Dwie porażki na starcie tej edycji Ligi Mistrzów nie złamały FC Porto. Drużyna Sergia Conceicao podniosła się w świetnym stylu i wygrała pozostałe cztery spotkania. To dało awans, a do tego pierwsze miejsce w grupie. Seria zwycięstw była nie tylko zasługą poprawy gry ofensywnej, ale także fenomenalnej formy bramkarza Diogo Costy. Równocześnie 23-latek zapisał się w historii Ligi Mistrzów, nie dając się pokonać z jedenastu metrów.
Strasznie chimeryczny jest w tym sezonie zespół FC Porto. Idealnie obrazuje to ich sytuacja w lidze portugalskiej, w której notują dosyć niemrawy początek. Zaledwie siedem zwycięstw w jedenastu kolejkach powoduje, że rozpędzona i bardzo chwalona Benfica odjechała im już na osiem punktów. Dołożyć do tego należy porażkę 0:1 w meczu bezpośrednim, rozegranym na Estadio do Dragao.
Jeszcze niedawno istniało duże prawdopodobieństwo, że również w rozgrywkach Ligi Mistrzów przygoda Porto nie potrwa zbyt długo. Przegrane pierwsze dwa mecze, odpowiednio 1:2 z Atletico i 0:4 z Club Brugge, sprawiły, że nie można było sobie już pozwolić na kolejne straty punktowe. Kluczem jednak okazał się dwumecz z Bayerem Leverkusen. Gra „Smoków” znacznie się poprawiła, czego rezultatem był komplet punktów. To pozwoliło nie tylko na złapanie oddechu, ale również przywróciło szanse na wyjście z grupy.
Dla FC Porto wszystko ułożyło się świetnie w piątej kolejce fazy grupowej. Pełna motywacja po porażce w klasyku z Benfiką pozwoliła zrewanżować się Club Brugge. Tym razem to ekipa z Portugalii wygrała na wyjeździe 4:0 i to w bardzo ładnym stylu. Tego wieczoru kluczowe dla ich dalszego losu sceny działy się w Madrycie. Atletico po dramatycznej końcówce zaledwie zremisowało 2:2 z Bayerem i to na kolejkę przed końcem zapewniło Porto wyjście z grupy. W ostatnim meczu przyszedł jeszcze czas na to, by zrewanżować się właśnie Hiszpanom, co także się podopiecznym Sergia Conceicao udało. Kolejny bardzo dobry mecz, wygrana 2:1 i przy remisie Club Brugge z Bayerem trochę niespodziewanie zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie.
Zamurowana bramka
Sześć bramek straconych w pierwszych dwóch meczach i na tym praktycznie koniec. Poza golem samobójczym w końcówce spotkania z Atletico FC Porto w pozostałych trzech spotkaniach z rzędu nie straciło bramki. To jednak nie tylko dzięki bardzo dobrej grze defensywnej. Tam pewne niedociągnięcia się zdarzały. Kluczem w tym wszystkim okazał się bramkarz Diogo Costa.
Ostatnio 23-letni wychowanek klubu wskoczył na bardzo wysoki poziom i wręcz zachwycał swoimi świetnymi interwencjami. Costa był w tak wybornej formie, że nie dało się go pokonać nawet z jedenastu metrów. Reprezentant Portugalii obronił trzy rzuty karne z rzędu – dwa w spotkaniach z Bayerem Leverkusen i jeden w starciu z Club Brugge. Tym zachwycił wszystkich i mocno zwrócił na siebie uwagę.










