Ma już za sobą debiut w Lidze Mistrzów, a także pojedynek z gwiazdami Manchesteru United. Choć w barwach Arsenalu rozegrał dopiero 12 spotkań, menadżer zespołu o Łukaszu Fabiańskim wypowiada się w samych superlatywach. A co o sobie samym mówi polski bramkarz?
Korespondencja z Anglii
Ośrodek treningowy Arsenalu jest położony w Saint Albans, na północ od Londynu, około 40 minut jazdy samochodem od Emirates Stadium. Co ciekawe, potężna baza szkoleniowa, na którą składa się także akademia „Kanonierów”, jest schowana za zwykłymi domami i naprawdę trudno ją znaleźć w tym sennym mieście hrabstwa Hertford.
Piątkowy trening piłkarzy się przedłużał, co zarazem opóźniało rozpoczęcie przedmeczowej konferencji prasowej z Arsènem Wengerem o, bagatela, półtorej godziny. I choć wielu dziennikarzy lokalnych gazet zaczynało narzekać, starałem się zobaczyć jak najwięcej. Mimo że ośrodek do najnowszych nie należy, nadal imponuje wielkością oraz funkcjonalnością. Ponadto jest kuźnią talentów, które francuski menadżer stopniowo wprowadza do pierwszego zespołu.
Łukasz Fabiański przyszedł po treningu ubrany bardzo modnie. Nie „gwiazdorzył”, cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Jeżeli nie miał o czymś zdania, szczerze to zaznaczał i przechodziliśmy do innego tematu. Imponował profesjonalnym i dojrzałym podejściem tak do swoje pracy, jak i życia. Co istotne, wyraźnie zaznaczył, gdzie zaczyna się sfera prywatności, którą sobie ceni i której nie chciałby przekraczać. Indywidualizm jest zapewne wpisany w specyfikę bramkarskiego bytu.
Robert Błaszczak: Możemy rozmawiać po polsku? Smolarek na początku przygody w Boltonie nie chciał odpowiadać na pytania w rodzimym języku.
Łukasz Fabiański: Szczerze, nie słyszałem o niczym takim.
Czy Ebi sobie poradzi w lidze angielskiej?
– A czemu nie? To świetny zawodnik, ma predyspozycje, aby zacząć grać częściej i lepiej. To jest Anglia, tutaj każdy potrzebuje czasu na aklimatyzację. Nie wszystko musi od razu wychodzić.
Ale Tobie ta sztuka udała się nader szybko.
– Jeżeli chodzi o moją osobę, to faktycznie nie miałem z tym problemów. Atmosfera, która panuje w klubie, pozytywnie wpływa na odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Jestem otoczonym ludźmi młodymi, w podobnym wieku. Okres aklimatyzacji minął łatwo i przyjemnie.
Jakiś swój udział w tym masz, bowiem grasz bez zarzutów. Co więcej, wchodząc przeciwko United zaprezentowałaś się bardzo pewnie! Ręce nie zadrżały?
– No właśnie nie! I to nie chodzi o rywala, ale pierwszy raz w karierze zdarzyła mi się sytuacja, abym wszedł w takim momencie meczu. Wcześniej, będąc rezerwowym, na boisku pojawiałem się w przerwie. Przeciwko ManUtd zagrałem od około 75. minuty. Coś nowego dla mnie, nie miałem rozgrzewki typowo bramkarskiej. Ale żadnego niepotrzebnego stresu nie czułem. Aż sam byłem tym zaskoczony. Może pewności dodał mi występ w meczu Ligi Mistrzów? Na pewno ułatwiło to sprawę.










