Reprezentant Hiszpanii strzelił dla Arsenalu Londyn rzadko spotykanego gola. Jednak druga strona medalu jest taka, że pomocnik nabawił się przy okazji kontuzji.
W miniony weekend Cesc Fabregas strzelił niesamowitego gola przeciwko drużynie Sunderlandu. Gdy na 32. metrze obrońca „Czarnych Kotów”, Anton Ferdinand, chciał wybić piłkę, jego uderzenie zostało zablokowane przez Hiszpana. Przypadkowy rykoszet spowodował, że futbolówka trafiła do siatki gospodarzy. Sytuacja niecodzienna i niezmierne szczęście zawodnika Arsenalu.

Jednak na tym limit szczęścia się skończył. W 29. minucie (kwadrans po golu) lider „Kanonierów” musiał opuścić boisko. Po meczu trener Arsenalu, Arsene Wegner, wyjawił, że Fabregasowi przytrafiła się kontuzja ścięgna udowego. Prawdopodobnie spowodowało ją uderzenie piłki zagrywanej przez Ferdinanda.
Od tego momentu rozpoczęły się kłopoty londyńczyków. W drugiej połowie czerwoną kartką ukarany został Alex Song, zaś w piątej minucie doliczonego czasu gry wyrównującą bramkę dla Sunderlandu strzelił Darren Bent. W ten sposób odwróciła się fortuna.
Jak długo Hiszpan nie zagra, tego nie wiadomo, lecz przypuszczalnie może być to kilka tygodni. Kibice „Kanonierów” z niecierpliwością wyczekują, czy jeden z najdziwniejszych ostatnio goli będzie tylko ciekawym incydentem, czy też kolejnym ciosem dla kadry ich ukochanego zespołu.











