W dobie czasów, w których brakuje dla młodych ludzi autorytetów, osób, które warto naśladować, a samo słowo „autorytet” już dawno zostało sponiewierane, wydaje się, że idealnym przykładem takiej postaci jest człowiek, który zagra teraz w niebiańskiej reprezentacji. Gerard Cieślik odszedł z tego świata, mając 86 lat, i na zawsze zapamiętany zostanie jako wielka legenda polskiego futbolu.
Wiadomość o śmierci tego wspaniałego piłkarza i fenomenalnego człowieka obiegła całą Polskę i zasiała smutek w każdym kibicowskim sercu. Wydaje się jednak, że nie tylko dlatego, że „Pan Gerard”, jak zwykło się o nim mówić w środowisku Ruchu Chorzów, dokonał czegoś, co zapadło w pamięci wszystkich Polaków, nawet tych, którzy z piłką nożną nie mają zbyt wiele wspólnego.

Pokonanie Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich odcisnęło gigantyczne piętno na osobie „Pana Gerarda”, ponieważ w nękanej przez ten kraj Polsce taka wygrana była czymś więcej niż tylko sukcesem sportowym. To zwycięstwo miało również, a może przede wszystkim, wagę społeczno-polityczną. Każdy rodzaj ugryzienia naszych sąsiadów ze Wschodu był ważny dla narodu polskiego, tym bardziej że ZSRR był wtedy futbolową potęgą, ale oczywiście nie to było wtedy najważniejsze.
Przed meczem poszedł do pracy, aby zameldować, że rozgrywa mecz w reprezentacji Polski i chciałby się zwolnić. Dostał zgodę, po czym złoił skórę radzieckim reprezentantom. Wbrew wyobrażeniom najmłodszych piłkarze tacy jak Cieślik zmuszeni byli do pracy jak zwykli ludzie, co dziś wydaje się być nie do pomyślenia. „Pan Gerard” rano szedł do pracy do Huty „Batory”, gdzie był tokarzem i nawet został majstrem, a później dopiero na trening. Już w wieku 12 lat wstąpił w szeregi drużyny trampkarskiej, a premierowy mecz w pierwszej ekipie rozegrał 12 września 1945 roku.
Był to człowiek niewielkiego wzrostu, którego życie nie było usłane różami, gdyż w swej 86-letniej historii przetrwał II wojnę światową i (w tym samym okresie) śmierć ojca, co nie sprzyjało rozwojowi piłkarskiemu. Gerard Cieślik był nietuzinkowym zawodnikiem, który w historii Ruchu Chorzów i polskiej piłki nożnej zapisał wspaniałe rekordy, jak choćby 249 spotkań, w których zdobył 178 bramek, co do dziś jest niedoścignionym w klubie rezultatem, czy 237 meczów i 168 goli w rozgrywkach ekstraklasowych, co jest trzecim wynikiem w historii.
Co bardzo ważne, Cieślik nigdy nie rozstał się z Ruchem Chorzów. Na zawsze pozostał wierny tym barwom i nawet wtedy, kiedy zgłosiła się po niego Legia Warszawa, której oczywiście wtedy się nie odmawiało, „Pan Gerard” zdołał namówić władze Ruchu, aby poczyniły kroki mające na celu przekonanie „Wojskowych” do cofnięcia rozkazu. Udało się i ten znakomity piłkarz pozostał na zawsze „Niebieskim”. „Gienek”, bo tak nazywali go koledzy z boiska, poza świetnymi rekordami mógł się pochwalić również trzykrotnym mistrzostwem Polski (1951, 1952, 1953) oraz Pucharem Polski (1951).











