Sezon 2016/2017 piłkarskiej Lotto Ekstraklasy dobiega końca. Do ostatniej kolejki trwa walka o mistrzowski tytuł i o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Pierwszym zespołem, który opuści po zakończeniu zmagań „najlepszą ligę świata”, jest borykający się z nie tylko sportowymi problemami Ruch Chorzów, czyli jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce. Koniec sezonu to świetny czas na analizy, dlatego piłkarscy eksperci co rusz wyrażają swoje, najczęściej krytyczne, opinie dotyczące aktualnego systemu rozgrywek Ekstraklasy. Główny zarzut to „niesprawiedliwość”. Spróbuję więc przeanalizować, czy to oskarżenie jest słuszne.
30 kolejek i podział punktów
Piłkarze ekstraklasowych ekip już od czterech lat rozgrywają o siedem kolejek więcej niż w poprzednich sezonach. Zapewne wszyscy kibice polskiej piłki nożnej znają zasady obowiązujące w systemie ESA37. Dla ścisłości pokrótce przypomnę jednak podstawowe wytyczne tego schematu. Szesnaście klubów rywalizuje systemem „każdy z każdym” przez 30 kolejnych serii gier w dwóch rundach – jesiennej i wiosennej. Po zakończeniu tych zmagań, tabela zostaje podzielona na dwie części, dzięki czemu zostaje utworzona grupa mistrzowska, którą tworzą zespoły zajmujące miejsca od pierwszego do ósmego, i grupa spadkowa, złożona z ekip z lokat 9–16. To jednak nie koniec atrakcji. Po 30. kolejce punkty zdobyte przez wszystkie drużyny zostają podzielone przez dwa. W przypadku nieparzystej liczby punktów (po dokonaniu tego działania) dodaje się gratisowy punkt. Ekstraklasowe zespoły mają zatem do rozegrania siedem dodatkowych meczów wewnątrz nowo powstałych grup.
Punkt punktowi nierówny
Padają stwierdzenia, że punkty gromadzone do 30. serii spotkań są mniej ważne niż punkty, które zdobywa się w tzw. rundzie finałowej. Z jednej strony wypada się zgodzić z tą opinią, bo po rundzie zasadniczej trzy „oczka” za zwycięstwo to tak naprawdę tylko 1,5 punktu. Ale, idąc tym tokiem rozumowania: nie traci ten, kto przegrywa (0 nie dzieli się przez 2). Wynika z tego frapujące stwierdzenie, że w piłkarskiej Ekstraklasie opłaca się ponosić porażki.
Patrząc jednak na ten problem z innej strony, trzeba zwrócić uwagę na to, że wszyscy piłkarze grający na polskich boiskach są profesjonalistami, co niejednokrotnie podkreślają, a ich celem jest zwycięstwo w każdej potyczce. Skoro więc walczą o wygraną, ze świadomością, co nastąpi po 30. kolejce, to powinno im wystarczać wykonywanie swojej pracy według określonych reguł.
Niesprawiedliwy system?
Szczerze mówiąc, trochę dziwi mnie to stwierdzenie w odniesieniu do bieżącego układu rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Już od czterech lat trenerzy i zawodnicy w okolicach maja nagle przypominają sobie, że okradziono ich z należących im się punktów. Przyznaję, połowiczną rację – mają (3=1,5). Sens jednak w tym, że ogólne zasady dotyczące systemu zmagań: primo – są im znane znacznie wcześniej; secundo – zostały zatwierdzone przed sezonem przez wszystkie kluby biorące udział w rozgrywkach.











