Miało być zupełnie inaczej – takie podsumowanie chyba najlepiej porównuje przedsezonowe oczekiwania kibiców i ekspertów oraz wyniki na koniec sezonu. Zapraszamy na krótką podróż z iGolem przez niedawno zakończony sezon.
Wielka rewolucja przy Łazienkowskiej
Ryszard Tarasiewicz miał dać sukces Wrocławiowi. Dał mu go jego następca (fot. Joanna Kaliszewska / igol.pl)
Jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń przed startem sezonu 2010/2011 była rewolucja w stolicy. Do sezonu przystąpiła zupełnie odmieniona Legia, która z wielką pompą przywitała nowy obiekt, strzelając pięć bramek Arsenalowi Londyn. Lepiej od drużyny Macieja Skorży sezon zaczął jednak lokalny rywal, który po czterech kolejkach przewodził ligowej tabeli. W gronie ligowych faworytów nie mogło zabraknąć mistrza Polski, Lecha Poznań, który transferem Rudnevsa rozwiązał problem z formacją ofensywną. Jak miały się szanse Wisły? „Biała Gwiazda” była w rozsypce – atmosfera w szatni i wiara zawodników w siebie bardzo osłabła po klęsce z Karabachem. Nie udało się drugie wejście Kasperczaka do tej samej rzeki i w trudnym przejściowym okresie na marynarza wiślackiego okrętu mianowano Tomasza Kulawika.
Analizując poczynania Jagiellonii w tym sezonie, można się złapać za głowę (fot. Maciej Gilewski / Jagiellonia.pl)
Kto miał spaść? Przede wszystkim głównym kandydatem do opuszczenia Ekstraklasy był Górnik Zabrze, który ledwo powrócił po ciężkich zmaganiach na zapleczu Ekstraklasy do najwyższej klasy rozgrywkowej. Obok niego równie „faworyzowana” była bytomska Polonia, która z roku na rok w wielkich bólach organizacyjno-finansowych utrzymywała się w Ekstraklasie. Często, trzeba przyznać, zajmując niespodziewanie wysokie miejsca.
Jeśli chodzi o tytuł największego rozczarowania Ekstraklasy, bez dwóch zdań miano to należy przyznać Lechowi Poznań (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
O pierwszym z nich było już głośno – w mediach mówiło się o nominacjach na trenera reprezentacji Polski. Drugi zaś w kadrze był już asystentem. Prowadzone przez nich Śląsk i Cracovia miały zatem wywierać silną presję na czołówce ligi. „Pasy” były świadome zbliżającego się wielkimi krokami powrotu na stadion przy ul. Kałuży. Jak było – pamiętamy wszyscy dobrze. Cierpliwość włodarzy krakowskiego klubu oraz prezesa Filipiaka została wystawiona na próbę ognia. Z młodym szkoleniowcem i składem wzmocnionym m.in. burundyjską perłą – Ntibazonkizą – Cracovia przegrywała od początku sezonu mecz za meczem. Trochę mniejsze wyzwanie stało przed zarządzającymi klubem z Wrocławia, który w tabeli lepszy był wówczas wprawdzie tylko od „Pasów”, jednak z czteroma punktami miał tylko sześć oczek straty do lidera.
Wiara i wola walki Cracovii zostały sowicie wynagrodzone (fot. www.cracovia.pl)
Przełomowa była siódma kolejka. Dla Ulatowskiego, bo odniósł pierwsze zwycięstwo, pokonując u siebie na otwarcie stadionu Arkę, dla Tarasiewicza, bo po porażce z Arką został ze swojej posady zwolniony. Siły spokoju przełożonym tego pierwszego starczyło na jeszcze dwa mecze bez zwycięstwa. W 10. serii spotkań krakowian poprowadził prowadzący Młodą Ekstraklasę Marcin Sadko.
Niesamowita „Jaga”
Robert Maaskant wraz z Stanem Valckxem utwierdzili wszystkich w przekonaniu o wielkiej renomie holenderskiego futbolu (fot. Leszek Wasilewski)
Wybór tego śródtytułu jest nieprzypadkowy. Pod wodzą Michała Probierza piłkarze z Białegostoku jako jedyni nie przynieśli nam wstydu w pucharach, dzielnie walcząc z Arisem Saloniki. Grosickiego i spółkę były szkoleniowiec Widzewa przygotował do rundy wzorowo, co było widać po wynikach osiąganych przez „Dumę Podlasia”. Komplet zwycięstw u siebie, pokonanie Lecha i Wisły pozwoliło białostoczanom zakończyć rundę na pozycji lidera.
