„Superpuchar? Nie jest to najważniejsze trofeum, ale to wciąż trofeum”. W taki sposób Ronald Koeman próbuje wyśrodkować istotę tego pucharu. Pucharu, który, jak już wiemy, podniesie drużyna, która w teorii nie powinna mieć do tego prawa. Ale gdzie by tak mogło być, jeśli nie na Półwyspie Iberyjskim? To tam drużyna z Katalonii stanie przed reprezentantami Kraju Basków, aby wygrać coś, co do nich nie należy. Circus? Być może.
Niezrozumiałość Superpucharu chciałoby się już zostawić na boku, ale to jednak nieodzowna część tego tworu. O tym było wystarczająco przed tegorocznym Final Four, a i w trakcie, kiedy faworyci lekką reką mieli spotkać się w niedzielnym finale. Barcelonie ta sztuka się udała. Choć samo spotkanie sztuką nie było, tak awans piłkarze Koemana wywalczyli w serii „jedenastek”. Na boisku w Kordobie najbliżej teatralnego występu był ter Stegen. To on zapewnił „Blaugranie” awans do finału.
Dzień później tą samą drogą, choćby przez mękę, przejść mieli „Królewscy”. Lecz na niej stanęli dzielni Baskowie. Podopieczni Marcelino dwoma ciosami już w pierwszej połowie spotkania zagwarantowali sobie udział w finale miniturnieju. Choć znów los chciał, abyśmy w finale zobaczyli El Clasico, tak czeka nas powtórka Superpucharu z 2015 roku.
Ważne, nieważne. Być może jedyne
Sześć lat temu FC Barcelona oraz Athletic Bilbao zmierzyli się w finale Pucharu Króla. Katalończycy wygrali przekonująco, a w całym sezonie zgarnęli również La Liga oraz Ligę Mistrzów. Ich naturalnym rywalem w Superpucharze byli wówczas Baskowie. W tym roku wszystko odwróciło się do góry nogami. Jedynym słusznym obecnym tego przedsięwzięcia był Real Madryt. O trofeum powalczą więc ci, którzy w tym czasie powinni być myślami gdzie indziej. Ale nie są, a to dla nich istotne. Jest wielce prawdopodobne, że dla zwycięzcy dzisiejszego finału wygrany puchar okaże się tym jedynym w kampanii 2020/2021. Lepszy rydz niż nic.
– To trofeum jest ważne dla wszystkich – mówi kapitan Athletic Bilbao, Iker Muniain. Nic dziwnego, jeśli podobiznę takiego umieścił na swoim ciele. Po sześciu latach skrzydłowy staje przed szansą, aby ponownie skraść to trofeum Barcelonie. Czyżby drugie trofeum miało oznaczać drugi tatuaż na drugiej łydce?
Athletic Bilbao dość dzielnie rozprawił się z „Królewskimi”. Teoretycznie poradzili sobie lepiej niż sama Barcelona w starciu z Realem Sociedad. W nogach mają 30 minut mniej. Lecz ten stan rzeczy wynagrodził Barcelonie dłuższy o 24 godziny odpoczynek. Do tego pragnienie podniesienia tego trofeum, które może być większe niż u piłkarzy „Dumy Katalonii”












