Nauczyliśmy się, że PKO Ekstraklasa to liga paradoksów. Pewne rzeczy nas już nie dziwią. Jak na przykład to, że po 23 kolejkach połowa ligi nie może być pewna utrzymania. Podobnie jest jednak z walką o europejskie puchary. Tu się wciąż może wszystko wydarzyć. Wydaje się, że wyklarowała się żelazna trójka, ale reszta jest tak nieprzewidywalna jak inflacja w Polsce. Możemy mieć do czynienia z najbardziej zaskakującymi i sensacyjnymi rozstrzygnięciami.
Wydaje się, że Raków, Legia i Lech raczej powinny być już pewne europejskich pucharów. Pod znakiem zapytania stoi jedynie to, jak „Kolejorz” pogodzi PKO Ekstraklasę z kolejnymi rundami Ligi Konferencji. Nie będziemy jednak ukrywać, że John van den Brom ma taką jakość w zespole, że nie powinno być problemu z zajęciem miejsca na podium. Zresztą taki jest cel Lecha na ten sezon. Jeśli tylko włączy choćby czwarty bieg, to spokojnie będzie pokonywać rywali.
Niemrawa Pogoń Szczecin
Lech Poznań jednak musi się mocno pilnować i raczej patrzeć za siebie niż do przodu. Za jego plecami jest niesamowity rozgardiasz. Tabela jest tak ściśnięta jak krawat wujka na weselu. Oczywiście, naturalnie faworytem tej walki wydaje się Pogoń Szczecin. Tylko że „Portowcy” w tym sezonie są, jacy są. Nie radzimy wybierać się do najbliższego punktu bukmacherskiego, aby postawić na nich pieniądze.
Pogoń zatraciła swoje walory z poprzedniego sezonu. To, co wyróżniało tę drużynę za czasów Kosty Runjaicia, jest największą zmorą Jensa Gustafssona. Mowa o defensywie. Przez to ta drużyna jest taka trochę bezjajeczna. Niby jest bardziej otwarta i jej mecze są atrakcyjniejsze, ale w zasadzie jej mecze to ruletka. Jak coś wyjdzie Kamilowi Grosickiemu, to będzie dobrze i uda się wygrać, a jak Stipica albo Zech coś zepsują, to będzie przegrana. I tak to się kręci, a dochodzą jeszcze problemy w spotkaniach domowych.
Gdy Kosta Runjaić pracował w Szczecinie, wiedzieliśmy, czego się spodziewać po Pogoni. Szczelna defensywa i czasami do bólu skuteczna gra w ofensywie. Teraz mamy totalną odwrotność. „Duma Pomorza” w tyłach jest rozdmuchana i popełniająca masę błędów. No i co z tego, że gra aktywniejszym pressingiem? Sami kibice już coraz częściej wspominają, że ten projekt raczej nie wypali.
Pogoń Szczecin pod wodzą Jensa Gustafssona chciała wykonać krok do przodu. Chciała w końcu wrzucić coś do gabloty. Nie widzimy tego. „Portowcy” być może znów wejdą do europejskich pucharów, ale ta drużyna nie zrobiła progresu. Gra opiera się na Kamilu Grosickim i pojedynczych przebłyskach poszczególnych piłkarzy. Niemniej brak awansu do kwalifikacji europejskich pucharów byłyby ogromną porażką w Szczecinie. To jest konieczne dla nich. Tak jak reszta zespołów trochę z przypadku znalazła się w tym miejscu, tak Pogoń Szczecin ma pewien cel do osiągnięcia.











