W ostatnim meczu pierwszej kolejki Premier League Manchester United przegrał w wyjazdowym spotkaniu z Evertonem. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył najlepszy zawodnik na boisku, Marouane Fellaini.
Spotkanie od pierwszych minut było wyrównane, z lekką przewagą Evertonu. Gospodarze nic nie robili sobie z faktu, że ich rywale są jednym z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego, i skutecznie rozbijali ataki United, jednocześnie konsekwentnie budując własne akcje. David Moyes mógł z dumą patrzeć na to, co na boisku robili jego podopieczni. W 12. minucie sędzia po raz pierwszy był zmuszony do sięgnięcia po żółty kartonik, kiedy to brutalnym wślizgiem popisał się Paul Scholes. Kilkadziesiąt sekund później serce zaczęło szybciej bić kibicom United, kiedy Marouane Fellaini minął Valencię oraz Carricka i z ostrego kąta starał się pokonać bramkarza Manchesteru. Belg miał jednak pecha i trafił tylko w słupek. W 17. minucie zawodnik stoczył kolejny pojedynek z hiszpańskim golkiperem, tym razem była to walka o piłkę w powietrzu. De Gea po tym starciu przez krótką chwilę leżał na murawie, ale na szczęście nie było to nic poważnego i bramkarz mógł kontynuować grę.

Dopiero w okolicach 20. minuty „Czerwone Diabły” zaczęły przejmować inicjatywę, a szansę na zdobycie pierwszego gola miał Nani. Jego techniczny strzał minął jednak słupek bramki Evertonu. Zryw gości był tylko chwilowy, gdyż już kilka minut później znów było gorąco po przeciwnej stronie boiska. United nie dali się jednak zepchnąć do obrony i w 28. minucie mieli dobrą okazję do zdobycia gola z rzutu wolnego. Strzał Rooneya został jednak wybity na rzut rożny przez Tima Howarda. Takie sytuacje były jednak rzadkością, zdecydowanie lepiej na boisku prezentowali się gospodarze. Fellaini w znakomity sposób odnalazł się w roli zastępcy Tima Cahilla. Do spółki ze Stevenem Pienaarem sprawiali wiele problemów defensorom Manchesteru, którzy nie wyglądali najlepiej w dniu dzisiejszym. Jedynymi wyróżniającymi się piłkarzami przyjezdnych byli Kagawa i de Gea, którzy na tle kolegów wyglądali świetnie. Hiszpański bramkarz na pięć minut przed końcem pierwszej połowy kapitalną interwencją zatrzymał piekielnie mocny strzał Osmana, a kilka chwil później wybił zmierzającą w okienko bramki piłkę uderzoną przez Bainesa z rzutu wolnego. Tylko jego zasługą było to, że do przerwy na tablicy wciąż widniał bezbramkowy remis.
Drugą połowę z rozmachem rozpoczęli gospodarze. Leon Osman popisał się świetnym strzałem na bramkę, ale trafił tylko w poprzeczkę. Dziesięć minut później Everton wyszedł na zasłużone prowadzenie – z rzutu rożnego dośrodkował Jagielka, a piłkę głową do siatki skierował Fellaini, który wygrał pojedynek powietrzny z Carrickiem. Natychmiast zareagował na to Ferguson, który wysłał na rozgrzewkę swojego nowego asa – Robina van Persiego. Holender pojawił się na boisku w 68. minucie, zastępując Welbecka. Z minuty na minutę zawodnicy United coraz bardziej przejmowali inicjatywę, stwarzając sobie kolejne sytuacje podbramkowe, ale defensywa gospodarzy pozostawała bezbłędna.










