Ernesto Valverde i Barcelona to szczęśliwy związek?


Za nami 101 występów Valverde w roli trenera "Dumy Katalonii". Kolejne kilkadziesiąt to kolejne trofea?

4 marca 2019 Ernesto Valverde i Barcelona to szczęśliwy związek?

Prawdopodobnie nie ma w tym sezonie innego trenera w Hiszpanii, który byłby tak krytykowany jak Ernesto Valverde. Ba, właściwie to jego praca oraz dokonania są umniejszane już od zakończenia poprzedniej kampanii. Co więcej, ogromny krąg kibiców Barcelony doczekał się nawet własnego określenia "antyvalverdyści". Pytanie, czy Andaluzyjczyk rzeczywiście zasługuje na tak nieprzychylne opinie.


Udostępnij na Udostępnij na

Najczęstszym zarzutem kierowanym w stronę byłego szkoleniowca Athleticu Bilbao jest styl. A konkretniej – jego brak. I szczerze mówiąc, niełatwo jest rozstrzygnąć tę dyskusję. Dobrych wyników oraz trofeów nie brakuje, jednak sposób, w jaki są one zdobywane, wywołuje wątpliwości. Wielu kibiców wciąż tęskni za erą Guardioli, ślepo wierząc, że ona powróci, ale… nie oszukujmy się. Nic nie zdarza się dwa razy, dlatego warto odłożyć różowe okulary i sprawiedliwie przeanalizować poczynania Valverde w tym sezonie.

 Dominacja nad Realem Madryt

Pamiętacie pierwsze El Clasico w trenerskiej karierze Ernesto Valverde? Przygotowania do sezonu 2017/2018, sromotna porażka 1:3. A potem kolejna, 0:2. W dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii Barcelona została zdeklasowana, a jej największe mankamenty obnażone. Nowy sternik zachłysnął się wodą już na starcie swojej przygody, ale nie na długo. „Duma Katalonii” po tym blamażu otrząsnęła się w sposób perfekcyjny, wygrywając ligę z tylko jedną porażką w przedostatniej kolejce i dokładając triumf w Copa del Rey.

Tamten dwumecz był zaliczany jeszcze do poprzedniego rozdania Luisa Enrique, dlatego nie weryfikował należycie kolejnego szkoleniowca. Katalończycy byli wtedy na etapie przebudowy i wdrażania innej filozofii, której owoce widzimy aż do dzisiaj. Przez dwa sezony Ernesto Valverde nie przegrał z Realem Madryt, a gdy przytoczymy bilans, ujrzymy zatrważający obraz – 15:4 w bramkach, cztery zwycięstwa i dwa remisy. Wniosek? Miłośnik Grecji potrafi trzymać największego rywala w garści tak jak swego czasu Pep Guardiola.

Oczywiście wyniki to tylko jedna z dwóch stron medalu. Starcie w Copa zakończyło się wynikiem 3:0 dla Barcelony, jednak nie liczbami należy się sugerować. One w tym przypadku dały złudzenie, które zakryło rzeczywisty obraz. „Królewscy” byli drużyną lepszą, fakt, ale nie wyrachowaną. Zatem zabrakło im tego, co kluczowe w dekalogu Valverde. Ostatni ligowy mecz odsłonił natomiast inne oblicze Andaluzyjczyka, czyli to… geniusza, który rozpracował taktykę Solariego oraz perfekcyjnie przygotował zespół w defensywie.

 Ernesto uczy się na własnym błędach

Cofnijmy się jeszcze raz w przeszłość. Mecz rewanżowy z Romą w Lidze Mistrzów, wielka klęska i oddanie pewnego (zdawało się) awansu. Spowodowane to było głównie tym, że forma fizyczna piłkarzy daleka była od ideału. Valverde rzadko stosował rotacje, co w szczególności dotyczyło formacji pomocników oraz Messiego z Suarezem, którzy nie zaznawali odpoczynku nawet w meczach ze słabszymi rywalami. Krytyka fanów uderzała w tę kwestię najmocniej i można powiedzieć, że z oczekiwanym skutkiem.

Trener „Blaugrany” już nie trzyma się żelaznej jedenastki oraz częściej daje szanse na grę wychowankom, czego również domagali się kibice. Celem najważniejszym w tym sezonie jest oczywiście Liga Mistrzów i to pospolite ruszenie na europejskie trofeum widać gołym okiem. Jeszcze rok temu „Barca” rozgrywała identycznym składem dwa mecze w ciągu kilku dni, natomiast w obecnej kampanii takie wydarzenie należy do rzadkości. Valverde szachuje siłami swoich podopiecznych na potrzeby kluczowych starć.

Przy czym warto zauważyć, że Barcelona w marcu wciąż rywalizuje na każdym polu. Liga z kolejki na kolejkę wydaje się coraz pewniejszą zdobyczą, a w Pucharze Hiszpanii największa przeszkoda została wyeliminowana. Jedynie dwumecz z Olympique Lyon nie został rozstrzygnięty, jednak znając formę Katalończyków na Camp Nou, trudno będzie o inny wynik niż zwycięstwo. Kibice oczekują ładnego stylu, wirtuozerii czy fajerwerków na boisku, ale nie to definiuje kadencję Valverde. Dla niego najważniejszy jest efekt.

Wyniki a styl i przyszłość

Najważniejsze są jak najszybsze efekty pracy. A jej narzędzia stanowią jedynie dodatek do smacznego dania (tutaj można wstawić postać Arturo Vidala). I tak też można określić obecny sezon w wykonaniu „Barcy”. Zdarzają się spotkania niewarte oglądania, jak te chociażby z Athletikiem Bilbao, ale pojawiają się również spektakle, którymi można się delektować. Mecze z Sevillą, pogrom Levante i Realu czy spotkania w Lidze Mistrzów. Nie ma tego zbyt wiele, nie da się ukryć, ale lepszy rydz niż nic.

A żeby nie było zbyt kolorowo, należy pewne rzeczy wypunktować. „Duma Katalonii” jest niestety bardzo zależna od kilku piłkarzy, konkretnie dwóch: Messi i Ter Stegen. Dzięki tym jegomościom Valverde może spać spokojnie, a Barcelona wciąż znajduje się tam, gdzie jest, czyli m.in. na szczycie tabeli La Liga. Do tego postacią nieoczywistą, która dołącza do grona tych decydujących, jest Arthur, jego umiejętności w kontroli środka pola są wręcz wybitne. Ten Brazylijczyk będzie dla „Blaugrany” pociechą na wiele lat.

Tak samo jak nadchodzący de Jong oraz obecni już Dembele, Lenglet czy Alena. Przyszłość na boisku jawi się zatem w pozytywnym świetle, nawet mimo topornego stylu narzucanego z ławki trenerskiej. Valverde sukcesywnie opiera swoje dokonania na tych samych aspektach, ale co najważniejsze – udoskonala je i unika popełnionych wcześniej błędów. Co prawda małym kosztem w postaci mniejszej koncentracji na lidze, jednak skutecznie. „Barca” z Valverde idzie wzdłuż ścieżki usłanej sukcesami.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze