Przed każdym wielkim turniejem eksperci typują faworytów i czarne konie, które niespodziewanie mogą osiągnąć wielki sukces i napsuć krwi wyżej notowanym rywalom. Jeżeli dzisiaj mielibyśmy wytypować zespół, który 10 lipca będzie cieszył się ze złotych medali, to chyba nie podjęlibyśmy się tego zadania.
Już w inaugurującym Euro 2016 spotkaniu było blisko niespodzianki. Francuzi męczyli się z Rumunami, a kiedy udało się im wyjść na prowadzenie – szybko je stracili. O uniknięciu wielkiego rozczarowania przesądził błysk geniuszu Dimitrija Payeta, który imponującym strzałem pokonał bramkarza rywali. Nie do końca zadowoleni z wyniku spotkania z Irlandią Północną powinni być także Polacy. Podopieczni Adama Nawałki także dopisali sobie trzy punkty, jednak z tak słabym rywalem powinni udowodnić swoją dominację, wygrywając więcej niż tylko jednym wymęczonym golem.
Mistrzowskich aspiracji nie potwierdzili Hiszpanie. W meczu z Czechami byli bardzo blisko utraty punktów grając mocno statycznie. Zwycięstwo zapewnili sobie dopiero pod koniec meczu dzięki główce Gerarda Pique. Wszystkich zaskoczyła porażka Belgii z Italią. Wszyscy oczekiwali, że „Czerwone Diabły” potwierdzą swoją pozycję w rankingu FIFA i rozjadą osłabioną kadrę Antonio Contego. Tymczasem Belgowie byli cieniem zespołu z eliminacji i zasłużenie przegrali 2:0. Podopieczni Wilmotsa odbili się od włoskiego muru, o czym świadczy fakt, że aż osiem z ich osiemnastu strzałów zostało zablokowanych. Piłkarze z kraju czekolady tylko trzy razy zdołali zagrozić Buffonowi w polu karnym – reszta strzałów była oddawana z dystansu.
Porażka Belgów to w dużej mierze zasługa Marca Wilmotsa, który zaskoczył wszystkich przy doborze piłkarzy do podstawowej jedenastki. Dembele na ławce, Maroune Fellaini jako ofensywny pomocnik i Kevin De Bruyne na skrzydle – to nie mogło skończyć się dobrze w starciu z doświadczoną „Squadra Azzurra”.

Szczególnie nieefektywny w ofensywie był 24-letni pomocnik Manchesteru City. Zaledwie dwa udane zagrania do przodu na połowie rywali i aż cztery straty mówią same za siebie. Od zawodnika wartego 80 milionów euro oczekuje się jednak „odrobinę” więcej.
O ile porażkę z reprezentacją Włoch nawet tak przeciętną kadrowo można wytłumaczyć, o tyle trudno wyjaśnić wygraną 2:0 Węgrów z Austrią. Kiedy ekipa składająca się w dużej mierze z anonimowych w europejskiej piłce zawodników, gdzie pierwsze skrzypce w defensywie grają Richard Guzmics i Tamas Kadar, ogrywa zespół z 10. miejsca rankingu FIFA, przechodzącego koncertowo przez eliminacje, to wiedz, że coś jest nie tak. Podopieczni Bernda Storcka grali konsekwentnie i wyczekiwali na swój moment. Ten wykorzystał Adam Szalai, który na gola w ligowej piłce czekał prawie dwa lata. Austria w niczym nie przypominała siebie z eliminacji i zasłużenie przegrała. Jeżeli będzie tak dalej grać, to nie wróżymy jej zbyt długiego uczestnictwa w tegorocznym Euro.
Portugalia oddała 26 strzałów w meczu z Islandią, a mimo to nie wygrała.
Chociaż punkty straciła Portugalia, to nie zaprezentowała się najgorzej. Ambitnie walczący Islandczycy potrafili się sprzeciwić, pomimo zdominowania w pierwszej połowie. W kadrze Santosa wkradła się zbyt duża pewność siebie po pierwszych trzech kwadransach, ale bramka Bjornssona pozwoliła Islandii uwierzyć w siebie, i pozwolić na dalsze blokowanie do końca spotkania.
Po pierwszej kolejce Euro 2016 na miano czarnych koni wyrastają zespoły Włoch, Islandii i Węgier. Na nich zupełnie nikt nie stawiał, a pokazały otwarty futbol bez żadnych kompleksów. Trudno natomiast powiedzieć, kto jest głównym faworytem do tytułu. Jak na razie nikt nie zaprezentował się na tyle dobrze, aby wyjść przed szereg. Świadczy o tym fakt, że tylko Węgry, Niemcy i Włochy wygrały różnicą dwóch goli. W reszcie spotkań o zwycięstwie decydował zazwyczaj przebłysk jednego zawodnika bądź jedna składna akcja.