Pierwsze spotkanie 10. kolejki Premier League zakończyło się zwycięstwem Manchesteru United. Goście wywieźli trzy punkty z Goodison Park po bardzo zaciętym i szybkim spotkaniu. Jedyną bramkę strzelił Javier Hernandez w 19. minucie meczu.

Nie minęło jeszcze 30 sekund meczu na Goodison Park, a David de Gea został zmuszony, by interweniować po raz pierwszy. Świetnie z lewego skrzydła do środka pola karnego zbiegł Coleman, który chwilę później zdecydował się na strzał. W odpowiedzi ładną akcję również zakończoną uderzeniem skonstruowali gracze sir Aleksa Fergusona. Dobrze w polu karnym zachował się Welbeck, który, zbliżając się do linii końcowej, zdołał jeszcze dośrodkować. Podanie znalazł Park, który uderzył z pierwszej piłki. Dobrze ustawiony był jednak Howard i wynik nie uległ zmianie. Ze zdobycia bramki cieszyli się jako pierwsi kibicie przyjezdnych. W 19. minucie gola na 0:1 strzelił Javier Hernandez. Meksykanin wykorzystał dośrodkowanie Patrice’a Evry i, dokładając nogę, z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.
Po golu gra nieco się uspokoiła. „Czerwone Diabły” mądrze rozgrywały piłkę w środku pola, kiedy gracze „The Toffees” bezradnie za nią biegali. Gospodarze obudzili się po połowie godziny gry. W 32. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Dinijar Bilialietdinow. Rosjanin wywalczył rzut rożny. Dwie minuty później gospodarze mieli rzut wolny sprzed pola karnego. Do piłki podeszło trzech graczy Moyesa, a uderzył Louis Saha. Chwilę później celny strzał oddał Osman. W 36. minucie na uderzenie z dystansu zdecydował się Jack Rodwell. Strzał młodego Anglika był jednak niecelny. W 40. minucie gracze z Liverpoolu wywalczyli kolejny rzut wolny. Tym razem do piłki podszedł Baines. Lewy obrońca Evertonu uderzył świetnie, lecz do szczęścia zabrakło kilku centymetrów. Silnie kopnięta piłka gruchnęła w poprzeczkę i po koźle wróciła na boisko. „The Toffees” zmobilizowali się na końcówkę pierwszej połowy i za wszelką cenę próbowali zdobyć kontaktowego gola. De Gea musiał dwukrotnie interweniować po strzałach Louisa Sahy, ale do wyrównania nie doszło i Manchester schodził do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, po golu Chicharito.
Na drugą połowę gracze z Manchesteru wyszli bez zmian, ale w ekipie gospodarzy za Bilialietdinowa wszedł Ross Barkley. Pierwsze minuty drugiej części gry nie należały do emocjonujących. Gracze Moyesa wzięli się ponownie za odrabianie strat od mniej więcej 53. minuty. Wtedy to sygnał do ataku dał Jack Rodwell, który por raz drugi próbował pokonać golkipera United. Tym razem Anglik uderzył dużo mocniej i de Gea naprawdę musiał się wysilić, żeby sparować strzał. Chwilę później świetnym dośrodkowaniem popisał się Coleman. W odpowiedzi, w 62. minucie po wyśmienitym dośrodkowaniu Rooneya w sytuacji strzeleckiej znalazł się Welbeck. Angielski snajper posłał potężną bombę w stronę bramki Howarda, ale Amerykanin zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Chwilę później ponownie interweniował z powodu Naniego, który chciał zaskoczyć amerykańskiego bramkarza strzałem z większej odległości.











