Zima zbliża się do naszego kraju ogromnymi krokami, ale pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych na boiskach Ekstraklasy powinno być gorąco. Derby dwóch największych polskich metropolii: Krakowa i Warszawy oraz mecz Lecha z Ruchem to absolutne hity 14. kolejki spotkań polskiej ligi.

Gdyby nie obecność jednego człowieka, absolutnym faworytem 67. derbów Warszawy byłaby Legia. Zespół Jana Urbana wygrał ostatnie trzy ligowe mecze, a w ostatniej kolejce zanotował wyjazdowy triumf nad Wisłą Kraków. Sytuacja „Czarnych koszul” jest zgoła odmienna – trzy porażki z rzędu i przedostatnia pozycja w tabeli składają się na obraz beznadziei przy Konwiktorskiej. Światełkiem w tunelu ma być dla wszystkich ludzi, którym na sercu leży dobro Polonii, Jose Maria Bakero – była legenda Barcelony, człowiek reprezentujący barwy „Blaugrany” w czasach jej największej świetności. Czy jednak samo nazwisko, niepoparte trenerskim rzemiosłem, przełoży się na lepsze wyniki Polonii? Czy sprawdzi się ponownie efekt „nowej miotły”? Miejmy tylko nadzieję, że nie powtórzy się wynik z poprzedniej rundy, kiedy to oglądaliśmy nudny i mdły mecz zakończony bezbramkowym remisem. Skoro na ławkach trenerskich obydwu zespołów usiądą szkoleniowcy, którzy grali, z mniejszymi lub większymi sukcesami, w La Liga, to dlaczego nie mieliby stworzyć widowiska na miarę spotkań ligi hiszpańskiej?
W Sosnowcu będziemy świadkami derbów Krakowa. Irracjonalizm całej sytuacji potęguje fakt, że oba zespoły grają swoje mecze w roli gospodarza właśnie na Stadionie Ludowym. Co zatem odróżnia gospodarzy tego spotkania od gości? Fakt, że na trybuny wejdą tylko kibice krakowskiej Wisły. W obawie przed zamieszkami zdecydowano nie wpuszczać fanów Cracovii. Aby najtrafniej określić jedyne niedzielne spotkanie, należałoby sparafrazować znane reklamowe hasło:










