Mecz o honor zakończony zwycięskim remisem. Strzelecką niemoc dla reprezentacji przerwał Robert Lewandowski dzięki trafieniu z rzutu karnego. Mogło być lepiej, momentami problemy w defensywie dawały o sobie za bardzo znać. Niemniej nasza gra wyglądała dużo lepiej niż przeciwko Austrii. I to już jest powód do optymizmu.
Na samym starcie Francuzi postanowili pokonać nas w ten sam sposób co Austriacy – ostrym, intensywnym pressingiem. Nasi reprezentanci udowodnili jednak, że lekcja z ostatniego spotkania została wyciągnięta i takie numery nam niestraszne.
My również chcieliśmy udowodnić, że coś potrafimy także w ataku. W 6. minucie z dystansu swoich sił spróbował Piotrek Zieliński. Miał trochę przestrzeni. Oddał pierwszy celny strzał dla naszej reprezentacji.
Bolońska siła przywdziana w biało-czerwone barwy
Chwilę później rozpoczęło się „Skorupski show”. Groźny strzał Theo Hernandeza po zagraniu Ousmane’a Dembele został obroniony przez bramkarza Bologny. Zresztą swój wyczyn powtórzył jeszcze kilkukrotnie. Żadna setka Francuzów nie zaskoczyła Łukasza – był po prostu bezbłędny.
Należałoby też zwrócić uwagę na Kacpra Urbańskiego, środkowego pomocnika Bologny. To on wraz z Piotrkiem Zielińskim i dużo lepszym niż w ostatnich spotkaniach Sebastianem Szymańskim stanowili o naszej sile ofensywnej. I chyba trochę napsuliśmy krwi Francuzom. To, z jaką swobodą Urbański poruszał się w polu karnym Francuzów, będąc otoczonym gwiazdami światowego formatu, wicemistrzami świata, jest naprawdę godne podziwu. Młody chłopak zrobił wejście smoka – trzeba go za to pochwalić. Bez kompleksów do akcji podłączał się także Nicola Zalewski, nieco rozczarowywał Jakub Moder poprzez swoje straty w środku pola, które owocowały niekiedy groźnymi kontrami „Trójkolorowych”.
Problemów w defensywie ciąg dalszy
Druga połowa zaczęła się jak koszmar. Gol wisiał w powietrzu, ale czuwał nad nami Łukasz Skorupski. Nie można mu zarzucić niczego złego. „Koguty” otrzymywały sporo przestrzeni głównie przez problemy z ustawieniem i błędy Pawła Dawidowicza i Jana Bednarka. Neutralne wrażenie z pierwszej połowy znów zamieniło się w złe za sprawą duetu stoperów. I być może wydawało się, że tym najstabilniejszym z trójki defensorów jest Jakub Kiwior.
Niestety, stoper Arsenalu dokonał głupiego, niepotrzebnego faulu w polu karnym. Sędzia podyktował „jedenastkę” dla Francji – Kylian Mbappe pewnie otworzył wynik. I winienie w tej sytuacji Skorupskiego byłoby totalną głupotą – zawinił Kiwior, obrońca wielkiego klubu, który popełnił błąd na poziomie piłkarza ligi okręgowej. Nie było dużego zagrożenia bramką, piłkarz Arsenalu spotęgował je ewidentnym faulem.











