FJW: Dania 1992


Minęło już ponad 30 lat od jednej z największych sensacji w historii piłki nożnej

3 lipca 2022 FJW: Dania 1992

W 1992 roku na Euro w Szwecji doszło do jednego z najbardziej sensacyjnych wydarzeń w historii futbolu. 26 czerwca Niemcy przegrały w finale europejskiego czempionatu z reprezentacją Danii, reprezentacją, która na te mistrzostwa miała w ogóle nie jechać.


Udostępnij na Udostępnij na

Reprezentacja Danii w ostatnich latach przebudziła się po kilkuletnim kryzysie. Brak gry na mistrzostwach świata w Brazylii i Euro 2016. Na poprzednich mistrzostwach Europy Duńczycy doszli aż do półfinału, w którym odpadli w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach z Anglikami. Jednak poza tym turniejem na sześć poprzednich dwa razy się nie dostali, raz wyszli z grupy. W zeszłym roku byli naprawdę blisko nawiązania do historii z 1992. Przynajmniej jeśli chodzi o wynik, bo okoliczności powtórzyć się nie da.

Dania przed reformacją

W 1992 roku reprezentację Danii prowadził Ricard Moller Nielsen, który kadrę przejął dwa lata wcześniej po niemieckim szkoleniowcu Seppie Piontku. Trener urodzony we Wrocławiu był selekcjonerem Duńczyków od 1979 roku. W latach 80. „Duński Dynamit” był najładniej przegrywającą drużyną na świecie.

Drużyna Piontka grała, kosztem wyników, ofensywny futbol. Niewielu ludzi w Danii liczyło wówczas na dobre rezultaty, satysfakcjonowała ich widowiskowa gra reprezentacji. Dość powiedzieć, że kadra pod wodzą Piontka wygrała 45% swoich spotkań.

Oczywiście to nie jest też tak, że Duńczycy byli wiecznie przegrani. Zespół pod wodzą Niemca zakwalifikował się na mundial w Meksyku i doszedł w nim do 1/8 finału. Z kolei na mistrzostwach Europy w 1984 roku zajął ex aequo 3. miejsce. Cztery lata później Duńczycy nie wyszli z fazy grupowej. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie były to czasy, gdy na europejskim czempionacie widzieliśmy 24 zespoły, lecz występowało ich tam osiem.

Gdy Dania odpadła w eliminacjach do mundialu we Włoszech w 1990 roku, z pracy w kadrze zrezygnował Sepp Piontek. Błyskawicznie ruszyły poszukiwania nowego selekcjonera, którym został Horst Wohlers. Zwołano konferencję prasową, na której okazało się, że świeżo upieczony trener ma ważny kontrakt z zespołem Bayeru Uerdingen. Niemcy nawet nie chcieli negocjować. Po niecałej dobie DBU znów musiał szukać trenera.

Na liście kandydatów znajdowało się siedmiu trenerów. Niestety kolejni fachowcy odmawiali i tak Dania musiała zdać się na Richarda Mollera Nielsena, który figurował na samym dole listy. Wtedy był trenerem bez międzynarodowego doświadczenia. Nie chcieli go ani kibice, ani działacze, ani piłkarze.

Nietypowa droga na Euro

Reprezentacja Danii pod wodzą „Ricardo”, jak prześmiewco nazywano Nielsena, zajęła w swojej grupie eliminacyjnej 2. miejsce. Pierwsza była kadra Jugosławii, która wyprzedziła Duńczyków o zaledwie jeden punkt.

Duńczycy w całych eliminacjach przegrali jeden mecz, a ostatnie pięć wygrali. 2. miejsce oznaczało dla nich brak udziału w mistrzostwach. Awans jednak otrzymali nie ze względu na kwestie sportowe.

6 kwietnia 1992 roku wybuchła wojna w Bośni, w którą zamieszana była Jugosławia. Międzynarodowe organy nie pozostały wówczas obojętne i UEFA, zmuszona do respektowania wytycznych ONZ, musiała zakazać Jugosławii udziału w turnieju.

Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych przegłosowała pakiet sankcji na Jugosławię (w tym były sankcje sportowe) w maju. Duńscy piłkarze nie mieli więc dużo czasu na przygotowania, niektórzy z nich wracali prosto z urlopów.

Sam selekcjoner zamierzał wakacje spędzić na remontowaniu swojej kuchni. Przeszkodziły mu w tym mistrzostwa Europy, na które musiał jechać. Gdyby nie fakt, że Dania dostała awans ze względu na wojnę na Bałkanach, Nielsen prawdopodobnie zostałby zwolniony.

Z gry w reprezentacji zrezygnowało wcześniej kilku piłkarzy, z braćmi Laudrupami na czele. Jednak młodszy z nich, Bryan, powrócił do kadry dwa miesiące przed turniejem. Zawodnicy, którzy zrezygnowali z gry w narodowych barwach w czasie eliminacji, nie wybaczą tego sobie do końca życia. Zwłaszcza że nie byli starymi piłkarzami.

Turniej

Dania trafiła do grupy z Francją, Anglią oraz gospodarzami turnieju – Szwedami. Taka grupa mogłaby się wydawać niezmiernie trudna, jednak przy ówczesnym rozmiarze mistrzostw Europy w drugiej grupie znaleźli się chociażby obrońcy tytułu czy ówcześni mistrzowie świata. Nie zmieniało to jednak faktu, iż nadal na tym turnieju grały drużyny ze ścisłego światowego topu.

