Jaap Stam przynajmniej na razie będzie wciąż kojarzony ze swoją bogatą karierą piłkarską, a nie z pracą szkoleniową. Zbyt dużym uproszczeniem byłoby jednak zrzucać na niego całą winę za słabe wyniki Feyenoordu Rotterdam.
Jeszcze w styczniu Feyenoord prowadzony przez Giovanniego van Bronckhorsta nie miał większych problemów z pokonaniem Ajaxu Amsterdam, stąd rozgromił go wówczas aż 6:2. W ubiegły weekend role jednak się odwróciły i to drużyna z Rotterdamu musiała uznać wyższość swojego największego rywala. Porażka 0:4 okazała się być gwoździem do trumny Stama, zaś jego podopieczni kłującym w oczy brakiem zaangażowania wydali wyrok na byłym wybitnym reprezentancie Holandii.
Ciało obce
Krytyka niegdyś świetnego defensora nie zaczęła się jednak wraz z porażką w „De Klassieker” ani nawet po wcześniejszych, słabych spotkaniach w wykonaniu Feyenoordu. Tak naprawdę Stamowi od początku nie ufali kibice, a wielkich efektów jego pracy nie spodziewali się dziennikarze. Dla tych pierwszych jest on postacią kojarzoną przede wszystkim ze śmiertelnym wrogiem, czyli Ajaxem, w którym grał przez jeden sezon jako piłkarz i pracował później w roli szkoleniowca drużyny juniorów. Drudzy poddawali z kolei pod wątpliwość jego realne umiejętności jako trenera.
Tak naprawdę Stam nie ma bowiem bogatego doświadczenia szkoleniowego. Co prawda przez prawie dwa lata prowadził angielskie Reading, lecz szło mu poprawnie tylko w pierwszym sezonie – w drugim został zwolniony, kiedy na osiemnaście spotkań w Championship wygrał zaledwie jedno. Nie osiągał także nadzwyczajnych wyników z występującym w Eredivisie PEC Zwolle, po tym jak w grudniu ubiegłego roku przejął ten zespół jako tymczasowy trener.
Holenderskie media dzień po „De Klassieker” nie zostawiły więc suchej nitki na Stamie, a wydawany w Amsterdamie dziennik „Der Telegraaf” wysłał nawet swojego reportera na ulice Rotterdamu. Kibice rozmawiający z jedną z największych gazet w kraju nie ukrywali, że drużynie brakuje przede wszystkim woli walki (w meczu z Ajaxem tylko jeden piłkarz Feyenoordu ujrzał żółtą kartkę), natomiast Stam mimo swojej dawnej pozycji na boisku nie potrafi nauczyć swoich drużyn efektywnej gry w obronie.
Złe transfery
Fani „Portowców” nie są również zadowoleni z postawy poszczególnych zawodników, szczególnie tych sprowadzonych w lecie właśnie przez Stama. W tym kontekście najczęściej przewijającym się nazwiskiem jest argentyński stoper Marcos Senesi. Defensor sprowadzony za blisko 7 milionów euro z San Lorenzo mocno zawodzi, a niektórzy holenderscy dziennikarze porównują go do Matthijsa de Ligta z Juventusu Turyn. W normalnych warunkach byłby to oczywiście komplement, ale w tym kontekście chodzi o łączący Argentyńczyka i Holendra wyjątkowo słaby początek w nowym klubie. Senesi gra bowiem nerwowo i zachowuje się jakby był wystraszony faktem, że nagle znalazł się w zupełnie nowym otoczeniu.












