Serbski obrońca nie przestaje wiosną zadziwiać kibiców oraz ekspertów. Po raz kolejny poprowadził swoją drużynę po trzy punkty, przy okazji strzelając dwie bramki. Tym samym kibice Legii Warszawa nie muszą się martwić nieobecnością Luquinhasa. Filip Mladenović pokazuje, że gra w polskiej lidze to tylko dla niego przystanek przed kolejną próbą na zachodzie Europy. Jego forma została dostrzeżona przez selekcjonera reprezentacji Serbii, który powołał go na najbliższe mecze.
Kiedy latem ubiegłego roku prezes Mioduski dokonywał kolejnych transferów, jego przybycie przeszło bez większego echa. Spowodowane mogło to być tym, że Serb do klubu przychodził za darmo. Z „Wojskowymi” podpisał kontrakt na trzy lata. Wtedy nikt nie przypuszczał, że będzie to najlepszy transfer klubu w ostatnich latach. Trzeba przyznać, że jego pobyt w ekstraklasie faktycznie podnosi poziom rozgrywek w skali kraju. Dlatego też warto się nim cieszyć, dopóki gra w Polsce.
Dobrze było już w Lechii
Nie można zauważać tylko ostatnich poczynań obecnego piłkarza Legii, gdyż Filip Mladenović był już wcześniej wyróżniającą się postacią na boiskach ekstraklasy w barwach Lechii. Wszak to z nim w składzie klub sięgnął po trzecie miejsce w lidze oraz zagrał w finale Pucharu Polski. Przez cały swój pobyt zaliczył dla gdańszczan 74 występy, w których zdobył trzy bramki.
Warto również pamiętać, że Serb pojawił się w Polsce po półtora roku bez gry w poważną piłkę. O tym wszystkim mówi nam nasz ekspert Paweł Gołaszewski z tygodnika „Piłka Nożna”: – Moim zdaniem Mladenović wcale nie eksplodował jakoś nagle z formą, ponieważ odkąd przyszedł do Polski, zawsze był topowym lewym obrońcą. Teraz po prostu ma lepszych kolegów niż w Lechii i chyba więcej miejsca na improwizację. Przyszedł do ekstraklasy, aby się odbudować po nieudanych pobytach w Niemczech i Belgii. W Lechii wrócił do dobrej formy, ale sam podkreślał, że czuje jeszcze rezerwy.
Być może przez to piłkarz nie zdecydował się jeszcze na kolejne wojaże po Europie, tylko został w warszawskiej Legii. Taki stan rzeczy z pewnością w tym sezonie wychodzi obu stronom na dobre.











