O godzinie 18:00 rozegrano spotkanie w ramach 8. kolejki Serie A. We Florencji miejscowa Fiorentina, z Arturem Borucem w składzie, podejmowała Catanię Calcio. Na Artemio Franchi padł remis 2:2.
Fiorentina po ostatnim remisie z Ceseną liczyła na zwycięstwo, jednak o nie mogło być o nie łatwo, Catania bowiem w ostatniej kolejce pokonała Inter. Słaby, bo słaby, ale zawsze Inter.
W pierwszych minutach spotkania gospodarze bardzo szybko chcieli się przedostać w pole karne Catanii, ale wedle przysłowia: „co nagle, to po diable”, szybko okazało się, że pośpiech nie gwarantuje dobrych sytuacji strzeleckich. Dobrze w obronie gości ustawiał się Nicola Legrottaglie, który nie dopuszczał do zamętu we własnej „szesnastce”. Pierwszy strzał w 10. minucie oddała drużyna przyjezdna, ale do jakości uderzenia Andrei Catellaniego można było mieć wiele zastrzeżeń. W 15. minucie groźnie strzelał Lodi, ale po rykoszecie piłka przeleciała obok lewego słupka bramki Artura Boruca.
W 20. minucie Fiorentina wyszła na prowadzenie. Piękna indywidualna akcja Joveticia, który był zbyt szybki dla obrońców Catanii. Od tego momentu gospodarze poczuli, że Catania jest dzisiaj w niezbyt dobrej dyspozycji, więc rozpoczęli szturmowanie bramki Andujara. Chwilę po strzelonej bramce w indywidualnej akcji pokazał się Cerci, który ogrywając na prawej flance obrońcę Catanii, stworzył sobie dogodną okazję do oddania strzału. Wykończenie akcji nie mogło jednak zaskoczyć pokonanego już w tym spotkaniu Mariano Andujara. Minutę później przed dobrą sytuacją stanął Maxi Lopez, ale niestety zabrakło mu chyba determinacji i wiary w to, że zdoła dojść do dośrodkowania Lodiego.
Po pół godzinie gry coraz śmielej poczynali sobie podopieczni Vincenzo Montelli, którzy kilkukrotnie wrzucali piłki w pole karne Boruca, ale polski bramkarz był dzisiaj niemal bezbłędny. Niezwykle interesująco było w 35. minucie, gdy obie drużyny miały stuprocentowe okazje na zdobycz bramkową, ale pośpiech i niedokładność nie pozwoliły nam wtedy na obejrzenie kolejnej bramki w tym spotkaniu. Im bliżej końca spotkania, tym Catania coraz bardzie atakowała. Na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem arbitra w pierwszej części gry dopięła swego. Bramkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zdobył Gennaro Delvecchio i na Artemio Franchi znów mieliśmy remis.
Do końca pierwszej połowy nic się już nie zmieniło, dlatego też obie drużyny schodziły do szatni z dorobkiem jednej bramki. Odważna gra obu drużyn zapowiadała więcej goli w drugiej części gry.
Druga połowa rozpoczęła się od niemrawych ataków z jednej i drugiej strony. Widowisko ożywiło dopiero mocne uderzenie Maxi Lopeza z woleja, ale udanie interweniował Boruc. Chwilę później Boruca próbował pokonać Andrea Catellani, ale posłana przez niego piłka nie zmierzała nawet w światło bramki. W szybkiej odpowiedzi sprzed pola karnego strzelał Jovetić, który wyraźnie miał chrapkę na strzelenie drugiego gola. Jednak tak on, jak i później Sergio Almiron, przestrzelił. I to znacznie.
Po godzinie gry po raz kolejny, tak samo jak w pierwszych minutach spotkania, ożywił się Alessio Cerci. Łączony ostatnio z Juventusem pomocnik strzelał w kierunku bramki Andujara, ale tylko… w kierunku. Chwilę później Fiorentina po raz drugi tego wieczora wyszła na prowadzenie. Po ładnej, kombinacyjnej akcji całego zespołu po raz drugi piłkę w bramce Catanii umieścił Jovetić. Tablica świetlna od tego momentu pokazywała wynik 2:1. Po strzelonej drugiej bramce Fiorentina nie chciała popełnić podobnego błędu jak po pierwszym trafieniu, więc zaczęła się rozważnie bronić, z rzadka dopuszczając graczy Catanii do własnego pola karnego.