Wraz z odejściem do Sivasporu najlepszego w zespole Grosickiego misternie tworzona przez Probierza mozaika poszła w niepamięć. Na zwycięstwo po rozpoczęciu rundy rewanżowej kibice zespołu czekali ponad miesiąc. Szkoleniowiec po porażce w Krakowie pogratulował już Wiśle nawet mistrzowskiego tytułu. Tymczasem po trzech kolejnych zwycięstwach strata do „Białej Gwiazdy” zmalała do trzech oczek. Piłki meczowej, czyli porażki krakowian z rewelacyjnym owego dnia Górnikiem, wykorzystać się nie udało i kolejne spotkania pogrążały najlepszą drużynę jesieni. Ostatecznie rzutem na taśmę i zwycięstwem z Ruchem u siebie udało się uratować dla Białegostoku europejskie puchary. Biorąc pod uwagę przedsezonowe oczekiwania, Jagiellonia powinna być zadowolona. Patrząc na realną szansę walki o mistrzostwo – zdecydowanie nie.
Klęska „Kolejorza”
Tylko połowę możliwych do zdobycia w tym sezonie punktów uzyskał Lech Poznań. A miało być tak pięknie… Tymczasem lechici, nieświadomi widocznie możliwości bycia pozbawionym gry w europejskich pucharach, Ekstraklasę wyraźnie zlekceważyli. Sygnałem tego była sytuacja po rundzie jesiennej, kiedy to Lech z zaledwie 19 punktami w 25 meczach zajmował… 11. miejsce w tabeli! Niesieni falą zwycięstw z Salzburgiem i Manchesterem oraz remisami z Juventusem poznaniacy w rundzie rewanżowej otrzymali bezwzględną lekcję pokory, przegrywając m.in. z Cracovią. Bardzo dobra gra defensywna kontrastowała z przeciętną ofensywą mistrza Polski. Tylko jedną bramkę zdobył sprowadzony w przerwie zimowej Ubiparip. Porównując dokonania Serba do osiągnięć najlepszego w Lechu Rudnevsa, nie można mieć wątpliwości, że zawiódł.
Lenczyk cudotwórca
Z misją zapewnienia utrzymania przy Oporowskiej zameldował się nestor polskiej myśli szkoleniowej – Orest Lenczyk. O czołówce nie było mowy nawet marzyć. Chyba, żeby… odwrócić tabelę. Niemożliwe, ale dokładnie tego dokonał jeden z najbardziej zasłużonych obecnie trenerów w kraju. Z przedostatniego w tabeli Śląska stworzył prawdziwy zespół, którego dwie najjaśniejsze gwiazdy – Mila i Kaźmierczak, piłkarze mający za sobą zagraniczne wojaże – błyskawicznie wyprowadziły Śląsk ze strefy spadkowej. Zatrzymać wrocławską maszynę do zdobywania punktów nie zdołał nikt aż do Korony, która przerwała serię 14 spotkań Śląska bez porażki. To nie załamało klubu ze stolicy województwa dolnośląskiego, który na podium Ekstraklasy uplasował się po raz pierwszy od 29 lat. Sukces ten wrocławianie przypieczętowali w ostatniej kolejce, z hukiem wyrzucając z szeregów Ekstraklasy Arkę Gdynia, gromiąc ją aż 5:0.
Holenderski happy end
Tak można powiedzieć o końcówce tegorocznego sezonu. Bieg Wisły na mistrzowskie tory nakierował przede wszystkim Robert Maaskant. Narzędzi do wykonania tego zadania dostarczył mu Stan Valckx, który był chyba najlepszym posunięciem transferowym Bogdana Basałaja. Zaciąg byłego dyrektora sportowego PSV spełnił pokładane w nim oczekiwania i doprowadził do tego, że tytuł mistrzowski powrócił pod Wawel. Wisła Maaskanta rodziła się początkowo w wielkich bólach – „Biała Gwiazda” po dziewięciu kolejkach miała zaledwie 12 punktów. Efektowne zwycięstwa z Legią, Lechią w rundzie jesiennej oraz przełomowe, jak przyznał w wywiadzie z nami Rafał Boguski, pokonanie na wyjeździe Cracovii po bramce w ostatniej minucie odmieniło obraz byłego trenera NAC Breda w oczach kibiców i włodarzy klubu. Sympatyczny Holender był ulubieńcem krakowskiej publiczności, która systematycznie skandowała jego nazwisko. Nie uległo to zmianie nawet w obliczu porażki w ostatnim spotkaniu, które oglądała rekordowa w tym sezonie liczba osób.
