W obu, kończących 24. kolejkę polskiej Ekstraklasy, spotkaniach padł wynik 1:0. W Białymstoku bramkę zdobył Kamil Grosicki, a w Gdyni miejscową Arkę zatopił brazylijski obrońca Wisły, Marcelo.

W pierwszej połowie meczu wiało nudą. Żadna z drużyn nie stworzyła dobrych okazji do objęcia prowadzenia, a najgroźniejsze strzały padały z rzutów wolnych. O ile brak sytuacji strzeleckich martwił kibiców, tak sytuacja z 12. minuty poważnie ich zasmuciła. Wtedy to Tomasz Frankowski, kapitan białostoczan, z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry. Według wielu ekspertów właśnie tym faktem można wytłumaczyć słabszą postawę „Jagi”. Na tle podopiecznych Michała Probierza lepiej wyglądali goście. W 17. minucie Tomasz Brzyski potężnie uderzał z rzutu wolnego, a kontra z 37. minuty mogła zakończyć się golem, jednak fatalnie spudłował Wojciech Grzyb.
Druga cześć spotkania rozpoczęła się od wymiany ciosów. W 49. minucie pojedynek z Lechem – ponownie – przegrał Grzyb, a już 3. minuty później stoperzy „Niebieskich” ubiegli debiutanta w Ekstraklasie, Michała Twardowskiego. Wreszcie w 70. minucie swój kunszt pokazał były legionista, Kamil Grosicki. Na lewe skrzydło dostał kapitalne podanie od Bruno, ogrywając obrońcę wpadł w pole karne i strzelił na długi słupek bramki Perdijica. Już w 77. minucie snajper, na którym teraz spoczęła konieczność zdobywania bramek, mógł podwyższyć wynik, jednak uderzył zbyt niecelnie. W końcówce Ruch zaatakował, lecz nie zdołał stworzyć sobie sytuacji bramkowej.
Po raz kolejny obrońca został bohaterem

Wisła pokonała na wyjeździe podopiecznych, debiutującego w roli trenera Arki, Marka Chojnackiego 1:0 i traci do prowadzącej Legii 2 punkty. Wiślacy prowadzenie objęli w 27. minucie, kiedy to z rzutu rożnego dośrodkował Patryk Małecki, a pięknym strzałem głową popisał się Brazylijczyk Marcelo. Jeszcze przed przerwą podopieczni Macieja Skorży mogli prowadzić różnicą dwóch bramek, jednak strzał Zieńczuka wybronił Witkowski.
W drugiej połowie bliżej zdobycia gola byli gospodarze, choćby po strzale głową Telichowskiego, jednak na wyżyny umiejętności wspiął się Mariusz Pawełek i efektownie sparował uderzenie ex-lechity. Ważnym do odnotowania faktem jest pojawienie się w 65. minucie Pawła Brożka, który w ostatnich tygodniach leczył groźną kontuzję, której nabawił się w meczu 20. kolejki z GKS-em Bełchatów.











