Anży Machaczkała ograło Lokomotiw Moskwa 3:1 (1:1) i wyprzedziło stołeczny zespół w ligowej tabeli. Bohaterem meczu był bez wątpienia Samuel Eto’o, który strzelił dwie bramki i zaliczył asystę przy samobójczym trafieniu Tarasa Burłaka.
Goście rozpoczęli z dużym animuszem. Już w 3. minucie świetną akcję przeprowadził Magomed Ozdojew, który przedarł się w okolice pola karnego Anży i oddał strzał na bramkę Władimira Gabułowa. Golkiper reprezentacji Rosji z pewnymi kłopotami poradził sobie jednak z tym uderzeniem. 120 sekund później niepotrzebna zabawa z piłką w wykonaniu Maksima Bielajewa mogła kosztować Lokomotiw utratę gola, lecz Guilherme w ostatniej chwili powstrzymał Samuela Eto’o.

Niestety, na kolejne ciekawe sytuacje kibice zgromadzeni na stadionie w Machaczkale musieli czekać aż do 25. minuty. Festiwal błędów obrońców „Parowozów” wykorzystał Samuel Eto’o, który wstrzelił futbolówkę na drugi metr, a Taras Burłak interweniował tak niefortunnie, że umieścił ją we własnej siatce.
Podopieczni Guusa Hiddinka cieszyli się prowadzeniem jedynie przez sześć minut. Wówczas to Maicon zagrał ze skrzydła do Romana Pawliuczenki, a były gracz m.in. Spartaka Moskwa i Tottenhamu wypuścił w bój Denisa Głuszakowa. Kapitan Lokomotiwu wyprzedził Christophera Sambę oraz Joao Carlosa i mocnym strzałem przy słupku doprowadził do wyrównania. Było to dziesiąte trafienie pomocnika „Parowozów” w bieżącym sezonie.
Po stracie bramki piłkarze Anży natychmiast ruszyli do ataku. Najlepszą okazję do zmiany wyniku miał w 39. minucie Eto’o. Doświadczony Kameruńczyk uderzył bardzo mocno z ostrego kąta, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. Już w doliczonym czasie gry zza pola karnego strzelał Pawliuczenko, lecz nie zdołał wpisać się na listę strzelców. Na przerwę obie ekipy schodziły więc przy rezultacie remisowym.
Początek drugiej połowy był pokazem nieskuteczności z obu stron. Dość powiedzieć, że na pierwsze uderzenie w tej części meczu trzeba było czekać aż do 61. minuty. Pawliuczenko chybił jednak celu. 180 sekund później takich problemów nie miał natomiast Eto’o, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Kapitan Anży bez trudu ograł Bielajewa i precyzyjnym strzałem przy słupku zaskoczył Guilherme.
Tymczasem kłopoty gości narastały z każdą minutą. Urazów uniemożliwiających dalszą grę nabawili się Pawliuczenko i Maicon. W ich miejsce Jose Couceiro musiał wpuścić na boisko Victora Obinnę oraz Dmitrija Syczowa.
To jednak nie rezerwowi napastnicy, ale Denis Głuszakow był najgroźniejszym zawodnikiem Lokomotiwu. Pomocnik stołecznej ekipy był bliski szczęścia w 74. minucie, lecz jego uderzenie było minimalnie niecelne. Dziesięć minut później Gabułow musiał się mocno wysilić, by wybić na rzut rożny piłkę uderzoną przez Andrieja Jeszczenkę. Chwilę później do bramki Anży trafił Syczow, jednak sędzia słusznie nie uznał tego trafienia, sygnalizując pozycję spaloną napastnika gości.