Miało być zupełnie inaczej – takie podsumowanie chyba najlepiej porównuje przedsezonowe oczekiwania kibiców i ekspertów oraz wyniki na koniec sezonu. Zapraszamy na krótką podróż z iGolem przez niedawno zakończony sezon.
Wielka rewolucja przy Łazienkowskiej
Ryszard Tarasiewicz miał dać sukces Wrocławiowi. Dał mu go jego następca (fot. Joanna Kaliszewska / igol.pl)
Jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń przed startem sezonu 2010/2011 była rewolucja w stolicy. Do sezonu przystąpiła zupełnie odmieniona Legia, która z wielką pompą przywitała nowy obiekt, strzelając pięć bramek Arsenalowi Londyn. Lepiej od drużyny Macieja Skorży sezon zaczął jednak lokalny rywal, który po czterech kolejkach przewodził ligowej tabeli. W gronie ligowych faworytów nie mogło zabraknąć mistrza Polski, Lecha Poznań, który transferem Rudnevsa rozwiązał problem z formacją ofensywną. Jak miały się szanse Wisły? „Biała Gwiazda” była w rozsypce – atmosfera w szatni i wiara zawodników w siebie bardzo osłabła po klęsce z Karabachem. Nie udało się drugie wejście Kasperczaka do tej samej rzeki i w trudnym przejściowym okresie na marynarza wiślackiego okrętu mianowano Tomasza Kulawika.
Analizując poczynania Jagiellonii w tym sezonie, można się złapać za głowę (fot. Maciej Gilewski / Jagiellonia.pl)
Kto miał spaść? Przede wszystkim głównym kandydatem do opuszczenia Ekstraklasy był Górnik Zabrze, który ledwo powrócił po ciężkich zmaganiach na zapleczu Ekstraklasy do najwyższej klasy rozgrywkowej. Obok niego równie „faworyzowana” była bytomska Polonia, która z roku na rok w wielkich bólach organizacyjno-finansowych utrzymywała się w Ekstraklasie. Często, trzeba przyznać, zajmując niespodziewanie wysokie miejsca.
Upadek Tarasiewicza i Ulatowskiego
Jeśli chodzi o tytuł największego rozczarowania Ekstraklasy, bez dwóch zdań miano to należy przyznać Lechowi Poznań (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
O pierwszym z nich było już głośno – w mediach mówiło się o nominacjach na trenera reprezentacji Polski. Drugi zaś w kadrze był już asystentem. Prowadzone przez nich Śląsk i Cracovia miały zatem wywierać silną presję na czołówce ligi. „Pasy” były świadome zbliżającego się wielkimi krokami powrotu na stadion przy ul. Kałuży. Jak było – pamiętamy wszyscy dobrze. Cierpliwość włodarzy krakowskiego klubu oraz prezesa Filipiaka została wystawiona na próbę ognia. Z młodym szkoleniowcem i składem wzmocnionym m.in. burundyjską perłą – Ntibazonkizą – Cracovia przegrywała od początku sezonu mecz za meczem. Trochę mniejsze wyzwanie stało przed zarządzającymi klubem z Wrocławia, który w tabeli lepszy był wówczas wprawdzie tylko od „Pasów”, jednak z czteroma punktami miał tylko sześć oczek straty do lidera.
Wiara i wola walki Cracovii zostały sowicie wynagrodzone (fot. www.cracovia.pl)
Przełomowa była siódma kolejka. Dla Ulatowskiego, bo odniósł pierwsze zwycięstwo, pokonując u siebie na otwarcie stadionu Arkę, dla Tarasiewicza, bo po porażce z Arką został ze swojej posady zwolniony. Siły spokoju przełożonym tego pierwszego starczyło na jeszcze dwa mecze bez zwycięstwa. W 10. serii spotkań krakowian poprowadził prowadzący Młodą Ekstraklasę Marcin Sadko.
Niesamowita „Jaga”
Robert Maaskant wraz z Stanem Valckxem utwierdzili wszystkich w przekonaniu o wielkiej renomie holenderskiego futbolu (fot. Leszek Wasilewski)
Wybór tego śródtytułu jest nieprzypadkowy. Pod wodzą Michała Probierza piłkarze z Białegostoku jako jedyni nie przynieśli nam wstydu w pucharach, dzielnie walcząc z Arisem Saloniki. Grosickiego i spółkę były szkoleniowiec Widzewa przygotował do rundy wzorowo, co było widać po wynikach osiąganych przez „Dumę Podlasia”. Komplet zwycięstw u siebie, pokonanie Lecha i Wisły pozwoliło białostoczanom zakończyć rundę na pozycji lidera.
