Kibice w Łodzi wierzą, że 8 sierpnia 2017 roku będzie szczególną datą w historii ich ukochanego Widzewa, odradzającego się na czwartym poziomie rozgrywkowym. Nic dziwnego, bo właśnie tego dnia szkoleniowcem czterokrotnego mistrza Polski został jeden z ojców sukcesów drużyny w latach 90. – Franciszek Smuda. Celem popularnego „Franza” są kolejne awanse sezon po sezonie, by Widzew powrócił na należne mu miejsce, do ekstraklasy.
Choć media od dłuższego czasu spekulowały, że trenera Przemysława Cecherza zastąpi właśnie były selekcjoner reprezentacji Polski, nie było do końca wiadome, czy tak się ostatecznie stanie. Pewne było natomiast, że w czerwonej części miasta dojdzie do zmiany na ławce trenerskiej. Czarę goryczy przelała sobotnia porażka łodzian w Sulejówku, gdzie ci w meczu inaugurującym trzecioligowe rozgrywki sensacyjnie ulegli beniaminkowi, Victorii (2:1 – przyp. red.). Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wiadome było, że trener Cecherz po raz ostatni poprowadzi zespół.
Co ciekawe, wśród obserwatorów na trybunach zabrakło potencjalnego następcy. Nowy opiekun Widzewa wolał wybrać się tego dnia do Niecieczy, by obserwować ekstraklasową potyczkę Termaliki z Legią. Na przeszpiegi do Sulejówka wysłał swojego zaufanego asystenta, Marcina Broniszewskiego, z którym będzie pracował w Mieście Włókniarzy. Kibice Widzewa oglądający mecz Lotto Ekstraklasy mogli być nieco zniesmaczeni tym faktem, więc zanim Franciszek Smuda podpisał kontrakt z Widzewem, już zaliczył pierwsze faux pas.
Pojawiły się nawet plotki, że obecność szkoleniowca w Małopolsce nie była przypadkowa i gdyby tylko „Słoniki” uległy „Wojskowym”, wówczas trenera Mariusza Rumaka na stanowisku zastąpić miał właśnie „Franz”. Szczęśliwie dla sympatyków klubu z al. Piłsudskiego ekipa Jacka Magiery wracała z Niecieczy na tarczy (1:0 – przyp. red.), więc nic nie stało na przeszkodzie, aby – czyniący przed laty w Łodzi cuda – Franek Smuda skierował się w stronę centralnej Polski i podpisał umowę z Widzewem Łódź.
Kontrakt dożywotni?
Parafowanie kontraktu nastąpiło właśnie we wtorek 8 sierpnia 2017 roku. Na ten dzień zwołano także specjalną konferencję prasową, podczas której dziennikarze mogli zadawać pytania nowemu szkoleniowcowi trzecioligowego Widzewa. Zanim to jednak nastąpiło, prezes klubu Przemysław Klementowski oraz wiceprezes Michał Sapota zgodnie uznali, że przyjście Smudy do Łodzi jest „najważniejszym transferem tego lata”. Nie chcieli jednak ujawnić, na jaki okres została zawarta umowa pomiędzy stronami, ponieważ – jak usłyszano – jest to tajemnica. Z uśmiechem przyznali jednak, że Franciszek Smuda będzie zasiadał na ławce trenerskiej Widzewa do momentu, aż ten sięgnie po piąty w historii tytuł mistrza Polski – można zatem podejrzewać, że „Franz” podpisał z Widzewem pięcioletni kontrakt. Z liczbą pięć wiąże się także widzewska historia powracającego na „stare śmieci” szkoleniowca. Już po raz piąty w swojej karierze obejmuje on Widzew. Do trzech razy sztuka? Nic z tego.












