W grupie A karty zostały rozdane już podczas poprzedniej kolejki. Niewiadomo było tylko, kto zajmie pierwsze miejsce w grupie. Po ostatniej serii spotkań wykrystalizowały się dwie pierwsze lokaty. Tottenham po fantastycznym widowisku w Enschede zremisował z tamtejszym Twente, a Inter skompromitował się na Wesserstadion.
Twente – Tottenham
Tottenham nie przyjechał do Enschede, aby odrobić pańszczyznę. Harry Redknapp postawił na piłkarzy pierwszego zespołu, czym wysłał wyraźny komunikat, że w grupie chce zająć pierwsze miejsce. Groźna akcja gospodarzy została przeprowadzona już w 4. minucie. Na strzał zza pola karnego zdecydował się De Jong, ale na posterunku był Gomes. W 12. minucie doszło do kuriozalnej sytuacji. Peter Wisgerhof wycofał piłkę do bramkarza, który przy próbie wykopu, minął się z nią. Sytuacja bliźniaczo przypominała niechlubne wyczyny polskich bramkarzy.

Gospodarze jednak nie podłamali się i rozpoczęli odrabianie strat. W 23. minucie sędzia Carlos Velasco Carballo podyktował dla Twente rzut karny. Jedenastkę na gola zamienił Denny Landzaat. Po chwili mogło się zrobić 2:1. Na strzał zdecydował się Rosales, ale w bramce dobrze spisał się Gomes. W 28. minucie o uderzenie z dystansu pokusił się Pawliuczenko, ale tym razem swoje winy odkupił Boschker. Przed przerwą swoje szanse mieli jeszcze jedni i drudzy, ale wynik się nie zmienił. Kibice zgromadzeni na stadionie nie mogli narzekać na poziom emocji.
W drugiej części byliśmy świadkami jeszcze ciekawszego pojedynku. Tuż po wznowieniu goście wyszli na prowadzenie. Autorem bramki został Jermain Defoe, który z bliskiej odległości pokonał Boschkera. Jednak jeśli ktoś przypuszczał, że gospodarze tak łatwo pozwolą wywieść Tottenhamowi trzy punkty, to byli w błędzie. Po stracie bramki od razu ruszyli do ataku. Dobrym strzałem głową popisał się Chadli, ale znów na przeszkodzie stanął Gomes. Twente dopięło swego w 55. minucie. Co nie udało się Belgowi, udało się Rosalesowi i na tablicy wyników pojawiło się 2:2. Odnotować należy, iż piękną asystą popisał się Janssen. Moment później na strzał z dystansu zdecydował się Palacios. Boschker odbił piłkę tak niefortunnie, że ta spadła pod nogi Defoe, a Anglik już wiedział co z nią zrobić. I znów sytuacja wróciła do punktu wyjścia i Twente musiało odrabiać straty.
W 64. minucie oglądaliśmy kolejną bramkę dla gospodarzy. Rzut wolny z okolicy 17. metra precyzyjnie wykonał Chadli i Gomes po raz trzeci musiał wyciągać piłkę z siatki. Od tego momentu obie drużyny nieco zwolniły tempo. Głównie ze strony Twente zdarzały się strzały, ale one nie stanowiła zagrożenia dla bramki „Kogutów”. Do końca meczu kibice nie obejrzeli już żadnego gola, ale mimo to nie mogą czuć się rozczarowani. Piłkarze obu drużyn stworzyli znakomite widowisko okraszone wieloma bramkami. Fani Twente mogą być mimo wszystko zadowoleni z postawy swoich pupili w tej edycji Ligi Mistrzów. Próg fazy grupowej okazał się zbyt wysoki, ale na osłodę pozostała gra w Lidze Europejskiej. Natomiast Tottenham może w tej edycji Champions League jeszcze sporo namieszać.
Werder – Inter
Gospodarze chcieli pożegnać się z piłkarską Europą w sposób godny. A takim osiągnięciem z pewnością jest pokonanie obrońców tytułu. Podopieczni Thomasa Schaafa od początku rzucili się na „Nerazzurri”, którzy w tym spotkaniu wyszli w eksperymentalnym składzie. W 20. minucie Torsten Frings po raz pierwszy przetestował Orlandoniego. Młody bramkarz spisał się jednak bez zarzutów. W ostatnich 15 minutach pierwszej połowy Werder zdominował rywali. Golkiper włoskiej drużyny miał ręce pełne roboty, ale nie dawał się skapitulować aż do 39. minuty.
Do dośrodkowanej piłki z rzutu rożnego przez Torstena Fringa wyskoczył Proedl. Austriak precyzyjnym strzałem głową pokonał Orlandoniego, czym wprawił w wielką radość kibiców zgromadzonych na Wesserstadion. Ostatnia akcja pierwszej odsłony należała do gości. Goran Pandev starał się uderzeniem głową pokonać Tima Wiese, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu.
Druga część meczu znakomicie rozpoczęła się dla gospodarzy. Piłkę zagrywał Huga Almeida, a w polu karnym najprzytomniej zachował się Marko Arnautović, który precyzyjnym strzałem pokonał Orlandoniego. Pech zdawał się nie opuszczać Interu. W 52. minucie kontuzji doznał Javier Zantetti i po chwili musiał zejść z boiska. A Werder nie poprzestawał na wyniku 2:0. Bardzo aktywny w ataku był Hugo Almeida, ale jego strzały najczęściej były niecelne.
Na dziesięć minut przed końcem Inter mógł dostać jeszcze dwa ciosy. Najpierw Per Mertesacker strzałem głową trafił słupek, a na drodze ku radości Aarona Hunta stanęła poprzeczka. Co nie udało się tym dwóm piłkarzom, udało się Claudio Pizarro. Peruwiańczyk w 88. minucie ustalił wynik na 3:0. Inter mógł zmniejszyć rozmiary porażki, ale strzał Pandeva zatrzymał się na poprzeczce. Ostatecznie po jednostronnym widowisko Werder pokonuje obrońców Ligi Mistrzów. Dla kibiców niemieckiego zespołu jest to osłodzenie tak szybkiego odpadnięcia z europejskich pucharów.
Szkoda,ze WERDER obudził się niejako dopiero na
koniec gry w europejskich pucharach;/...Ale
gratulacje za to zwycięstwo,naturalnie się
należą;)