Wraz z odejściem do Sivasporu najlepszego w zespole Grosickiego misternie tworzona przez Probierza mozaika poszła w niepamięć. Na zwycięstwo po rozpoczęciu rundy rewanżowej kibice zespołu czekali ponad miesiąc. Szkoleniowiec po porażce w Krakowie pogratulował już Wiśle nawet mistrzowskiego tytułu. Tymczasem po trzech kolejnych zwycięstwach strata do „Białej Gwiazdy” zmalała do trzech oczek. Piłki meczowej, czyli porażki krakowian z rewelacyjnym owego dnia Górnikiem, wykorzystać się nie udało i kolejne spotkania pogrążały najlepszą drużynę jesieni. Ostatecznie rzutem na taśmę i zwycięstwem z Ruchem u siebie udało się uratować dla Białegostoku europejskie puchary. Biorąc pod uwagę przedsezonowe oczekiwania, Jagiellonia powinna być zadowolona. Patrząc na realną szansę walki o mistrzostwo – zdecydowanie nie.
Klęska „Kolejorza”
Tylko połowę możliwych do zdobycia w tym sezonie punktów uzyskał Lech Poznań. A miało być tak pięknie… Tymczasem lechici, nieświadomi widocznie możliwości bycia pozbawionym gry w europejskich pucharach, Ekstraklasę wyraźnie zlekceważyli. Sygnałem tego była sytuacja po rundzie jesiennej, kiedy to Lech z zaledwie 19 punktami w 25 meczach zajmował… 11. miejsce w tabeli! Niesieni falą zwycięstw z Salzburgiem i Manchesterem oraz remisami z Juventusem poznaniacy w rundzie rewanżowej otrzymali bezwzględną lekcję pokory, przegrywając m.in. z Cracovią. Bardzo dobra gra defensywna kontrastowała z przeciętną ofensywą mistrza Polski. Tylko jedną bramkę zdobył sprowadzony w przerwie zimowej Ubiparip. Porównując dokonania Serba do osiągnięć najlepszego w Lechu Rudnevsa, nie można mieć wątpliwości, że zawiódł.
Lenczyk cudotwórca
Z misją zapewnienia utrzymania przy Oporowskiej zameldował się nestor polskiej myśli szkoleniowej – Orest Lenczyk. O czołówce nie było mowy nawet marzyć. Chyba, żeby… odwrócić tabelę. Niemożliwe, ale dokładnie tego dokonał jeden z najbardziej zasłużonych obecnie trenerów w kraju. Z przedostatniego w tabeli Śląska stworzył prawdziwy zespół, którego dwie najjaśniejsze gwiazdy – Mila i Kaźmierczak, piłkarze mający za sobą zagraniczne wojaże – błyskawicznie wyprowadziły Śląsk ze strefy spadkowej. Zatrzymać wrocławską maszynę do zdobywania punktów nie zdołał nikt aż do Korony, która przerwała serię 14 spotkań Śląska bez porażki. To nie załamało klubu ze stolicy województwa dolnośląskiego, który na podium Ekstraklasy uplasował się po raz pierwszy od 29 lat. Sukces ten wrocławianie przypieczętowali w ostatniej kolejce, z hukiem wyrzucając z szeregów Ekstraklasy Arkę Gdynia, gromiąc ją aż 5:0.
Holenderski happy end
Tak można powiedzieć o końcówce tegorocznego sezonu. Bieg Wisły na mistrzowskie tory nakierował przede wszystkim Robert Maaskant. Narzędzi do wykonania tego zadania dostarczył mu Stan Valckx, który był chyba najlepszym posunięciem transferowym Bogdana Basałaja. Zaciąg byłego dyrektora sportowego PSV spełnił pokładane w nim oczekiwania i doprowadził do tego, że tytuł mistrzowski powrócił pod Wawel. Wisła Maaskanta rodziła się początkowo w wielkich bólach – „Biała Gwiazda” po dziewięciu kolejkach miała zaledwie 12 punktów. Efektowne zwycięstwa z Legią, Lechią w rundzie jesiennej oraz przełomowe, jak przyznał w wywiadzie z nami Rafał Boguski, pokonanie na wyjeździe Cracovii po bramce w ostatniej minucie odmieniło obraz byłego trenera NAC Breda w oczach kibiców i włodarzy klubu. Sympatyczny Holender był ulubieńcem krakowskiej publiczności, która systematycznie skandowała jego nazwisko. Nie uległo to zmianie nawet w obliczu porażki w ostatnim spotkaniu, które oglądała rekordowa w tym sezonie liczba osób.