Za nami kolejny Boxing Day. Pomimo tego, że jak zwykle ostrzyliśmy sobie zęby na ten dzień, to raczej trudno zadowolić się średnią minimalnie przekraczającą dwa gole na mecz.
Naszą świąteczną ucztę zaczynaliśmy na Britannia Stadium, gdzie tradycyjnie wiało. Tym razem był to powiew grozy, który był ukierunkowany na jedną osobę – Louisa van Gaala. Już w środku tygodnia angielskie media hucznie wieściły, że czas Holendra dobiegł końca. Wielu kibiców United tym samym wpadło w ekstazę, odbierając to jako wymarzony, wręcz utopijny prezent pod choinkę, jednak radość okazała się przedwczesna. Van Gaal nadal jest na swoim stołku i wciąż kompromituje zasłużony klub. Kolejny raz jego podopieczni zaprezentowali nużący futbol, który może przypaść do gustu tylko ludziom poszukującym alternatywy dla harakiri. Porażka ze Stoke była dla gości czwartą z rzędu, a ostatni raz komplet punktów zdobyli ponad miesiąc temu.
Natomiast w niebieskiej części Manchesteru kibice cieszyli się nie tylko z kolejnego potknięcia rywala, ale również z efektownego zwycięstwa własnego zespołu, choć trzeba przyznać, że mierząc się u siebie z Sunderlandem, w ciemno można dopisać sobie trzy punkty. Z dotychczasowych delegacji drużyna „Big Sama” przywiozła jedynie cztery punkty, co jest najgorszym wynikiem w BPL. Wydarzeniem tego spotkania było oficjalne zaprezentowanie nowego herbu „The Citizens”, który, jak jednak wiemy, wyciekł do internetu już przed dwoma dniami.











