W 1. kolejce Premier League Everton grał na wyjeździe z Tottenhamem Hotspur. Mecz zakończył się dosyć pewnym zwycięstwem drużyny Carlo Ancelottiego. Ekipa z Liverpoolu była znacznie lepsza od tej z Londynu, co miało też swoje odzwierciedlenie w wyniku. Everton wygrał po raz pierwszy z klubem z TOP 6 od grudnia 2013 roku. To daje jasny sygnał, że „The Toffees” mogą realnie powalczyć o zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.
W kontekście Evertonu i zakończenia przez niego sezonu w TOP 6 mówi się od niepamiętnych czasów. Przy każdym starcie nowej kampanii Premier League mówimy, że „The Toffees” w końcu mogą namieszać w czołówce. Argumentujemy to zawsze dobrymi, przynajmniej na papierze, transferami, coraz bardziej zgraną ekipą, dobrym trenerem i… zawsze się mylimy.
Sezon 2020/2021 ma być jednak dla zespołu Carlo Ancelottiego wyjątkowy. Everton faktycznie wygląda teraz na dobrą, zgraną drużynę. Niech świadczy o tym fakt, że pokonał na wyjeździe Tottenham Hotspur, czyli jedną z drużyn, która jest jednym z kandydatów do zakończenia rozgrywek w TOP 6. Pojawiła się szansa, którą po prostu trzeba wykorzystać, ponieważ Everton w końcu ma argumenty, aby skończyć sezon w czołówce. Poniżej prezentujemy kilka z tych argumentów.
Spokój w środku pola
Klub z aspiracjami o najwyższe cele musi wygrywać walkę w środku pola, musi częściej utrzymywać się przy piłce i narzucać tempo gry. Everton problem miał z tym od zawsze. Niepewna druga linia, w której nie było wyraźnego lidera, nie zwiastowała niczego dobrego. W meczach z rywalami z najwyższej półki „The Toffees” po prostu odstawali. Aż do teraz.
Carlo Ancelotti z problemów w linii pomocy doskonale zdawał sobie sprawę. Tuż przed startem Premier League klub ogłosił kupno piłkarza Napoli, Allana, którego to „Carlotto” już znał, ponieważ trenował go właśnie w Neapolu. Allan to walczak, który wie, jak zapanować w środkowej części boiska. Nie boi się wykonać ryzykownego wślizgu, wyskoczyć do główkowego pojedynku. Zrobi wszystko, o co poprosi go trener.
Tak było właśnie w meczu z Tottenhamem Hotspur. Ekipa Jose Mourinho swoje ataki zaczynała od własnej bramki, a kończyła już na środku boiska, gdzie stał czyhający, aby odebrać im piłkę, Allan. Dla wielu to Brazylijczyk był piłkarzem meczu. I trudno się nie zgodzić. Piłkarz nie wyglądał na debiutanta, tylko na weterana, który rozegrał już 300 meczów w Premier League.
Partnerem Brazylijczyka w środku pola był Abdoulaye Doucoure, pozyskany ze spadkowicza z poprzedniego sezonu, czyli Watfordu. Francuz przy Allanie, który wziął kwestie defensywne na siebie, miał wiele swobody. To piłkarz o charakterze box-to-box. Doucoure został kupiony z myślą, aby być mózgiem i silnikiem napędowym Evertonu w środkowej części boiska.











