Trudno we współczesnej piłce nożnej znaleźć takiego piłkarza, dla którego klub to coś więcej niż tylko miejsce, w którym zarabia pieniądze. Tomasz Kulawik to człowiek, który w Wiśle Kraków przeżył wszystko. Wie, jak smakują mistrzostwo kraju i gra w europejskich pucharach. Poczuł również gorzki smak spadku z ligi. Trwał w klubie, gdy nie było pieniędzy nawet na ciepłą wodę. Wierzył, że wszystko, co złe, kiedyś musi się skończyć. „Biała Gwiazda” dzięki niemu zdobyła dwa tytuły mistrza kraju, Puchar Polski i nieistniejący już dzisiaj Puchar Ligi. W sezonie 1998/1999 założył na głowę koronę króla strzelców Pucharu UEFA. Piłka po jego strzałach głośno trzepotała w siatce. Wyciągali ją bramkarze m.in. walijskiego Newton, słoweńskiego Mariboru, tureckiego Trabzonsporu i włoskiej AC Parma. Dzisiaj żyje spokojnie pod Olkuszem, a swoją ogromną wiedzę i doświadczenie przekazuje piłkarzom Przemszy Klucze, której jest trenerem.
Do Wisły Kraków trafił w wieku 21 lat. Było to wiosną w 1991 roku. Na boisko po raz pierwszy z białą gwiazdą na piersi wybiegł 6 kwietnia we Wrocławiu. Wszedł na plac za Dariusza Wójtowicza w meczu ze Śląskiem. Przed krakowską publicznością zadebiutował meczem z Łódzkim Klubem Sportowym. Jego Wisła zremisowała 0:0, a on zebrał dobre recenzje. Waleczny, grał na całej szerokości i długości boiska. Wszędzie go było pełno. Premierowego gola zdobył w spotkaniu z Igloopolem Dębica. Jego strzał głową dał prowadzenie Wiśle. Kulawik rósł w oczach trenera Adama Musiała, a Wisła rosła razem z nim. Na koniec sezonu 1991/1992 zajęła niespodziewanie 3. miejsce.
Za słaby na Olkusz
Początki Kulawika w piłce nie były łatwe. Do wszystkiego musiał dochodzić ciężką pracą. Trenować w klubie zaczął bardzo późno, bo dopiero w wieku 17 lat. Wcześniej kopał piłkę jak każdy młody chłopak na podwórku z kolegami. Gdy pojawił się na pierwszym treningu w KS Olkusz, był już uczniem liceum. Tam jednak nie poznano się na nim. Marne warunki fizyczne przesądziły ostatecznie o tym, że w klubie nie znalazł miejsca. Piłkarzy lewonożnych Olkusz miał wtedy pod dostatkiem. Po dwóch treningach zrezygnowano z niego. Na szczęście dla polskiej piłki, on sam nie zrezygnował.
Za mocny na Bukowno
Zaczął dojeżdżać na treningi do pobliskiego Bukowna. Tak poznał trenera Ryszarda Michalskiego, który w środowisku lokalnym był najlepszym fachowcem od pracy z młodzieżą.

W Bukownie rozkręcał się z meczu na mecz, aż w końcu zaczął je sam wygrywać. Długo miejsca zagrzać tutaj nie mógł.
Bardzo pracowity chłopak, ale trafiali mi się bardziej utalentowani. Nie sądziłem, że będzie mu się chciało dojeżdżać do mnie na treningi. Z Olkusza do Bukowna jest wprawdzie blisko, ale z osiedla, na którym mieszkał Tomek, był fatalny dojazd. On jednak wytrwał i pracował ciężko. Na boisku imponował myśleniem. W lidze juniorów praktycznie sam wygrał nam kilka ważnych spotkań. Został królem strzelców, a ja w pewnym momencie uznałem, że muszę mu to powiedzieć. Był piłkarzem na ligę i chcąc się rozwijać, musiał odejść z Bukowna.












