Fenomenalne spotkanie obejrzeli kibice w Gdańsku. Sześć bramek i niesamowity pościg Wisły, zakończony końcowym sukcesem. Zwycięstwo z Lechią przybliżyło krakowian do obrony mistrzowskiego tytułu. Bohaterem spotkania został Wojciech Łobodziński.
Lechia Gdańsk – Wisła Kraków
Mecz między Lechią i Wisłą był meczem przyjaźni na trybunach, jednak na boisku nie mogło być mowy o traktowaniu rywali ulgowo. Punkty, które można było zdobyć w tym spotkaniu, były niezwykle ważne dla obu ekip. Dla gdańszczan zdobycz punktowa mogła oznaczać zwiększenie szans na utrzymanie ligowego bytu, dla gości z Krakowa z kolei zwycięstwo, przy korzystnym dla Wiślaków układzie wyników spotkań Lecha i Legii, dawałoby tytuł mistrzowski.

Do 18. sekundy spotkania w Gdańsku liderem Ekstraklasy byli zawodnicy Wisły Kraków. Wtedy to, chwilę po pierwszym gwizdku sędziego, fenomenalny rajd lewą stroną przeprowadził Arkadiusz Mysona. Najlepiej w zamieszaniu podbramkowym znalazł się Paweł Buzała, który umieścił piłkę w bramce Mariusza Pawełka. Goście z Krakowa po niespodziewanym początku szybko ruszyli do odrabiania strat. Aktywny był zwłaszcza Paweł Brożek, ale jego kolejne strzały mijały bramkę Lechii. Gdańszczanie zadowoleni prowadzeniem utrzymywali piłkę jak najdalej od własnego pola karnego, a Wiślacy grali nerwowo, nie potrafiąc stworzyć sobie stuprocentowej sytuacji pod bramką Pawła Kapsy. Najczęściej na połowie Lechii, krakowianie podaniami szukali Pawła Brożka, który potrafił dojść do pozycji strzeleckiej, jednak jego uderzenia, czy to nogą, czy głową, nie mogły znaleźć drogi do siatki. Przewaga w posiadaniu piłki była zdecydowanie po stronie Wiślaków, natomiast gospodarze nastawili się na grę z kontry i niewiele brakowało, by Buzała podwyższył prowadzenie Lechistów, kiedy po kontrataku uderzył mocno, jednak prosto w Pawełka. Wynik do przerwy był dla gości z Krakowa najgorszym z możliwych, dlatego już od początku drugiej części spotkania trener Maciej Skorża postanowił wzmocnić siłę ofensywną swojego zespołu, zmieniając Singlara na Jirsaka. Zmiany w ustawieniu okazały się skuteczne. W 48. minucie na raty z lewej strony dośrodkowywał Patryk Małecki, piłka trafiła w pole karne do Brożka, który sytuacyjnym strzałem umieścił ją w bramce Kapsy. Kiedy wydawało się, że wszystko wraca do normy, sędzia Adam Lyczmański, w kontrowersyjnej sytuacji odgwizdał faul Jirsaka na Kaczmarku w polu karnym, a jedenastkę pewnym strzałem zamienił na bramkę Karol Piątek. Sensacja w Gdańsku w tym momencie wisiała w powietrzu. Po stracie bramki Wiślacy rzucili się do ataku, aby wrócić do walki o Mistrzostwo Polski. Akcje krakowian nabierały rozpędu i przyniosło to skutek. Najpierw świetnym strzałem z rzutu wolnego popisał się wychowanek Lechii Gdańsk – Marek Zieńczuk i piłka wpadła w samo okienko bramki strzeżonej przez Kapsę. Kolejne minuty to koncert tego, który miał słabszą rundę w barwach Wisły, czyli Wojciecha Łobodzińskiego. Kilka chwil po wejściu na boisko najpierw głową, a potem fenomenalnym strzałem prawą nogą dał prowadzenie Wiślakom pomocnik, który jeszcze niedawno był pewniakiem w kadrze Leo Beenhakera, a końcówkę obecnego sezonu spędza przede wszystkim na ławce rezerwowych. Chociaż w pewnym momencie zapowiadało się na niespodziankę w Gdańsku, to Wiślacy potrafili podnieść się z kolan i wygrywając z Lechią, przy remisach Lecha i Legii, zrobili duży krok w kierunku obrony mistrzowskiego tytułu.











