje i jutro przed kolejnym meczem ligowym z Polonią Bytom wszystko się okaże.

Czy zaskakują Pana wyniki z ostatnich kolejek Ekstraklasy? Zespoły walczące o ligowy byt dosyć często zdobywają komplet punktów…

(Uśmiech) Nie, bo to jest sport i w nim wszystko jest możliwe. Fajnie, że drużyny walczące o utrzymanie w końcu zaczęły wygrywać swoje spotkania.

Od pewnego czasu gracie mecze co kilka dni. Odpowiada Panu ten terminarz czy wolałby Pan jednak przedłużenie ligi, a co za tym idzie skrócenie czasu letniego wypoczynku?

Myślę, że wszyscy piłkarze są szczęśliwi, jeśli mogą często grać, a mniej trenować. Najbardziej jednak szkoda kibiców, którzy co trzy dni muszą sięgać do kieszeni, żeby kupić bilet na mecz.

Z napastnikiem Jagiellonii Białystok rozmawiał Marcin Wołyń.

Najnowsze