Marcin Folc – pamiętacie to imię i nazwisko? Tak, tak to ten zawodnik, który pomimo bardzo słabej gry Zagłębia Sosnowiec w ekstraklasie w sezonie 2007/2008 strzelił aż siedem bramek! W tej chwili Marcin gra dla I-ligowego GKS-u Tychy, w którym radzi sobie bardzo dobrze, a jego klub po rundzie jesiennej zajmuje szóstą lokatę. Zapraszamy do przeczytania rozmowy Marcina Malinowskiego z Marcinem Folcem. Miłej lektury!
Za nami runda jesienna w I lidze. Jak podsumujesz ten sezon w wykonaniu swoim i GKS-u Tychy?
Moim zdaniem miniona runda była bardzo udana zarówno dla mnie, jak i całej drużyny. Początek był dla nas trudny, jednak z czasem nasza gra ustabilizowała się i grając konsekwentnie taktycznie, zdobywaliśmy punkty i pięliśmy się w górę tabeli i tak już zostało do końca rundy, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Jeśli chodzi o mnie, to cieszę się, że zdobyłem te siedem bramek, bo z tego jestem rozliczany jako napastnik, i będę robił wszystko, aby powiększyć ten dorobek w przyszłej rundzie.
GKS niespodziewanie zajmuje bardzo dobrą, szóstą lokatę po rundzie jesiennej. Jak myślisz, czy stać Was na utrzymanie tego miejsca lub uzyskanie jeszcze wyższego?

Myślę, że ta szósta lokata nie będzie taką niespodziewaną, jeżeli przeanalizuje się naszą grę w perspektywie całej rundy, ponieważ graliśmy bardzo solidnie i konsekwentnie, tak jak już wspomniałem. Moim zdaniem stać nas na utrzymanie tego miejsca w tabeli, a nawet uzyskanie wyższego, ale to dopiero okaże się na koniec sezonu, na razie musimy skupić się na okresie przygotowawczym, aby go solidnie przepracować i przygotować się dobrze do następnej rundy.
Nie straciliście dużo bramek, lecz też ich dużo nie strzeliliście. Mała liczba straconych goli pokazuje, iż defensywę macie dobrą, natomiast ofensywę już nie do końca. Najlepszym strzelcem jesteś Ty, na swoim koncie masz siedem bramek. Według Ciebie, w czym tkwi problem tak małej liczby trafień w tym sezonie?
To nie jest tak, że defensywa jest dobra, a ofensywa zła. Po prostu naszym podstawowym celem w każdym meczu jest gra na zero z tyłu i na to pracuje cała drużyna. Ja sam, grając jako napastnik, często znajduję się pod własnym polem karnym lub w nim i pomagam w obronie. Tak samo jest z ofensywą, cały zespół konstruuje akcje i to właśnie jego zasługą jest to, że mam na koncie siedem bramek, z czego bardzo się cieszę. Myślę, że niewiele zdobytych goli to konsekwencja tego, że jesteśmy drużyną, która się nie odkrywa, co oczywiście ma również plus właśnie w postaci małej liczby straconych bramek. Oczywiście nie oznacza to, że nie potrafimy grać ofensywnie i ładnie dla oka.











