Wyjazdowe spotkanie Barcelony z dwudziestą drużyną tabeli. Co może pójść nie tak? Cóż, ekipa Ernesto Valverde po raz kolejny traci punkty poza Camp Nou, prezentując frustrujący dla fanów futbol. Pochwały należą się graczom Espanyolu, którzy nie poddali się, odrobili straty, a mogli nawet wygrać. Derby Barcelony tym razem zdecydowanie nas nie zawiodły.
Derby Barcelony, czyli lider La Liga kontra czerwona latarnia
Chociaż drużynie Espanyolu całkiem nieźle wiedzie się w europejskich pucharach, to na krajowym polu „Papużki” prezentują się dramatycznie. Z dorobkiem zaledwie 10 punktów zamykają ligową stawkę i coraz mocniej nad RCDE Stadium wisi widmo spadku. Nic więc dziwnego, że nastroje przed derbami wśród kibiców „Papużek” nie były przesadnie optymistyczne.
Jeśli gdzieś można było szukać nadziei dla gospodarzy, to w efekcie nowej miotły. Dzisiejsze starcie było bowiem debiutem Abelardo, który zastąpił Pablo Machina i stał się jednocześnie już trzecim szkoleniowcem Espanyolu w tym sezonie.
Łączone ścieżki Abelardo i Valverde
Warto tutaj przybliżyć szczególne znaczenie tego pojedynku dla trenerów obu drużyn. Wszakże Abelardo przez osiem sezonów reprezentował barwy FC Barcelona, dla której rozegrał 257 spotkań, wygrywając osiem trofeów.
Mecz był także okazją do nostalgicznego powrotu dla Ernesto Valverde. Obecny trener „Blaugrany” grał przecież w zespole „Papużek” i nawet dotarł z nimi do finału Pucharu UEFA w 1988 roku. Valverde do dziś jest mile wspominany na RCDE Stadium, a jedna z bramek wejściowych na stadion nosi nawet jego nazwisko. Jak donosi „Marca”, na tradycyjnym piątkowym spotkaniu obu trenerów Valverde usiadł nawet na miejscu przeznaczonym… dla szkoleniowca Espanyolu.
Widać więc, jak wiele podtekstów wisiało w powietrzu przed tym spotkaniem, które ostatecznie nie rozczarowało swoim poziomem.
Stary dobry „Valverdeball”
Pierwsza połowa w wykonaniu Barcelony była jednak wierną kontynuacją dotychczasowej filozofii Ernesto Valverde. Katalończycy grali powoli, wymieniając setki nic niewnoszących podań. W pewnym momencie spotkania Barcelona była przy piłce nawet przez 88% czasu gry. To jednak zupełnie nie przeszkadzało zawodnikom Espanyolu, którzy nie ograniczali się tylko do obrony. „Papużki” po dość przypadkowo strzelonej bramce poczuły krew – choć zazwyczaj ptaszki te do agresywnych nie należą – i chciały dobić grającą bez specjalnego pomysłu „Barcę”.












