Emocjonujące derby Barcelony na remis. Wu Lei bohaterem


Lider tabeli kontra dwudziesta drużyna La Liga? Cóż, na boisku tego zupełnie nie było widać. Piłkarze Espanyolu walczyli dzielnie i wyrwali jeden punkt anemicznej Barcelonie

4 stycznia 2020 Emocjonujące derby Barcelony na remis. Wu Lei bohaterem
footballghana.com

Wyjazdowe spotkanie Barcelony z dwudziestą drużyną tabeli. Co może pójść nie tak? Cóż, ekipa Ernesto Valverde po raz kolejny traci punkty poza Camp Nou, prezentując frustrujący dla fanów futbol. Pochwały należą się graczom Espanyolu, którzy nie poddali się, odrobili straty, a mogli nawet wygrać. Derby Barcelony tym razem zdecydowanie nas nie zawiodły.


Udostępnij na Udostępnij na

Derby Barcelony, czyli lider La Liga kontra czerwona latarnia

Chociaż drużynie Espanyolu całkiem nieźle wiedzie się w europejskich pucharach, to na krajowym polu „Papużki” prezentują się dramatycznie. Z dorobkiem zaledwie 10 punktów zamykają ligową stawkę i coraz mocniej nad RCDE Stadium wisi widmo spadku. Nic więc dziwnego, że nastroje przed derbami wśród kibiców „Papużek” nie były przesadnie optymistyczne.

Jeśli gdzieś można było szukać nadziei dla gospodarzy, to w efekcie nowej miotły. Dzisiejsze starcie było bowiem debiutem Abelardo, który zastąpił Pablo Machina i stał się jednocześnie już trzecim szkoleniowcem Espanyolu w tym sezonie.

Łączone ścieżki Abelardo i Valverde

Warto tutaj przybliżyć szczególne znaczenie tego pojedynku dla trenerów obu drużyn. Wszakże Abelardo przez osiem sezonów reprezentował barwy FC Barcelona, dla której rozegrał 257 spotkań, wygrywając osiem trofeów.

Mecz był także okazją do nostalgicznego powrotu dla Ernesto Valverde. Obecny trener „Blaugrany” grał przecież w zespole „Papużek” i nawet dotarł z nimi do finału Pucharu UEFA w 1988 roku. Valverde do dziś jest mile wspominany na RCDE Stadium, a jedna z bramek wejściowych na stadion nosi nawet jego nazwisko. Jak donosi „Marca”, na tradycyjnym piątkowym spotkaniu obu trenerów Valverde usiadł nawet na miejscu przeznaczonym… dla szkoleniowca Espanyolu.

Widać więc, jak wiele podtekstów wisiało w powietrzu przed tym spotkaniem, które ostatecznie nie rozczarowało swoim poziomem.

Stary dobry „Valverdeball”

Pierwsza połowa w wykonaniu Barcelony była jednak wierną kontynuacją dotychczasowej filozofii Ernesto Valverde. Katalończycy grali powoli, wymieniając setki nic niewnoszących podań. W pewnym momencie spotkania Barcelona była przy piłce nawet przez 88% czasu gry. To jednak zupełnie nie przeszkadzało zawodnikom Espanyolu, którzy nie ograniczali się tylko do obrony. „Papużki” po dość przypadkowo strzelonej bramce poczuły krew – choć zazwyczaj ptaszki te do agresywnych nie należą – i chciały dobić grającą bez specjalnego pomysłu „Barcę”.

Twarzą „występu” Barcelony z pierwszej połowy został Ivan Rakitić, który został zmieniony już w przerwie spotkania. Chorwat był jednym z najbardziej irytujących zawodników „Blaugrany”, zupełnie nie potrafił bowiem uspokoić gry. Rakiticia zmienił Arturo Vidal i opłaciło się, bo Chilijczyk tuż po wejściu odmienił przebieg spotkania.

Vidal i Suarez dają chwilowe wytchnienie

To bowiem ta dwójka pozwoliła drużynie Valverde odrobić straty z nawiązką. Wystarczyło jej zaledwie 15 minut drugiej połowy, by na tablicy widniał wynik 2:1 dla gości. Najpierw Urugwajczyk wykorzystał znakomite dośrodkowanie Jordiego Alby, by później sam idealnie dośrodkował na głowę Arturo Vidala.

Warto tutaj na chwilę zatrzymać się nad formą urugwajskiego snajpera, w ostatnim czasie jest bowiem dla Barcelony nieoceniony. Za każdym razem, gdy kibice zaczynają wątpić w jego dalszą przydatność dla klubu, on zamyka usta swoim hejterom. Tylko od 23 listopada Suarez zdobył kluczowego gola w wygranym meczu z Leganes (1:2), asystował do Messiego przeciwko Atletico (0:1), zaliczył po jednej bramce i asyście przeciwko Mallorce i Realowi Sociedad, a z Deportivo Alaves zrobił prawdziwe show – jedna bramka i aż trzy asysty.

To jest także podstawowa różnica między Barceloną a Realem Madryt. W drużynie Valverde mimo i tak ogromnej zależności od Messiego znajdą się zawodnicy, na których można polegać. Nic więc dziwnego, że drugi strzelec Barcelony w lidze ma 11 trafień, a w zespole „Królewskich”… – 3. Dzisiaj jednak to Argentyńczyk zawiódł, gdyż oprócz jednej magicznej akcji nie potrafił pomóc drużynie w odniesieniu zwycięstwa.

Wu Lei bohaterem Espanyolu

Gdy wydawało się, że gospodarze nie podniosą się już po dwóch szybkich ciosach ze strony Barcelony, nagle stało się coś, co podłączyło ich do tlenu. Głupią czerwoną kartkę wyłapał Frenkie De Jong i od tego momentu obraz spotkania zmienił się o 180 stopni.

Podopieczni Abelardo zaczęli mocniej naciskać na gości, którzy wydawali się mocno zaskoczeni tak nagłą zmianą postawy swoich przeciwników. Dobra gra ostatecznie się opłaciła, świetnym trafieniem popisał się bowiem… Wu Lei.

Remis 2:2, ale przede wszystkim dobra gra mogą się okazać punktem przełomowym dla drużyny Abelardo. Ten trener pokazał już w Alaves, że potrafi z kiepskiego składu wykrzesać maksimum potencjału. Być może właśnie takiego wieczoru „Papużki” potrzebowały, by wreszcie uwierzyć w siebie. Ich sytuacja jest trudna, bo do pierwszego bezpiecznego miejsca tracą cztery punkty (i Mallorca ma jedno spotkanie więcej), ale nie takie historie w futbolu już widzieliśmy. My na pewno trzymamy za nich kciuki.

Barcelonę nawiedzają te same koszmary

Remis oznacza, że Katalończykom nie udało się zachować przewagi punktowej nad Realem Madryt. Drużyna Zinedine’a Zidane’a wygrała dzisiaj 3:0 z Getafe i dołączyła do Barcelony na pozycji lidera ligi hiszpańskiej.

To był kolejny frustrujący wieczór dla fanów „Dumy Katalonii”. Barcelona po raz kolejny próbowała oprzeć się wyłącznie na indywidualnościach, ale tym razem to nie wystarczyło. Nie pierwszy raz Katalończycy gubią punkty na wyjazdach, które powoli stają się ich piętą achillesową. Wszyscy pamiętamy ich ostatnie wyczyny w fazie pucharowej Lidze Mistrzów, a do tego dochodzą teraz słabe wyniki w delegacjach w Hiszpanii. Biorąc pod uwagę tylko wyjazdy, Barcelona uplasowałaby się zaledwie na czwartym miejscu w tabeli. I nie zapowiada się, by w najbliższym czasie miało się coś zmienić.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski