Wbrew wszystkiemu w Afryce jest sporo drużyn o wysokim potencjale piłkarskim. Dotyczy to zwłaszcza Ghany, Kamerunu, Egiptu i Wybrzeża Kości Słoniowej. Zapomina się jednak o powracającej do ścisłej czołówki Nigerii. Po kilku chudych latach reprezentacja kraju ze stolicą w Abudży ponownie zaczyna być zaliczana do grona najlepszych ekip Czarnego Lądu.
Drużyna
Droga Nigerii do ścisłej afrykańskiej elity nie była usłana różami. Piłkarze z kraju położonego nad Zatoką Gwinejską bardzo długo musieli pracować na to, żeby w ogóle móc myśleć o sobie jak o silnej drużynie ze swojego kontynentu. Ich przygoda z Pucharem Narodów Afryki rozpoczęła się od eliminacji do turnieju, jaki odbył się Sudanie. Jednak do PNA 1957, jak i do dwóch następnych nie udało się „Superorłom” zakwalifikować. Ich pierwszy występ w najważniejszej imprezie piłkarskiej na Czarnym Lądzie miał miejsce w roku 1963 podczas rozgrywek w Ghanie, z którego odpadli po dwóch gładkich porażkach. Ich niemoc związana z kontynentalnym czempionatem utrzymała się przez pięć kolejnych turniejów aż do 1976.

W tym czasie mistrzostwa Afryki rozgrywano w Etiopii. Nigeryjczycy, choć mieli być jedynie dostarczycielami punktów, pewnie wyszli z grupy, a w rundzie finałowej uplasowali się na trzecim miejscu, ustępując Maroku i Gwinei. „Superorły” sprawiły tym samym swoim fanom ogromną radość. Nikt wtedy nie spodziewał się, że reprezentacja kraju znad Zatoki Gwinejskiej stanie się jedną ze zdecydowanie najlepszych drużyn Czarnego Lądu, ale również najrówniej grającą ekipą z tej części świata. Kolejne tytuły zdobywała z niezwykłą regularnością, jakby nie sprawiało jej to większych problemów. Po osiągnięciu trzeciego miejsca w roku 1976 (nie wliczając wycofania się w 1996 i dyskwalifikacji w 1998) zaledwie cztery razy wrócili do Abudży (do 1991 stolicą kraju było Lagos) bez medalu. Kiedy już odnosili sukcesy, to od razu w kilku turniejach z rzędu. Do dziś to właśnie do Nigerii należy rekord pod względem ilości medali wywalczonych podczas Pucharu Narodów Afryki – 12 krążków: dwa złote, cztery srebrne i sześć brązowych.
Dotychczas „Superorły” trzykrotnie zaprezentowały się na mistrzostwach świata. Ich debiut nastąpił podczas rozgrywek w Stanach Zjednoczonych. Za oceanem, podobnie jak cztery lata później we Francji, gracze z Afryki dotarli do 1/8 finału. Swojego sukcesu nie powtórzyli jednak w Korei Południowej i Japonii. Tam porażki z Argentyną i Szwecją oraz remis z Anglią uplasowały ich na czwartym miejscu w grupie i spowodowały przedwczesny powrót do domu. O wiele lepiej piłkarze znad Zatoki Gwinejskiej prezentowali się w turniejach na igrzyskach olimpijskich. Aż dwukrotnie podczas największej imprezy sportowej świata dotarli do ścisłego finału. W obu przypadkach zmierzyli się z Argentyną. O ile po ciężkim boju ze złotymi medalami do domu wrócili Afrykańczycy, o tyle w Pekinie Lionel Messi, Angel Di Maria, Juan Roman Riquelme i spółka nie dali swoim rywalom większych szans i zgarnęli krążki z najcenniejszego kruszcu dla „Albicelestes”.