Całkiem możliwe, że Duńczykom i tak było obojętne, z kim zagrają, bo prawie nikt nie wierzył w inny scenariusz niż trzy porażki i szybki powrót do domu. To nie byłoby żadne rozczarowanie, bo nikt nie miał oczekiwań co do tej reprezentacji.

Nie mogliśmy zawieść w żaden sposób, ponieważ nikt nie miał wobec nas żadnych oczekiwań. Gdybyśmy dostali trzy razy po 0:5, nic by się nie stało. Kim Vilfort

Mało osób jednak zauważało, że Dania ma coś, czym nie mógł pochwalić się żaden inny zespół na tym turnieju – zgranie. W kadrze występowało aż 10 piłkarzy, którzy wcześniej grali ze sobą w młodzieżówce. Nie zgadniecie, kto był ich trenerem. Richard Moller Nielsen.

Trudno też jest uwierzyć, ale w mediach przewijały się takie informacje: „Ricardo” przygotowywał się w swojej piwnicy na ewentualny zwrot akcji, który zakładał, że Dania jednak na czempionacie wystąpi. Co więcej, podczas tych, dosyć nietypowych, przygotowań zmienił się. Doszedł do wniosku, że warto będzie dać piłkarzom więcej luzu na boisku. Myślał też wtedy o poprawieniu atmosfery w szatni. Zaowocowało to wspólnymi wypadami na golfa czy do McDonalda w czasie przygotowań.

Po pierwszych dwóch spotkaniach fazy grupowej sytuacja wyglądała… beznadziejnie. Bezbramkowy remis w meczu z Anglikami oraz porażka 0:1 z kadrą „Trzech Koron” nie napawały optymizmem. Aby awansować, Duńczycy potrzebowali wygrać z mocną Francją oraz liczyć na porażkę Anglików w starciu ze Szwedami.

Jakby brakowało złych wieści, 29-letni lider środka pola Kim Vilford musiał opuścić drużynę. Jakiś czas przed turniejem jego 7-letnia córka znajdowała się w szpitalu, ponieważ chorowała na białaczkę. Lekarze mówili Vilfordowi, że Line, bo tak nazywała się jego córka, jest w dobrym stanie. Wobec tego Duńczyk zdecydował się dołączyć do swojego zespołu. Niestety stan jej zdrowia diametralnie pogorszyło= się kilka tygodni później. W trakcie mistrzostw. Vilford podjął słuszną decyzję i opuścił zgrupowanie, aby być przy swojej córce.

Reprezentacja Danii, już bez Vilforda, mierzyła się z Francuzami, którzy zdawali się przytłoczeni oczekiwaniami kibiców. Ku zaskoczeniu chyba wszystkich, lepsi okazali się Skandynawowie, którzy wygrali z „Trójkolorowymi” 2:1. W tym samym czasie reprezentacja Szwecji, pokonując Anglików, wyeliminowała ich z turnieju. Pozwoliło to Duńczykom dostać się do półfinałów.

W tej fazie Dania musiała rywalizować z Holendrami, którzy byli obrońcami tytułu sprzed czterech lat. Do reprezentacji wrócił Vilford, którego przekonała rodzina. Nielsen stanął wtedy przed dylematem: postawić na Vilforda czy może na jego świetnie spisującego się zastępcę. Podjął chyba najlepszą możliwą decyzję i wybrał… obu. Obaj zawodnicy zagrali świetnie, Larsen, zmiennik Kima w meczu z Francją, dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Nieoceniony był również wkład Petera Schmeichela, który wybronił rzut karny w serii „jedenastek”.

Gdy Dania wyrzuciła z turnieju mistrzów Europy 1988, w finale czekali na nią Niemcy – mistrzowie świata z włoskich boisk. Niemcy nadal mieli w składzie najlepszych graczy globu i robili wrażenie, niezależnie od rywala. Gdy wszyscy czekali na dominację i pewne zwycięstwo kadry „Die Mannschaft”, ci zdecydowali schować się w obronie i oddać pole gry Duńczykom. Oni również nie zamierzali zbytnio się otwierać i nie stwarzali sobie wielu okazji. Mecz był zwyczajnie nudny.

Cały stadion zamarł, gdy bramkę zdobyli… Duńczycy. W drugiej połowie Niemcy zdecydowanie się otworzyli i przycisnęli swoich sąsiadów z północy. Jednak cały czas górą był Peter Schmeichel. Po czasie w końcu padła bramka, przy której Schmeichel nic nie mógł zrobić. Głównie jednak dlatego, że strzelili ją jego rodacy. Piłkę do siatki zapakował po pięknym woleju Kim Vilford.

Pomimo największego sukcesu w historii duńskiego sportu Nielsen nie został w swojej ojczyźnie doceniony. Wszyscy mówili o Schmeichelu lub Vilfordzie. „Ricardo” nie został nawet trenerem roku w Danii. Jego statuetkę „ukradł” ówczesny trener Broendby. Nielsen jednak na pocieszenie odebrał nagrodę dla najlepszego trenera roku na świecie.

Niestety ta historia, dla jednych zakończona szczęśliwie, dla drugich skończyła się tragicznie. Kilka tygodni po turnieju Line Vilford zmarła. Ricard Moller Nielsen zadedykował córce Vilforda triumf na turnieju, określając ją gwiazdą, która zgasła zbyt wcześnie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze