Kibice Manchesterów, Barcelony, Realu czy nawet Atalanty przeżywali w środku tygodnia emocje związane z występem ich ukochanej drużyny na arenie międzynarodowej. Liga Mistrzów i Liga Europy wystartowały i mogliśmy oglądać starcia „Barcy” z Juventusem, Rzeźniczaka z Chelsea, powrót Milanu do Europy i pierwszy mecz Arsenalu w pucharze pocieszenia. No właśnie, dla jednych Liga Europy to swoiste pocieszenie, a dla innych szczyt marzeń. Na próżno szukać tam polskich drużyn, które odpadły w eliminacjach. Czy taki stan rzeczy ma jakieś plusy?
Owszem, ma. Jak wszyscy wiemy, temat zmęczenia zawodników w naszej lidze jest bardzo częsty i odmieniony już został przez wszystkie przypadki. Rozmowa o nim zaczyna się u nas już w okolicach lipca i ciągnie przez cały sezon. Europejskie puchary tylko by to spotęgowały…
W tygodniu można odpocząć

Mamy pierwszy plus. Nasi przemęczeni zawodnicy nie są zmuszani do wyjazdów w środku tygodnia, jeśli akurat nie gra Puchar Polski lub nie ma kolejki ligowej, na przykład w środę. Kiedy najlepsi piłkarze świata, lub nawet ci mniej lepsi – jak Rzeźniczak, który może i dostał 6:0 od londyńskiej Chelsea, ale jednak w Lidze Mistrzów ze swoim klubem gra – kiedy oni wszyscy rozgrzewają się przed ważnym meczem, zasiadają na ławkach rezerwowych lub wybiegają na boisko, to nasi kopacze otwierają piwko i zasiadają przed telewizorem. Mogą spędzić wtedy czas z synem i żoną (jeśli lubi piłkę…). Powiedzcie mi, kto nie lubi otworzyć browarka w środowy wieczór i obejrzeć sobie taką Ligę Mistrzów? Wszyscy lubią! I nasi piłkarze też. Tak bardzo, że postanowili w tym roku odpuścić puchary i skupić się na lidze – coby się nie zmęczyć.
Właśnie, zmęczenie jest tutaj kluczowe. Mamy wrzesień, za nami już kilka kolejek ligowych i nie oszukujmy się – zaczyna pojawiać się przemęczenie materiału. Te kilka kolejek było męczące niczym wypicie kilku kolejek w klubie nocnym, więc i forma może się już nieco chwiać. Wszak zmęczona noga to nie to samo, co wypoczęta noga. Wyobraźcie sobie, że oprócz ligi nasi ukochani gladiatorzy z LOTTO Ekstraklasy musieliby grać też w środku tygodnia… Oni sobie to wyobrazili. I postanowili temu zapobiec, żeby później nie musieć leczyć.
Czy się robi, czy się leży (tu wpisz kwotę) się należy
Jednak czy to wszystko ma sens w przypadku Kaspera Hamalainena, który inkasuje 500 tysięcy euro rocznie (w skali ekstraklasy to dużo, w skali świata – nie.) albo innych naszych ligowców, którzy zarabiają za dużo?
Jak wiemy, zarobki piłkarzy na całym świecie są wręcz absurdalne. Kiedy widzę, że jakieś Neymary, Tevez z nadwagą, lub nienadający się wiecznie młody talent Lingard zarabiają takie pieniądze, to zastanawiam się, czy aby na pewno to wszystko ma sens. No dobrze, piłkarz to teraz produkt marketingowy – daje zysk, więc i sam zarobić musi. Można to zrozumieć w przypadku tych najlepszych piłkarzy na świecie czy nawet najlepszego piłkarza w danym kraju, tak jak u nas Lewandowski czy w Kamerunie niegdyś Eto’o. Jednak czy to wszystko ma sens w przypadku Kaspera Hamalainena, który inkasuje 500 tysięcy euro rocznie (w skali ekstraklasy to dużo, w skali świata – nie.) albo innych naszych ligowców, którzy zarabiają za dużo?











