W piątek porażkę poniosła Jagiellonia, w sobotę GKS Katowice pokonał faworyzowany Raków Częstochowa, a Legia uległa Piastowi Gliwice. Lech Poznań, przystępując do niedzielnego starcia z Lechią Gdańsk, teoretycznie nie mógł sobie wyobrazić bardziej sprzyjających okoliczności… No właśnie, tylko teoretycznie. Ostatecznie wyszło dość zabawnie – przedostatnia w tabeli Lechia pokonała lidera 1:0.
PKO BP Ekstraklasa to liga, w której regularnie dzieją się rzeczy pozbawione jakiegokolwiek sensu – i 20. kolejka jest tego najlepszym przykładem. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas kolejny wyścig żółwi, w którym drużyny z czołówki będą tracić punkty znacznie częściej, niż powinny. Widzieliśmy to już w przeszłości, więc trudno oprzeć się wrażeniu, że historia znów może się powtórzyć. Kto ma obecnie największe szanse? Od czego będzie zależał końcowy układ tabeli?
Nie tak dawno…
Halo, to wcale nie było tak dawno! W sezonie 2023/2024 mistrzem została Jagiellonia, choć wywalczyła tytuł w ogromnych bólach. Siedem porażek, dziewięć remisów – dokładnie tyle samo, ile zanotował Śląsk Wrocław. Pod względem punktowym (zaledwie 63) był to najsłabszy mistrz Polski od momentu poszerzenia ligi do 18 klubów. Warto jednak pamiętać, że kilka kolejek wcześniej prowadzenie w tabeli stracił pewny siebie Śląsk. Pewny… do czasu. Wrocławianie, którzy do tego momentu punktowali solidnie, złapali zadyszkę, co Jagiellonia potrafiła wykorzystać – choć robiła to w dość nieporadny sposób. Obie drużyny wielokrotnie nie grały na miarę swojego potencjału i regularnie gubiły punkty.
Przejdźmy do konkretów: od 20. kolejki Jagiellonia w 14 meczach straciła punkty ośmiokrotnie, a Śląsk – aż dziewięć razy. W kontekście dwóch najsilniejszych zespołów w kraju brzmi to absurdalnie, ale tak właśnie było. Remisy i porażki z Ruchem Chorzów (przedostatnim klubem w tabeli) czy bardzo słabą w tamtym sezonie Cracovią miały kluczowe znaczenie dla końcowego układu tabeli. Takich meczów po prostu nie wolno przegrywać – a przynajmniej nie aż tak często…
W pewnym momencie do walki włączyła się nawet Legia Warszawa, która jesienią punktowała katastrofalnie. Ostatecznie skończyła na 3. miejscu, bo w końcówce sezonu ponownie złapała zadyszkę – porażki z Widzewem i Radomiakiem Radom przekreśliły jej szanse na mistrzostwo. Choć było blisko. A Lech Poznań? Najgorszy od lat „Kolejorz” i tak zakończył sezon na całkiem przyzwoitym, 5. miejscu. Cała walka o tytuł miała w sobie sporo absurdu – i nie można wykluczyć, że w tym sezonie zobaczymy powtórkę tej historii, tylko z innymi aktorami.












