Ponad połowa kwalifikacji za nami i sytuacja w grupach zaczyna się powoli wyjaśniać. Kilka zespołów ma już niemal zapewniony udział w turnieju, inne zmagają się z nieoczekiwanymi problemami. Tak właśnie jest w przypadku Belgii i Holandii.
Belgio, musisz
Belgia to drużyna po której spodziewać się można wiele. Ćwierćfinalista zeszłorocznego mundialu ma potencjał nie tyle na zakwalifikowanie się na Euro 2016, co nawet na wygranie całego turnieju. Bardzo młoda, a zarazem niezwykle doświadczona reprezentacja u szczytu formy jest w stanie pokonać każdego. Pomimo stosunkowo łatwej grupy eliminacje na przyszłoroczną imprezę nie odbywają się jednak po myśli podopiecznych Marca Wilmotsa.
Jeden z mniejszych krajów w Europie rozpoczął kwalifikacje tak, jak na wicelidera rankingu FIFA przystało: bezkarnie przejechali się po Andorze. Później rywale byli już nieco bardziej wymagający, ale po remisach z Bośnią i Walią Belgia nadal pozostawała niepokonana. Po zwycięstwach z Cyprem i Izraelem „Czerwone Diabły” uplasowały się na szczycie tabeli i wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jak się okazuje, przeciwnicy także punktowali, a gdy pomimo dużo słabszych statystyk od swoich rywali trzy punkty Walii zapewnił Gareth Bale, niespodziewanie zaczęło robić się gorąco.

Wpływ na to, że ekipa złożona w większości z graczy występujących w Premier League przegrała z Walią, mogła mieć atmosfera panująca w drużynie. Co prawda piłkarze między sobą dogadują się świetnie, ale kilka miesięcy temu media obiegła informacja o rzekomym odejściu Marca Wilmotsa. Belgijski selekcjoner ma w swoim kontrakcie dwumilionową klauzulę, którą podobno chętne aktywować było FC Schalke 04. Ostatecznie transfer nie doszedł do skutku, ale nastroje w zespole się nie poprawiły.
Jak widać na wyżej przedstawionej tabeli, sytuacja jest bardzo wyrównana – miejsce 2. od 5. dzielą zaledwie trzy punkty. W czwartek Belgia ponownie zmierzy się z Bośnią, to potencjalnie najsilniejszy rywal w tym zestawieniu.
– Zapominamy o poprzednich meczach i nie ma mowy o złych wynikach. Nie mamy już prawa do błędu – mówi Romelu Lukaku.
W najgorszym ze scenariuszy Belgowie po czwartku mogliby spaść aż na 4. miejsce (nawet piąte, ale Bośnia musiałaby wygrać…sześcioma bramkami), bo Izrael i Cypr nie grają bezpośredniego meczu.
Czwartkowy przeciwnik to nie jest drużyna z przypadku. Naszpikowanej takimi gwiazdami jak Dzeko czy Pjanić, reprezentacji Bośni i Hercegowiny zależy jednakowo na zdobyciu punktów jak Belgom. Podopieczni Mehmeda Bazdarevicia kwalifikacje zaczęli jeszcze gorzej i dla nich także to ostatni dzwonek na korzystny przebieg zdarzeń. Bośniacy.












