W sobotnie popołudnie doszło do dwóch kolejnych bardzo ciekawych spotkań. Będący na fali wznoszącej Everton pokonał Southampton 3:1, a wygłodniały sukcesów Liverpool zdemolował na Carrow Road Norwich aż 5:2.

Wydaje się, że to jest właśnie ten sezon, w którym podopieczni Davida Moyesa zrobią krok naprzód, który umożliwi im wejście do elity Premier League. „The Toffees” przed sobotnim meczem zajmowali wysokie, 4. miejsce z 10 oczkami na koncie. Ich przeciwnicy, beniaminek z Southampton, plasowali się na pozycji 16. z zaledwie trzema zdobytymi punktami. Należy jednak pamiętać, iż popularni „Święci” mieli bardzo trudny początek rozgrywek, zdążyli bowiem rozegrać już mecze z oboma potentatami z Manchesteru, a także z Arsenalem. Sam menedżer Nigel Adkins powiedział niedawno w wywiadzie, że tak naprawdę dla nich sezon rozpoczyna się dopiero teraz. Słowa dotrzymał, przed tygodniem „Święci” zdeklasowali Aston Villę 4:1, a król strzelców Championship, Rickie Lambert, udowodnił, że niestraszne mu są i boiska najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii.
Mecz zaczął się wspaniale dla gości z St Mary’s Stadium. Już w 6. minucie piękne podanie Adama Lallany’ego wykorzystał pozyskany przed sezonem Gaston Ramirez. Szok i 1:0 dla „Świętych”! Nigel Adkins mówił po transferze urugwajskiego pomocnika, iż może on zostać dla klubu kimś tak ważnym, jak w przeszłości Matt Le Tissier. Ramirez zaczął więc spłacać kredyt zaufania, jakim obdarzono go w nowej drużynie. Goście cieszyli się prowadzeniem przez 19 minut. W 25. minucie Leon Osman doprowadził do wyrównania, asystę zaliczył powracający do wyjściowego składu chorwacki snajper Nikica Jelavic. Głodny gry po kontuzji napastnik dwoił się i troił, a jego starania przyniosły efekty. Jelavic urządził sobie prawdziwy „one man show”, zdobywając kolejne dwa gole jeszcze przed przerwą. Najpierw w 32. minucie wykorzystał podanie Kevina Mirallasa, a sześć minut później wpakował piłkę głową do siatki po asyście Seamusa Colemana. Swoją szansę miał także rozgrywający kapitalny sezon Marouane Fellaini, ale jego główka zatrzymała się na poprzeczce argentyńskiego bramkarza, Paolo Gazzanigi. W drugiej odsłonie gry do roboty starali się wziąć „Święci”, ale strzały Jaya Rodrigueza (51. minuta) oraz Adama Lallany’ego (56.) nie znalazły drogi do siatki Tima Howarda. Pomiędzy 59. a 62. minutą meczu swoje trzy szanse na podwyższenie rezultatu miał Everton, ale zmarnowali je kolejno Jelavic, Osman oraz Fellaini. Sześć minut później do asysty mógł dołożyć bramkę Kevin Mirallas, ale przestrzelił. Nie lepszy był strzelec pierwszego gola w meczu, Gaston Ramirez. Pomiędzy 69. a 70. minutą miał dwie okazje do zdobycia kontaktowej bramki, obie zmarnował. Później oglądaliśmy parę zmian, szkoleniowcy zdecydowali się na roszady w swoich teamach. Za niewątpliwego bohatera meczu Nikice Jelavica David Moyes desygnował na murawę będącego ostatnio w gazie Victora Anichebe, a Kevina Mirallasa zastąpił dynamiczny Bryan Oviedo. Po stronie Southampton z boiska zeszli Nathaniel Clyne oraz Jay Rodriguez, a na plac gry wbiegli Ben Reeves oraz Emmanuel Mayuka. „Święci” nie poddawali się, ale strzały Ramireza (który to już z kolei?) oraz Lamberta nie doszły do celu. Ze strony Evertonu odgryzł się jeszcze Fellaini, ale i on nie zdołał strzelić gola. Mecz skończył się rezultatem 3:1. Było to niewątpliwie kolejne udane popołudnie dla chłopców Davida Moyesa.











